Jak wiem, czy chcesz kogoś

Uszatestreszczenia [01.08-31.08.2020]

2020.09.24 13:11 Urtah_bebg Uszatestreszczenia [01.08-31.08.2020]

Dziedobływieczół sejsony #uszatestreszczenia czyli porcja nimformacji dla was wizowie i fani tego typu. Steszczenia z [01.08-31.08.2020].
TLDR -> Do wyróżnienia dominuję:
[03.08.2020] -> ® INFORMACJE DLA WSZYSTKICH BĘC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=8X1n2Q3Gr3Y – fantazje sprawie menażerki Teli - **4/6 harnasi**
[04.08.2020] -> ® informacje bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=yTZRCpHDLTQ - dalsze fantazje o posiadaniu menażerki i spinka z konstium be! - **4.5/6 harnasi**
[04.08.2020] -> ® INFORMACJE DLA KWINTO TV BĘC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=TCLZNEB7zGA – spinka z kfintotefau wizowie! - **4.5/6 harnasi**
[06.08.2020] -> ® Historia mojego tańca bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=VP7QkewNbao – mateu spożytkował za dużo F16 i kłamie, że tańczył brekdens xD - **4.5/6 harnasi**
[06.08.2020] -> ® bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=tr3GL26J_ag – faflun sprawie dyskonta - **5-/6 harnasi**
[20.08.2020] -> ® niespodzianka widzowie bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=_seCg_fQHMM – ciekawy frykstal sprawie posiadania dowodu i odpowiedzialności karnej po osiemnastce - **4/6 harnasi**
[24.08.2020] -> ® Mam beczkę z tego pajaca ha ha bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=j96bLvENApQ -> atak w kierunku konstantin be - *\4/6 harnasi\*
[24.08.2020] -> ® Coś zapomniałem powiedzieć bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=JtBH9b2Mo80 -> rozwijanie mitomanii sprawie menażerki, pojawia się postać menża Teli - **4.5/6 harnasi**
[24.08.2020] -> ® Następna postać bu ha ha bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=mY--xWp0pes – akurat najsłabszy gniot dnia, ale warto zobaczyć jaką serię miał tego dnia uszok sprawie faflunów! - **3.5/6 harnasi**
[24.08.2020] -> ® informacje bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=PiWXsTrUHAI – mateu wkręsany z każdej strony - **4/6 harnasi**
[25.08.2020] -> ® informacje bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=HYaQmHd5CAE – początek spinki do pana rysia - **4/6 harnasi**
[26.08.2020] -> ® bęc pan Rysiu szuka fejmu bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=DG34J1Db29U – mateu rozkręsa się z każdym gniotem sprawie pana rysia - **4.5/6 harnasi**
[27.08.2020] -> ® bęc sztos 1 bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=vDehW6dFLHY&has_verified=1 -> tajge przebudził w sobie moc tajge roku dwatysionceszesnastego roku! - **5/6 harnasi**
[27.08.2020] -> ® I kto jest górą bęc widzowie ® -> https://www.youtube.com/watch?v=_e35sKubFio -> mateu pokazuje kto jes górą a kto jes dołem w konflikcie z panem rysiem - **5.5/6 harnasi**
[30.08.2020] -> ® Moje biżuteria bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=JxgEYVgTjzo -> pokaz biżuterii z faflunem - **4/6 harnasi**

[01.08.2020]
  1. ® Dzień dobry widzowie bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=eZ5yw5gxyAQ
- mateu z rana po harnasiu idzie sobie i idzie bu ha ha
- juto siada i ogarnia zaległe pozdrowienia, bo jutro akat ma czas
- pozdrowienia są narazie szczymane do momentu jak ogarnie zaległe
- musi szystko ogarnąć, żeby nie było escesów
- taki tymacik, bo akat czytał, że szystkie niedziele będą handlowe
- może to bendzie dobre, bo każdy ma wtedy wone
- to jes głupotą, że niedziele nie są handlowe
- druga sparwa z maseczkami noszenie bendzie się dostawało mandaty pieńset złotych ło baben
- może każdy już miał wirusa tylko część przechodzi bezszwanku a część ze szwankiem
- z maskami to poroniony pomysł
- tajge zwąchał, że chozi o many many
- skoro od stycznia wiadomo, że jes pandemia to czemu kurwa nie zrobili od razu tom pierdolonom szczepionkom??
- kurwa to jes to, dopiero kurwa po fakcie (xD)
- no ta Polska jes zacofana
**2.5/6 harnasi** sami wiecie wizowie jak reaguję na to jak uszok pierdoli o korowirusie
[02.08.2020]
  1. ® Pytania i Odpowiedzi Od Widzów zapraszam bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=pgVdFFpwtJM
- na szczęście trochę krótsza część pytań i odpowiedzi "od wizów" i to po piwku benc
- skont się nauczył frykstalować? To nie jes frykstal tylko jaja
- Skont się nauczył robić kaczora donalda? Akat się nauczył + próbka
- Czy gra w gry komputerowe? Jakiej muzyki słuchasz? Dlaczego lubi Peje? Kiedy zarapuje na żywo? Co sondzi o produkcji piw? Czy założyłby serwis komputerowy? Skont się nauczył bikbox? Ile są po ślubie? Sprawie donejtów. Czy grał w gietea trujkę? Czy miał pegasusa?
**2/6 harnasi** Wizowie, najlepsza część z tych czterech, bo najkrótsza i tata jes pijany bu ha ha
  1. ® Dziękuję widzowie bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=MFI0h-ryFeE
- dalsze plany na pytania od wizów
- piszcie dalej pytania, mateu będzie je analizował wizowie
- mateu wizi, że wam się to chorernie podoba
- goblyn ma nadzieję, że kanał się będzie rozwijał
- podziękowania za udostępnianie
**2/6 haranasi** straszne pitolenie o niczym
[03.08.2020]
  1. ® Skierowane Do Pana Rysia Bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=-_CwsmU82BQ
- ależ zmęszony wizowie bu ha ha
- młody atat musi skomentować najnowszy odcinek pana rysia
- nie to że spinka tylko skomentować
- panie rysiu nie szukaj szumu w ninternecie i nie słuchaj plotków
- adwa odróżniaj co to jes fejkowe konto na fejsie na jutju a co to jes ofisjalne
- mateu nie ma zamiaru się spinać ani nis
- sam siebie się oszukujesz i swoich wizów, bo jakbyś był ustawiony i miał samochód taki i taki i mieszkania to dlaczego w tym samym punkcie jesteś??? anołaśnie
- nie mów, że jesteś ustawiony, bo ktoś będzie na tobie żerować panie rysiu
- o prywatnych rzeszach nie powinno się mówić anołaśnie mateu coś o tym wie i czeba uważać
- na swoim miejscu tajge by nie chciał mówiś o prywatnych rzeszach życiowych
- ludzie jutuberzy nie lubią spinki
**3.5/6 harnasi** naharnasiowany mateu komentuje filmik pana Rysia. Miałem nadzieję na spinkę i fafluny i się trochę zawiodłem. Mimo wszystko całkiem spoko gniot benc
  1. ® INFORMACJE DLA WSZYSTKICH BĘC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=8X1n2Q3Gr3Y
- sprawie Teli, co jes jego menażerką i ogarnia szystkie tematy
- ogarnęła mu np harnasiu z rana bu ha ha
- kanał się rozwija i jest menażerka co ogarnia toto
- goblyn prosi, żeby jej nie wyzywać i nie oczerniać w ninternecie, bo to jes karane PARAGRAFEM benc
- mateu dobrze płaci menażerce za bycie menażerką bu ha ha
- jes na to paragrafy inerzeszy
**4/6 harnasi** akat nie wiem osochozi z tą Telą całą, ale mateu odpłynął sprawie tej menażerki bu ha ha
[04.08.2020]
  1. ® informacje bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=yTZRCpHDLTQ
- nimformasja dla wszystkich, nie to że tylko dla was wizowie od pijonego uszatka
- menażerka wystąpiła do prokratuły o nachodzenie gnębienie ją psychiczne na dyskordzie inerzeszy
- dokładnie to się nazywa dyskord melinarna
- ci co ją gnebiom psychicznie będą odpowiadać
- za gnębianie niom czyli psychiczne gnębienie i wysyłanie jej na dyskorcie i podszywanie się pod konto darek kupiec jaksiemówi inerzeszy
- skont ma takie nimformasje? Menażerka podesłała mu szystko
- kcecie się bawić? Polisja się weźmie za wasze dupy
- będziecie fikali asz do bólu
- som dowody przeciwko konstiniumbe, iwona inerzeszy
- tam było kostiumbe, że tego że kolega przyjedzie do menażerki i za wywiad da pieńsetzłotych za wywiad menela czyly tajge
**4.5/6 harnasi** bardzo przyjemny gniot i grożenie prakraturą sprawie kostiumbe i menażerki Teli bu ha ha
  1. ® bęc widzowie ® -> https://www.youtube.com/watch?v=Z4uies4wS2I
- tajge pokaże skryny z dyskorta tego typu
- poczytacie sobie sprawie kostiuuum czy tam chuj wie jak się nazywa kostiumbe
- napiszcie w komentarzach co o nim somdzicie
- to jes dyskort serwer melynarna melinarna tam się szyscy pochowali i myślą, że som gurą
- to nie jes ważne ważne, że poszytacie skryny
- to som osoby chorzy psychicznie
- pokaz rozmowy Konstantina B i Adiosa07 jak wkręcają uszoka, że azbet będzie miał wywiad u wuwnia za pieńćtysiencyzłotych, do menażerki jest zamawiany gruz i sprawie tego, że kolega kostiumabe podjedzie do menadżerki na wywiad, gdzie będą pytać o menela inerzeszy
**4.5/6 harnasi** bu ha ha ładnie go tam chłopacy z dyskonta wkręcili inerzeszy! Czekam na jakieś materiały z faflunami uszoka benc!
  1. ® INFORMACJE DLA KWINTO TV BĘC ® -> https://www.youtube.com/watch?v=TCLZNEB7zGA
- pijony menel ma nimformasje dla kfintotefau
- kinto tefau się spina do mateu sprawie paczki, że ma oddać hajs tego typu
- kfintotefau nie pucuj nie pucuj się, bo zostajesz na lodzie
- tajge ma to, bo ma swoich luzi
- kto się pucuje ten jes frajer tego typu
- ty masz żal do dupy ci tak tego, że hajs ma ci tajge oddać??
- jak komuś wysyłasz paczkę to podchodzi pod karbówkę tego typu nie wiesz tego?
- myśl guwkom a nie dupom
- pokaz skrynów od kwinto z wykopu bu ha ha
**4.5/6 harnasi** bardzo fana seria pijonego uszoka, faflun incoming!
[05.08.2020]
  1. ® To jest moje zdanie bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=DkaaiiTZLkA
- w tym tygodniu ogarnie pozdrowienia żyszenia
- możecie zamawiać dalej, bo akat ma trochę luzu
- bendzie nastempna część pytania i odpowiedzi od wizów
- było pytanko osochozi z kfintotefau?
- on kręci, żeby miał fejm tylko jes jeden problem – podbija pod fejm goblyna
- meteorologia – ziś ładna pogoda, wczoraj było deszczowo i lało cały dzień (deszcz jak i harnasiu benc)
- pamiętajsi, że tajge jes aktywny na jutju
- pan rysiu się podbija pod fejm, bo szuka fejmu, bo nie umie wytworzyć swój fejm awizisie
- niektórzy się podbijają, ale to gówno warte anołaśnie
- to czeba być frajerstwem, żeby podbijać się pod czyjś fejm
**3/6 harnasi** takie tam pitolenie o swoim ala fejmie
[06.08.2020]
  1. ® Historia mojego tańca bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=VP7QkewNbao
- tajge opowiada historie jak był młodszy i trenował brekdens xDD
- startował w różnych wystempach tańczenia brekdensa
- poctawy to czeba mieć mocne łapy inerzeszy wizowie
- to był moment uderzenia brekdensa tańczenia
- sprawie rozgrzewki jak na siłowni ścięgła inerzeszy
- tajge był na miszczostwach tańczenia brekdensa juniorów
- mateu jusz nie tańczy, bo miał wypadek xD nie był dobrze rozgrzany
- zerwał ścięgło w mieńśniach xD
- skończył tańczyć, bo zdrowie jes ważniejsze nisz brekdens
- ścięgło go strasznie ciongnie na zmianę pogody
- strasznie pitolenie o zakwasach i ścięgłach
- ostatni jego taniec to było o wygranie pucharu i był na drugim miejscu
- teras już nie ma czasu bo dom prasa rozina i czasem siłownia
**4.5/6 harnasi** najpierw menażerka Tela, teraz brekdens xD uszatek tak odpływa od rzeszywistości jak harnaś znika w jego trzewiach benc
  1. ® bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=tr3GL26J_ag
- mateu regeneruje manę po piwerku na świeżym powieczu
- juto piontek mmm na melanż się szykujesie?
- tajge nie ma zamiaru melanżować tylko iść do pszodu
- musi skomentować, sprawie zdjęcia, że kobra ma niby jakiegoś kochanka
- bzdura jak skurwysyn khyyy
- to jes fan, który zrobił zdjencie z kobrom
- pierdolą, ale chuj, siejecie plotki jak cfele
- luzie fchuja was walą, czeba być ciotom
- czeba mieć posrane wełbie, żeby słuchać plotki
- nie macie swojego rozumu, nie załonczacie szarych komórek
- jak ktoś jes zjebem jak na dyskorcie te śmiętniki do końca życia będą zjebani
- chuj z nimi jaktosiemówi
- mówi to poważnie bez escesów
- tajge by skasował ten serwer bo to są niedojebane zjeby
- to są totalne zjeby podbijające się pod fejm
**5-/6 harnasi** mateu powoli zmienia się w tajge roku dwatysionceszesnastego roku beeenc! Faflun w kierunku zjebów z dyskonta
[07-13.08.2020] -> bezgniocie ło baben
[14.08.2020]
  1. ® dzień dobry widzowie bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=eSHGt8fNx4Q
- meteorologia – zajebista pogoda wizowie i totana susza
- zadawajcie pytania na nastempne części pytań i odpowiezi wizowie
- tajge ma plan zrobić sto sztuk koszulek z napisem "ło baben tego typu" wizowie
- mateu stara się coś dla was zrobić wizowie, ale co bendzie z tego miał? Anołaśnie
- coś jes za coś czyly subowanie kanału i udostempnianie
- nie zwracajcie uwagi na tych co komentują jak gówno tylko na siebie czy byście chcieli
- tajge szystko się stara, teraz na was kolej tego typu
- sprawie wirusa tego i mandatów – to jes poroniony temat
- mandaty są dlatego, że obroty w sklepach są zmniejszone (?xD) + pitolenie totane
**2/6 harnasi** mateu wrósił po tygodniu i znów zanudza tego typu benc
[15-16.08.2020] -> bezgniocie
[17.08.2020]
  1. ® bęc widzowie ® -> https://www.youtube.com/watch?v=eoM33EPPF-g
- gniocik z rowu ben benc wizowie
- sprostowanie sprawie pandemii, bo może źle skomentował
- to jes dla tagje porażką, bo luzie ze ślonska
- pitolenie o maskach znowu, że dlaczego w tramwajach i w autobusie czeba a na zewnątrz nie
**1.5/6 harnasi** wirusolog taki jak mateu może co najwyżej mówić o boreliozie, bo na pewno kleszcze nie jedno mu poweidziały w rowie benc
[18.08.2020]
  1. ® takie życie bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=LmyumRbmcT4
- mateu dostawał dużo wiadomości co się stało, że nie nagrywa
- nie ma kiedy, prasuje i ma swoje obowiązki
- adwa za często wrzuca fylmyky
- znowu zapowiedź wrzucania filmików raz w tygodniu
- czy napisałem już, że mateu po harnasiu jes? Bu ha ha
- khyy zlękł się mateu, bo pies na niego naskoczył
- popłostu czeba iść do pszodu, a tajge ma swoje rzeszy do załatwienia
- nimformuje was, żeby nie było, a nie że przegrał
- jakby przegral to by skasował czasu anołaśnie
**3/6 harnasi** bu ha ha z pijoka
  1. ® bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=Y5_Cwg8hdxs
- dalsze rozprasowanie harnasiu
- słuchawki mateu czymają cztery goziny, dobre som i głośno działają
- kosztowało to mmm otojespytanie ło baben tego typu
- akat jes to prywatna sprawa bu ha ha
- czym się różni ala orginał od podrópki? Anołaśnie
- lekko zmienią litery, skont to wie? Akat ma pojencie
- historyjka jak niby naprawiał chiński telefon kolegi i miał zmieniony znaczek anołaśnie
- czeba sprawdzać jak się kupuje tylko czeba chcieć
- niektórzy durni i się dają wkręcać i maja żal do wszystkich
- czeba mieć dobry wzrok i pojencie sprawie znaczków
- tajge ma swoje forum i tam sprawdza i pyta
**3/6 harnasi** pitolenie w sektorze hobby czyly telefony inerzeszy
[19.08.2020] -> bezgniocie
[20.08.2020]
  1. ® niespodzianka widzowie bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=_seCg_fQHMM
- przekaz dla was, bo żysie to nie zabawa od pijonego uszoka
- uuu nagły frystal o iściu do pszodu nie do tyłu sprawie tego że ktoś ma osiemnastkę i ma dowód
- czeba myśleć głuwkom a nie dupom inerzeszy sprawie posiadania dowodu
- żysie jes okrutne i czeba uważać, żeby nie zejść w bok
- sory że tak bekłem tego typu xD
**4/6 harnasi** jak zwykle wyborny frykstal od uszoka tym razem o tym, że jak ktoś ma osiemnastkę i dowód to musi odpowiadać za swoje czyny benc
[21.08.2020]
  1. ® Sprostowanie bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=wgdfOA3nQ_0
- nimformasja sprawie dyskortu o nazwie śmiętnik z meliny
- ktoś się podszywa pod wuwunia
- odtegozaczońć, że ta osoba co się podszywa to jes na to pałagraf podszywanie się, kradziesz zdjencia i wrzucenia na profil
- wuwunio nie ma na dyskorcie konta
- ta osoba beknie za podszywanie się
- som ludzie, którzy próbują go skłócić z wuwuniem
- dyskort to całe ich afefte
**3/6 harnasi** mateu węszy spisek dyskortowy
  1. ® bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=3_jwO169dYw
- na dyskorcie na serwerze śmiętnik się obsrali wizowie po sprostowaniu mateu
- zmieniają tematy, żeby zatuszować sprawę ło baben tego typu
- nie mają jaj, wiedzą, że na to som paragrafy za podszywanie się inerzeszy
- dokładnie oni wiedzą, że za podszywanie się pod kogoś som paragrafy
- zobaczymy co wuwunio zrobi, bo on ma dojścia, żeby ten serwer poszedł w bok z rowerka
- dopiero bendzie bu ha ha benc
**3.5/6 harnasi** bu ha ha to jes z ciebie uszoku benc
  1. ® informacje dotyczące płotek bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=4Rozgn81dSU
- meteorologiczny melin – ziś goronco, my nie ustalamy pogody odtegozaczońć
- najgorsze som upały i nie lubi ich uszok
- takie plotki ktoś nasiał, bo podobno wuwunio robi z niego bekę
- odcinek nowy pal hal zajebiście mu się podoba
- dajecie się wkręcać w ich zabawy
- kto obejrzał powinien zrozumieć i wyciongnąć wnioski
- jes sztaba i zazdrość was bierze, że nie umiecie tak wytworzyć jak on
- gula was wali, że tyle lat się znają
- powinniście dwa czy obejrzeć i wyciongnąć wnioski i nie siać plotków
**3/6 harnasi** poirytowany uszok, ale podobne gnioty już nagrywał benc
[22.08.2020]
  1. ® Trzeba myśleć widzowie bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=GE9JRSpfhzM
- zisiaj sobota i będzie goronco, a mateu jusz po piwku
- chyba wiecie co i jak sprawie plotków
- sami siebie się wkręcacie sprawie plotków
- dla niego nie jes to beka jak był na schodniej
- on robi fejm dla wuwunia a on mateu
- pomiędzy wierszami są ukryte słowa i przekazy
- jak ktoś nie jes kumaty i oglonda na odpierdol to waszabroszka
- słuchajcie dalej a zimą będziecie chozić w klapkach ben benc
**2.5/6 harnasi** pitolenie znowu o plotków
[23.08.2020]
  1. ® Poradnik dla wszystkich bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=Y9NSeLUBxEo
- pozdrowienia tego typu dla was
- tymacik dla was w tym sensie jakie som obowiązki jak jesteście parą kobieta menszczyzna
- kobieta głosuje, a menszczyzna prasuje naprawia
- niektórzy nie potrafią się dzielic, napszykład wszystko robi facet, a kobieta nis
- kobieta powinna robić obiady i sprzontać, żeby było czysto schludnie, a menszczyzna powinien prasować
- być parom w związku i nic nie robić to źle
**2.5/6 harnasi** pitolenie sprawie relacji damsko menskich od bezdomnego menela, którego koberka kopnęła w dupę z meliny bu ha ha
  1. ® coś dla widzów bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=ZDuegl7SWTw
- pokaz nowego kranu w kuchni
- kran kupiony ze swoich pieniendzy
- nie czeba być
- co ze starą baterią? Wyrzucili
- zapłacił za baterię 170 zł xD
**3/6 harnasi** bu ha ha kochanek kobrzycy kupił i zainstalował na pewno ten kran, bo tajge ma DLR i nawet na kołki rozporowe go nie było stać bu ha ha
[24.08.2020]
  1. ® Mam beczkę z tego pajaca ha ha bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=j96bLvENApQ
- ten konstantin be się podnieca, że wysłał podobno sto rusz to menażerki goblina
- mateu ma beczkę z konstantina be, bo menażerka odrzuciła i wyrzuciła te róże do kosza
- zostałeś totalnym frajerem i frajerem totalnym, bo to jego menażerka, która ustawia co i jak
- gupi jesteś jak but, życie cię nie nauczyło
- ale chuj w dupe konstin be czy chuj wie jak się nazywasz cymbale
**4/6 harnasi** mmm konstantin be zaszedł za harnasia mateu bu ha ha
  1. ® Coś zapomniałem powiedzieć bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=JtBH9b2Mo80
- jeszcze sprawie konstantin be bo zapomniał
- jego menażerka ma menża i co konstantin be chcesz dostać wciry?
- monż nie odpuści i pójdzie po trupach
- menażerka od razu wysłała mu zdjencie jak wyrzuca róże
- uważaj jak nie chcesz dostać od jej menża mosno w ząbki
- adwa kto takiego paszteta by chciał z tobą być?
- na pewno masz mordę jak pasztet i nie chcesz się pokazać
**4.5/6 harnasi** bu ha ha z mitomana uszoka, który sam się kręci w kłamstwach dyskorta z tego co rozumiem xD
  1. ® Następna postać bu ha ha bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=mY--xWp0pes
- meteorologiczno ekonomiczny melin – upały i upały a ceny idą w górę przez te upały
- natura sama się ustala
- mateu obserwuje na dyskorcie śmiętnik i zwrósił uwagę, że cisną azbesta od a do zet
- słusznie, że cisną, bo robił bekę z tajge
- on się chowa pod nickami różnymi, ale go wyczuli na serwerze dyskort
- cisną jego od chuja do chuja
- wiecie dlaczego? Bo on szukał wrażeń i fejmu od tajgea, ale on nie dał sobie w chuja grać ben
- za swoje numery się beka
- bardzo się cieszy mateu i może pozna smak ciśnienie beki z kogoś
- ciśńcie dalej jego, może się nauczy
**3.5/6 harnasi** zawsze mnie cieszy jak wrasa temat azbeta benc!
  1. ® informacje bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=PiWXsTrUHAI
- nimformasja do pajaca kostantin be tego typu sprawie menażerki mateu
- ona jes żonata i ty chcesz mieś połamane zemby?
- menażerka nagra ciebie z połamanymi zembami i zobaczymy kto bendzie górą
- poste konstiniumbe
- taki pasztet jak ty
- jak monż cię dorwie to cały azbet i afefte jes zniszczone
- czymaj się z dala i nie pierdol jak ciota
- konstiumbe pokaż swoją mordę buzię na żywo
**4/6 harnasi** bu ha ha z tego jak uszok jes wkręcany z każdej stony
[25.08.2020]
  1. ® informacje bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=HYaQmHd5CAE
- niedługo konies wakacji laba się kończy ale cusz takie jes żysie
- musi narzusiś i skomentować, bo oglądał jedną osobę, która łapie popularnych luzi i komentuje
- chozi o pana rysia
- wiział ten filmik jak ten pan rysiu stary dziad gada jak potłuczony taki chuj
- mateu się zesrał w 1:24, bo pies wyskoczył bu ha ha
- to jes stary chuj pszeproszeniem szuka popularnych luzi i zaczepia
- lansuje się i szuka fejmu
- może pan się sam z siebie pośmieje? Wyciągnij pan swoje wady w necie anołaśnie
- zobacz w lustrze, anotak zaopmniałem, może lustro się rozpierdoli na twasz bo taki pasztet jesteś
- wyciongasz brudy na zewnątrz różnych luzi, może teraz ich kolej na wyciąganie jego brudów?
**4/6 harnasi** ależ seria uszotka, fafluny z każdej strony nadciągają!
[26.08.2020]
  1. ® bęc pan Rysiu szuka fejmu bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=DG34J1Db29U
- skierowania do pana Ryśka
- nie rób jusz z siebie idioty totanego jakim jesteś, bo totanym idiotą z siebie robisz
- szukasz fejmu... nie szukaj fejmu bo ktoś ci w zęby strzeli
- nie wytworzyłeś samemu fejmu tylko się podbijasz
- ten kanał poleci jak się będziesz tak podbijał pod fejm
- od ziś to będzie pani rysiu albo inaszej... zjebany rysiu
- ogarnij się dziadzie jeden
- ten twój kanał zleci z rowerka spadnie, a szykują się ataki
- pod kogo ty chcesz się kurwa pod fejm podbić? Benc
**4.5/6 harnasi** czekam na naprawdę mocne uderzenie od uszatego, żeby dać tą 5 i nie mogę się doczekać wizowie!
[27.08.2020]
  1. ® bęc sztos 1 bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=vDehW6dFLHY&has_verified=1
- meteorologiczny melin – pogoda do dupy i wiatr tego typu
- mała kwestia do pana rysia czyly skurwysyna jaksiemówi
- pan rysiu szuka wrażen tego typu i myśli, że jes królem
- słucha ciotów koło siebie i myśli, że szystko wie, a gówno wie
- z takimi gimbusami się pan zadaje? Khyy pan jes stary chuj i chujem jesteś
- gdzie masz te pieńćtysiency subów? Nie pierdol jak ciota
- jak masz pretensje to powiedz to w rzeszywistości, mówi to mateu z punktu jego wizenia
- dziecko lepiej przekaże niż pan rysiu stary dziad
- pan coś pierdoli, że odsubują kanał uszatego i na jego przejdą
- jesteś ciotą, stary dziad i chuj totany
- nomany człowiek nie wpierdalałby się między zakąską a wódką
- zaproszenie do zgierzu, żeby powiedział to w rzeszywistości a nei przez ninternet
- zobacz jak mateu operuje, ty nie jesteś nikim i totanym śmieciem, parę osób cię zna
- gdzie pan rysiu ma panpeż?
- płacz sprawie, że podbija sie pod jego fejm pan rysiu bu ha ha
- ogarnij się, bo daleko kurwa nie pojedziesz i nie pojechałeś
- chwaliłeś się, że masz chatę tu tam, a gdzie to jes? W dupie chyba anołaśnie
- daleko nie pojechałeś na wózku
- pękasz? Odjedź od mateu, bo jak mateu wyciongnie brudy z przeszłości to się zakryje pan rysiu
- goblyn ma swoje dojścia
**5/6 harnasi** bu ha ha uszok z roku dwatysionceszesnastego roku ze zmianą o czystasześćdziesiont stopni tego typu benc! Brakuje jeszcze harnasiu do szczęścia
  1. ® I kto jest górą bęc widzowie ® -> https://www.youtube.com/watch?v=_e35sKubFio
- rura ci kurwa wymiękła panie rysiu, bo ci powieział mateu od a do zet
- pocisk zrobił tajge i nie wiesz co powiezieś
- chcesz kurwa zabłysnąć, ale się nie udaje
- nie będziesz wpierdalał się w życiu goblyna i plotkował, bo jesteś skurwysynem
- jesteś pojebem jak reszta tych pojebów co plotkują
- taki byłeś kozak a rura ci wymiękła
- panie rysiu czy pan jes pojebany czy pan jes zjebany człowiekiem
- najpierw mówisz, że lubisz mateu, a potem zmieniasz jak jebany człowiek, który nie ma szacunku do drugiej osoby
- sam siebie się ucz swoimi perdoronymi rzeczami
- gdzie kurwa te dwa domy? Gdzie to jest? Pierdolisz jak ciota i nie wiesz o czym pierdolisz
- mateu rozpierdolił go od środka
- sadzisz się jak cfel zajebany, znasz tylko z plotek a czy one som prawdziwe?
- chcesz kurwa młodego ucz, a sam siebie się naucz
- przegrywasz, przestań pierdolisz
- poste? Poste
- grożenie swoimi ludźmi, że kanał pana rysia spadnie z rowerka xD
**5.5/6 harnasi** napławdę, tylko harnasia brakuje, piękne fafluny!
[28.08.2020]
  1. ® niespodzianka widzowie bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=3Jb1MrHdHb4
- frykstal na sucho bez bitu
- a nie bit włączył się troszkę po początku
- frykstal sprawie podziękowań sprawie subów, plotków i iściu do pszodu nie do tyłu
- sprawie pana rysia, że jes dołem ogunie
- sprawie nauki frystalu wieloletniej
**3/6 harnasi** niestety nudny frykstal, już kilka takich było, daję trzy bo przed 4 minuty się nie udusił bu ha ha
[29.08.2020]
  1. ® niespodzianka widzowie bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=m1-7H1cmW3M
- mateu znowu frykstaluje, tym razem po harnaśku
- znowu sprawie subów, śmigania po całości i czymajcie się w sobotę
**2.5/6 harnasi** frykstal o niczym nowym
[30.08.2020]
  1. ® Trzeba iść do przodu bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=Kga2J4OMnoc
- pokaz sygnetu na plastikowej podstawce melińskiej
- sygnet oznaczający bycie dołem bu ha ha
- czeba się o siebie dbać i jak się prasuje to się ma
- ile kosztował? Stopieńćdziesiont złoty
- wyglon barzo ładny i ładne pudełeczko
- niektórzy mówią, że plastykowe khyy dziwne podejście
**3/6 harnasi** bu ha ha zamiast kupić rzeczy dla dziecka to kupił sobie bezużyteczny sygnet za 1,5 bańki xD bieda to stan umysłu benc
  1. ® Coś na niedzielę bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=wbLfb_37gk4
- kolejny frykstal tym razem o montowaniu filmów i oglądaniu fylmu w niedzielę
- znowu sprawie nauki frykstalu
- sprawie sygnetu nie z papieru i nie z plastyku
- bu ha ha sprawie dbania o rodzinę i prasy
**3/6 harnasi** nieciekawy, ale kutki frystal
  1. ® Zadrosc wam idzie bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=p6cIsRqEIsg
- pokaz, bo ala plotka, bo mateu nie jes w tymacie
- sygnet, słychać? Słychać.
- nie żaden plastyk
- to nie jes metal ani żaden plastyk tylko sebro
- niektórzy zazdroszczą, że tajgerowi się udało i jes górą
- robi tu komentarz waszej głupoty ludzkiej
- niektórzy zazdroszczą, że mateu o siebie dba
- plotki sieją, bo ich dupa boli, że ich nie stać na sygnet
- popaczcie po ile stoją sygnety, som różne a goblinowi ten się najbardziej podobał
- sebro ma przepitkę czyly próbkę
- łyso was teras anołaśnie
**3/6 harnasi** pokaz sygnetu z plastiku bu ha ha
  1. ® Moja kolekcja bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=L9aLEBlh97w
- pijony pokaz dżokejek tego typu, żebyście nie srali nie plotkowali
- tata ma koleksję czopek, a dziecko nie ma nowych zabawek bu ha ha
- najnowsza dżokejka wizisie, najlepsza to jes ta
- no i so? Obsraliście się niektórzy
- mateu ma koleksję, lubi sobie zmieniać do ubrania
- zazrość was bije tak samo jak sygnety mateu khyyy
- na pewno bęziesie pisać, żeby wydać dżokejkę – mateu jusz wydał na konkułsie dwie dżokejki z podpisem ałtografem
**3.5/6 harnasi** no takiego pokazu jeszcze nie było, mateu pokazał swój największy skarb na świecie czyli koleksję dżokejek
  1. ® Moje biżuteria bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=JxgEYVgTjzo
- deszczowy pokaz biżuterii (menskiej) mateu
- sygnet tego typu
- pierścionki z próbkami
- tak czeba się modnie ubieraś
- łańcuch próbka, o coś takiego też tutaj pokazuje goblin z próbkom
- i popłostu tego typu wizisie?
- wizisie?
- wizisie? Tak się czeba modnie ubieraś wizowie
- stać jes mateu, żeby kupić i wyglondać nie jako śmieć tylko czlowiek, który ma swój cel
- gamonie jesteście niektórzy
- sami siejecie się jako gamoń
- i so? Pękły wam jaja?
- nie słuchajcie tych co plotkują, oni sami by chcieli się tak ubierać a nie jako lumpy
**4/6 harnasi** pokaz biżuterii z lekkim faflunem
[31.08.2020]
  1. ® Jutro 1 września czas do szkoły bęc ® -> https://www.youtube.com/watch?v=hRkfHsyuzPE
- ostatni miesiąc sierpnia, czyli jutro pieszy wrzesień (xD)
- skończyła się wam laba i tak mieliście długą przerwę przez tą ala pandemię
- jutro rozpoczęcie roku szkolnego, a na drugi dzień do szkoły ło baben
- do szkoły czeba chozić, żeby mieć wiezę w guwce
- potęga to jes nauka (:o)
- czeba wyższą szkołę skończyć, żeby było
- zisiaj sierpień ostatni zień miesiąca
- najcześciej wrzesień październik jes złota jesień (+ atak powiadomienia z telefonu mateu :x ała moje uszy)
**3.5/6 harnasi**
submitted by Urtah_bebg to TigerBonzo [link] [comments]


2020.06.19 19:28 Komendy_to_proscizna Stworzę, to co chcesz!

Jesteś graczem Minecraft i szukasz kogoś, kto ci zrobi, to co chcesz na swoim świecie z bloków poleceń? Jeżeli tak, to nie mogłeś trafić lepiej! Tak jak Ty jestem graczem Minecraft, tylko że wiem strasznie dużo o komendach i blokach poleceń. Jeżeli byś chciał, żebym Tobie zrobił bedwars, headwars, latającego golema, creepera na ogromnym szlamie czy to co sam wymyślisz wystarczy, że masz trochę pieniędzy, zgłosisz się na tego e-maila: [email protected] oraz napiszesz w temacie "Komenda - zlecenie". Zapraszam!
submitted by Komendy_to_proscizna to u/Komendy_to_proscizna [link] [comments]


2020.04.18 02:24 peelen [prysznicowerozmyślania] Ciekawe jak zmieniła by się Polska, gdyby w sejmie politycy siedzieli losowo, albo alfabetycznie.

Tak sobie myślę, że gdyby politycy nie siedzieli w swoich obozach takiej Lisockiej trudniej byłoby pokazać fakolca. Gdzieś tam mi śmignęło, po internetach, że jak chcesz kogoś przekonać w rozmowie, to dużo łatwiej tego dokonać siadając obok tej osoby i porozmawiać niż, niż siadając na przeciwko. O ile inaczej politycy przeciwnych partii traktowali siebie, gdyby na następnym posiedzeniu musieli siedzieć obok siebie, albo nawet pożyczać sobie nawzajem, nie wiem, jakiś długopis, czy inna ładowarkę to telefonu, o ile trudniej byłoby głosować "za kolegę".
Edit: podobnie z kartami do głosowania gdyby nazwiska były umieszczane losowo, a najlepiej różne karty tak aby każdy kandydat był jedynką na tej samej ilości kart. Pewno łatwiej byłoby się dostać nowym twarzom.
submitted by peelen to Polska [link] [comments]


2020.02.21 22:35 Urtah_bebg Uszatestreszczenia [14-21.02.2020]

Itam itam sejsony #uszatestreszczenia czyli porcja nimformacji dla was wizowie i fani tego typu. Steszczenia z [14-21.02.2020]. Sami wizisie. Mówiłem, że ogarnę, pułgozinki i jusz wszystko, ale cusz ja się staram inerzeszy... Bardzo dobra seria gniotów w tych dniach wizowie i fani. Może trochę przesadziłem z ocenami, może byłem zbyt łaskawy? Nie wiem nie wiem, oceńcie sami bebg!
Nowa seksja TLDR, czyly najlepsze gnioty ze streszczeń (pomysł zainspirowany pomysłem @XDwGlowie, TLDR na końcu posta, żeby nie spoilować wcześniej ilości harnasi ben ben!)
[14.02.2020]
  1. Gniotostrym #1 -> https://www.youtube.com/watch?v=70GJbshCY60
- ptaszki ćwierkajom, a tajge w rowie, bo teściowa wygoniła bu ha ha
- sprawie śniegu, ale cusz
- zisiaj wszystkiego dobrego w dniu walentynki anołaśnie
- sprawie pozdro na walentynki (pamiętajsi o skrynie dowodu przelewu)
**2.5/6 harnasi** gniot rowowy typu zwykłego
  1. Gniotostrym #2 -> https://www.youtube.com/watch?v=0d6N_udfvMA
- ben bencz od pijoka uszoka
- sprawie pozdro, zamawiajcie nawet jak tajge jes na mieście
- sprawie waszego ulubionego azbet kszyszek semper
- że niby on ala się leczy na łeb i zarobił na filmach
- fanazja o tym, żeby azbet pocałował go w dupę ło baben
- on się podlizuje, żeby była ala sztaba
- to jes psychol i nie wie co się kręci bata na dupę poste i logiszne myślenie pijockie
- jak się zmienił? Jes zjebem i bendzie do końca
- nie weźmie goblyna na litość, nie wciskaj mu kita azbet
- ofisjalnie ci mówił, że ofisjalnie powie, że jesteś zjebem
- chcesz isę komuś podlizać podliż się pod swoją dupę
**4.5/6 harnasi** harnasiu, fafluny, fantazje o dupie, czego chcieć więcej? Anołaśnie
  1. Gniotostrym #3 -> https://www.youtube.com/watch?v=FocrJA974a8
- ależ zmęszony łooo baben
- dochodzi do domu, bo ma dojścia, bo jes awaria autobusu (poste i logiszne XD)
- ale cusz takie jes życie jaksiemówi ło baben tego typu
- pomknąć sprawie temat azbeta co się przykleił nie wie jak to uznać hm
- jak kszyszek semper dostanie w mordęto bendzie miau wasz ukachany azbet
- szuka guza do chuja XD
- mateu ma dość tego człowieka co niby się na łeb leczy
- komu chcesz bajki walić? Bo chyba nie mateu?
- myśl głowom a nie dupom, ale na głowę jusz za późno
- mateu nagle nie lubi tak iśc i gadać, ciekawe czemu? Anołaśnie, pewnie zmęszony bu ha ha
- problemy mateu z wysławianiem benc
- azbet pucuje się jak chuj, bo mateu zabrał mu admyna ale cusz
- od tego zaczońć, że jes pizdą, a nie leczy się na łeb
- psykol nie człowiek
- azbet zniszczył opinię im i jebie się z całych stron
- zarobił chuja do dupy a nie pieniondze
- płacz mateu, że azbet jes psychory na łbep
- na głowę za późno, na nogi za późno, a na dupę to w ogóle XD
- sztama o kant dupy wytarcie ale cusz
- fafluny, żeby roziną się zajął azbet
- ktoś inny dawno by mu pwierdolił, psychol totany
- no bu co ma powiezieć debilowi, który jes psychory uleżniony czy jak
- azbet podlizuje się jak kutas
- przyjedź kszyszek a porozmawiasie po mensku – pieńściom
- wykop jebią ci w głowie, a ty jak ciota jesteś
- sory, że tak mówię wizoefani
- najebany gnom bełkocze XD
**6/6 harnasi** no naprawdę supcio gniot. Ponad 15 minut faflunów, płaczącego głosu do tego pijony w czy uszy mmmtojito
[15.02.2020]
  1. Gniotostrym #1 -> https://www.youtube.com/watch?v=l-HpAqeD_sY
- męczenie kasusia i sprawie kasusia u was ło baben
- sprawie pozdro zaległych, wczoraj był zalany yyy zalatany
- sprawie fa peżu co znikł – konto uszoka przechodzi werykasję
- kobra dostała na walentynki (ciekawe co, pewnie figę z makiem bu ha ha)
- pokaz powalonego drzewa przez wichurę
- sprawie klymatu, ludzie stracili dachy przez te wichery
- jak ktoś pali gumy nie gumy to to tesz izie w atfosmerę
- wczoraj musiał coś załatwić jaksiemówi na cyto
**2.5/6 harnasi** oguna mitomania sprawie zaległych pozdro, trochę za długie na 3 harnasie
  1. Gniotostrym #2 -> https://www.youtube.com/watch?v=RYBGy0mqb-o
- ben bencz wizowie i fani tego typu
- mała nimformasja od pijoka – pozdro walentynkowe przekłada na jutro
- najebany dostał telefon i jezie do roboty, cusz nic się nie zrobi
- chciał odpoczońć od pisia yyy ogunie a tu duppaaaa
- najebok mitomani, że woli nimformować niż kłamać wam ale cusz
**5/6 harnasi** piękny mitomański gniot olkoholowo pracbazowy
[16.02.2020]
  1. Gniotostrym #1 -> https://www.youtube.com/watch?v=yvkWTkyUTs4
- szeptogniot sprawie pozdro
**1/6 harnasi** nic nie słychać i dobrze, bo tylko o pozdro
  1. Gniotostrym #2 -> https://www.youtube.com/watch?v=YEFWVmKzllk
- sprawie pozdro, że już ogarnięte + męszenie kacusia
- sprawie, że się stara
- wrósił z pracy, przespał się z gozinkę i nagrał pozdrowienia, żyszenia – to jes dobry uczynek (xD)
- zamawiajcie dalej
**2/6 harnasi** tajge robi dobry uczynek, czyli pracuje za pieniądze bu ha ha
  1. Gniotostrym #3 -> https://www.youtube.com/watch?v=DTzbWCZeQW8
- meteorologia, podchodzi wiosnom awizisie
- bu ha ha musi podejść do znajomego harnasia, bo coś tam ma z komputerem
- gniot przerywający
- sprawie pozdro
- druga nimformasja – zmienia robotę, z tego powodu, że tu gdzie pracuje to albo akat awaria albo za kogoś przychodzi, bo chorują
- jutro akat badania
- będzie robił na nocki na basenie
**4/6 harnasi** piękne wymówki braku pracy, mitomania mitomanią poganiana
[17.01.2020]
  1. Gniotostrym #1 -> https://www.youtube.com/watch?v=8JSNqTVdJw4
- tajge lekko podziębiony od tego ciągłego zalania yyy zalatania
- tajge czeka na autobus, bo jedzie na badania
- fa fachtem meteorologia
-
**2.5/6 harnasi** gdyby tylko mateu chciało się pracować tak jak on udaje, że robi coś do pracy to byłby dziś milionerem
  1. Gniotostrym #2 -> https://www.youtube.com/watch?v=eB-GSWTado0
- dopiero wyszedł od lekarza (dr harnaś)
- sprawie pozdro
- służba zdrowia o kant dupy wytarcie
**2.5/6 harnasi** plusik dla niego za konsekwencje kłamstwa
  1. Gniotostrym #3 -> https://www.youtube.com/watch?v=kMv1qM0R6Bo
- sprawie pozdro
- będą bany dożywotnie na papeżu za obrażanie
- gudbaj i poste jak dut
- pitolenie o banach i że jesteście chamscy
- przeraża was to, że nie powiesie tego wrzeszywistości
- dziś siedział u lekarza od 9 do 13 – no, aż tyle lat wizowie
- sprawie numerków u lekarzy
- pokaz ala kwitów od lekarza medycyny prasy (pewnie stare bu ha ha)
**2.5/6 harnasi** taki tam gniocik kuchenny
  1. Gniotostrym #4 -> https://www.youtube.com/watch?v=SAyeBPIenZs
- ło baben melin odkrył efekty w swoim telefonie i wszedł w jakość "XD", na ekranie mamy teraz aż dwunastu uszoków bencz
- zisiaj niestylowy pomysł barzo fane wyglonda
- lekko zmęsozny dopiero wrócił ze szkolenia sprawie nowej roboty, bo akat miał telefon anołaśnie
- spraiwe pozdro
- sektor meteorologiczno-bakteriologoiczno-wirusowy bęc
- kiedyś nikt nie chorował, bo były zimy anołaśnie
- nimformasja, że będzie zgłaszałkanały za kradzież fylmyków, nie bendziecie na nim żerować i zarabiać pieniondze
- nie sztukom jes kraść, sztukom jes przyznać się do kradzieży
- nie sztukom kraść, sztukom iść do roboty (xD)
- spraiwe kradzieży i spisania umowy z uszokiem na wypożyczenie fylmów
- w chuja walicie kradniecie
**2.5/6 harnasi** za zawartość gniota, ale **6/6 harnasi** za wykonanie, co zaokrągle do **4/6 harnasi** benc! 12 uszoków na ekranie, tyle gupoty bu ha ha benc!
[18.02.2020]
  1. Gniotostrym #1 -> https://www.youtube.com/watch?v=AB2SCgExgtw
- gniot z łóżka ło baben
- tajge się zaziębił od rowu i nie jedzie z papierami od lekarza do prasy awłaśnie
- sprawie pozdro
- czymajcie się regulaminu, bo łatwo wylecieć z papeżu
- ah gupie przeziębienie, luzie tracą odporność w tym sensie, że sprawie pogody
- naukowiec melin stwierdził,że choroba w chinach spowodowana jest zmianom klymatu benc
**3.5/6 harnasi** przyjemny gniot w nowym stylu benc
  1. Gniotostrym #2 -> https://www.youtube.com/watch?v=hENHK8IlSnc
- sprawie pozdro – ogarnął parę sztuk łóżka fafachtem
- tajge jes czysty, zamawiajcie dalej + sektor starania się
- mateu odstawił wszystko na bok sprawie nowych nut, bo jes zalatany
- tajge morze przedłuży pozdro morze nie wszystkoodwaszależności
**2.5/6 harnasi** głównie o pozdro, więc nawet gniot z łóżka nie urtatuje benc
  1. Gniotostrym #3 -> https://www.youtube.com/watch?v=pUtJgz4Tcos
- nimformasje, bo ten pajac kszyszek semper napisał na wykopie, że jest sztaba
- od tego zaczońć,że nigdy nie będzie sztaby z nim, ma go w dupie i jego esemesy
- to jes taki pajac, że nie rozumie
- on jes frajerem i zawsze był dla mateu frajerem tylko próbował go rozbić od środka awizisie
- kszyszek jes człowiekiem flagom i przez niego mają problemy
**3.5/6 harnasi** początek faflunów do kszyszka
  1. Gniotostrym #4 -> https://www.youtube.com/watch?v=2QRFubLU-Jk
- pytasie się jak mateu się czuje: nieźle, przeziębienie odsuwa się od goblyna (bo ma dość melyny bu ha ha)
- sprawie azbety – nie bendzie nigdy sztaby
- on jes na przegranej linii, to jes frajer, który szuka wrażeń inerzeszy
- to jes psychiczny chory gamoń
- sprawie pozdro
- sprawie choroby tajge – jest to przez zmiany klymatu
**3/6 harnasi** kolejne lekkie fafluny
  1. Gniotostrym #5 -> https://www.youtube.com/watch?v=IatIhOp2apA
- gniot w jakości melinaHD
- lepiej jusz się czuje, przeziebienie izie bokiem
- fafluny, że nie zamawiacie pozdro jak on siedzi w domu spesjalnie <3
- grożenie, że zamknie mateu pozdro, bo nic w tym kierunku nie robisie
- sprawa zdjęcia z azbetem – zdjęcie stare jak świat
- azbet zrobił sprawę im niemiłom iżyszy mateu, żeby jego dzieci też tak zignęły ło babę
- kszyszek semper nie zasługuje na sztamę, nie daje się drugiej szanszy takemu szkurwyszynowi
- goblyn zniszczył go dobitnie od środka
- chcesz zabrać meble? Dawno miałeś zabrać bęnc!
**4/6 harnasi** takie lekkie 4, bo już powoli brudy wychodzą na wierzch jaksięmówi
[19.02.2020]
  1. Gniotostrym #1 -> https://www.youtube.com/watch?v=XRyF4Akw1BY
- tajge się jusz lepiej czuje
- miał zaczońć od czwartku prasować, ale akat woli od poniedziałku
- sprawie pozdro
- piszecie, że na wschodniej będą burzyć kamienicę – jes nowy właściciel i chcą od nowa zrobić ło baben
- narzekanie tajgea,że kiedyś nieśpieszno im było do remontu ałaśnie
- mitomania,że spotkał właściciela, miły człowiek
- NIE BĘDZIE JUŻ TAM PATUSÓW XD
- sprawie ćpunów co hanldują koksem w bramach
- jak tajge z kobrą się wyprowadzili to schodnia poszła w ruinę (XD)
- nowy właściciel pilnuje bata na dupę, nikt nie będzie ciongnął prondu na lewo
- spominki sprawie mieszkania starego, ciongnięcie gazu i prondu na lewo, boljer inerzeszy
- fafluny do fana, że powinien się upomniec sprawie hejtów zamówionych, bo on jes od nagrywania a nie od pilnowania <3
**5/6 harnasi** miałem dać 4.5, ale podciągnę do 5, bo coś w tym gniocie jest dla mnie innego. Po piesze jakby w ogóle zapomnieć kim jest uszosz to to jest najbardziej normalny vlog mateusza chyba od roku 2013 roku. Jakieś informacje o nowym właścicielu wschodniej (nawet nie obchodzi mnie czy prawdziwe), ale jakoś normalnie się tego gniota słucha. Jeszcze ten faflun na koniec do wizowa... no normalnie prawie uwierzyłem mateu, że to naprawdę broszka widzów, żeby upominali się o te pozdro XD Nie wiem nie wiem wizowie, może to tylko moja dziwna pojemność benc
  1. Gniotostrym #2 -> https://www.youtube.com/watch?v=-MGa9URS4s0
- barzo ważna nimformasja, żeby później nie było escesów (2 minuty czekania na was)
- sprawa pozdro
- od poniedziałku zaczyna prasować, jedzie akat sprawdzić teren swój
- sprawie pozdro na podstawie skryna – poste jak hój
- jednak być może pozdro dopiero jutro benc
**2.5/6 harnasi** mitomania i robienie z wizów chuja benc
  1. Informacje dla wszystkich bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=rXbxNrLwuho
- już zmęszony przed terenem swoim, czyly rowem
- taka plotka poszłą z #bonzo
- czy jes sztaba z azbetem? Od tego zaczońć, że nigdy nie będzie
- azbet może pocałować go w dupę mmm
- to jes dwuulicowy człowiek, przez niego są brudy
- fafluny, że zaszkodził im, ale bez konkretów narazie, ale za to z lekkim płaczem
- zamiast zająć się dzieciakami i żoną to się nimi zajmuje, on chory psychicznie jes i przegrany
- taki człwoiek się już nie wyleczy
- ziś napsiał azbet, że niby chce kupić mieszkanie na schodniej khyyy
- kto zgłaszał animowo zgłoszenia do MOPSU? Nowaśne ty i twoi luzie z #bonzo
- mateu żyszy, żeby azbetowi tesz zabral dzieciaki
- ty się azbet nie stydisz, że dzieciaki dorosną i zobaczą, że ojciec jes taki chory psychicznie? Bo mateu by się stydził (XD)
- te zgłsozenia to zemsta za zabranie admina stryma
- ciekaw czy tobie by było miło jakbyś miał naloty? Ałaśnie
- fafluny, że zarobił azbet na nich, a im ledwo starczyło na meble, lodówkę inerzeszy (jakby nie azbet to by dalej siedział na wypierdzianej kanapie i spleśniałych meblach kuchennych bu ha ha)
- ależ płaczący bu ha ha
- zrobił im koszmar w żysiu, na chuj się wpiepszał?
- powinien przeprosić a struga idiotę
- dalsze oskrażenia o całe zło azbeta
**5.5/6 harnasi** jest to mocny gniot, wręcz historyczny. Z jednej storny widać głupotę uszoka, który o wszystkie problemy obarcza jakiegoś typka z internetu, z drugiej oficjalnie potwierdza, że chcą mu zabrać dziecko. Ten filmik może być początkiem serii "naloty kuratora na melinę" ben bencz
  1. Gniotostrym #3 -> https://www.youtube.com/watch?v=28dDtWUGdDk
- oj lekko zmęszony
- dopiero wrósił, no nie ma siły uwieszcie to i pozdro jutro zrobi (XD)
- zamawiajsie dalej jednak wizowie, on zawsze nagra nawet jeśli z opóźnieniem rozwoju
**3/6 harnasi** z opóźnieniem rozwoju jest tylko osoba nagrywająca bu ha ha
[20.02.2020]
  1. Gniotostrym #1 -> https://www.youtube.com/watch?v=0ReesYN_brI
- zisiaj jes tłusty czwartek, a teraz jedzie, bo musi pozałatwiać wizisie
- fafachtem tajge lubi ponczki, ale nie przepada za słodkościami
- spominki zmęszone o cukierkach z dzieciństwa pamiętazoziś
- akat tajge jedzie do prasy, żeby zliczyli mu ile należy mu się urlopu (XD)
- sprawie pozdro
- sprawie zmian, że ulop przepada po roku, goblynowi akat się ten pomysł podoba
- adwa sprawie azbeta – powieział prawdę, a azbet jes ofermom
**3.5/6 harnasi** mitomania uszoka naprawdę przekracza granicę absurdu, już w przyszłym tygodniu będzie urlop, bo kobra sie rozchoruje albo coś XD
  1. Smacznego bęc- > https://www.youtube.com/watch?v=iYhbGjB990o
- pokaz ponczków z okazji tłustego czwartku
- uważajsie na klamki i krzesła, bo mogą być wysmarowane (?xD)
- pozdro
**3/6 harnasi** akat ładne pączki benc
  1. Macie odpowiedzi na wasze pytania bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=UStdyBNnDfU
- sprawie tłusty czwartek + meteorologia
- pyta jes strzymana, bo tajge jes zalatany!
- przypuszcza mateu, że będzie pyta na wiosnę, bo będzie lepiej w tym sensie, że spokój
- sektor sprawie pozdro
- sprawie azbeta – przestańcie jego słuchać, bo on się knuje i myje łapy
- tam na wykopie pisał, że przeprasza tego tpyu, ale jest za późno
- ludzie pozgłaszali azbeta inie wie uszosz czy mops się nim nie zajmie, czyly góra
- mitomania, że ludzie mu pisali, że pozgłaszali azbeta w rużne miejsca
- azbet nadaje siędo leczenia kocha... kochanuwek (?XD)
- fafluny o tym samym co zwykle sprawie azbeta
- ma faktury na łuszko i zgłosi to tam gdzie się zgłasza awizisie
- od momentu wczorajszego dnia wy jako ludzie zaczęliście rozumieć co wyczynia azbet
- to jes człowiek psychol ... głuchy telefon
- ogunie pitolenie o tym samym sprawie azbeta znowu
- kszyszek grube pieniondze zarobił a oni niecałe dwatysionce złoty
- azbet na nich czytysionce złotych zarobił
- narzekanie, że kszyszek powybierał meble i lodówę i kupił ,a nie że przelał im pieniondze, bo się bał, że niby khyy tajge przepije
**3.5/6 harnasi** oprócz kochanuwka to standardowe fafluny i do tego długie stąd niska jak na fafluny ocena
  1. Gniotostrym #2 -> https://www.youtube.com/watch?v=7PDdQdo6xEs
- pokaz opaski dla kobry najki
- pokaz opaski dla tajgea tesz najki
- cusz czeba iść dopszoduniedotyłu od tego zaczońć
- kcecnie ponczka od lekko zmęszonego? Tajge słodkości nie lubi chyba, że słodkie piwko bu ha ha
- sprawie pozdro, ci co narzekają, że tajge oszukuje to pocałujcie go w cztery litery
- opaska zrobiła benc bu ha ha
- pokaz i pozdrowienia od koberki
- sprawie pozdro
**3/6 harnasi** lekko naharnasiowany melon
[21.02.2020]
  1. Gniotostrym #1 -> https://www.youtube.com/watch?v=oy7GwsdEDDg
- spytny tajge wymyślił, że jedzie do roboty, bo zapomnieli mu dać coś do podpisania bu ha ha (czyly nie zacznie pracować od poniedziału ;) )
- około siedemnastej ogarnie pozdro + sprawie pozdro
- macie się odzywać o siedemnastej, bo inaczej nie zrobi khyyyyy
- może przedłuży pozdro, wszystkoodwaszależności
**2/6 harnasi** gniot głównie o pozdro
  1. Gniotostrym #2 -> nie ma jeszcze na PZH :(
- gniot z nowej perspektywy w tym sensie, że z kuchenki tajge krenci pomidorową z ryżem robiąc frystal sprawie tego typu i iściadopszoduniedotyłu
- zamówienia do pozdrowienia
- podstawa jes skryn przelewu dowód
**2/6 harnasi** 2 tylko dlatego, że nowa perspektywa benc
TLDR -> Do wyróżnienia dominuję:
[14.02.2020] - Gniotostrym #3 -> https://www.youtube.com/watch?v=FocrJA974a8 – **6/6 harnasi!** - gniot genialny sprawie faflunów pijackich
[15.02.2020] - Gniotostrym #2 -> https://www.youtube.com/watch?v=RYBGy0mqb-o - **5/6 harnasi** - kutki gniot mitomański tego typu
[17.02.2020] - Gniotostrym #4 -> https://www.youtube.com/watch?v=SAyeBPIenZs - **4/6 harnasi** - ciekawy gniot o nowym wymiarze edycji
[19.02.2020] - Gniotostrym #1 -> https://www.youtube.com/watch?v=XRyF4Akw1BY - **5/6 harnasi** - głównie spominki sprawie schodniej benc w jakiejś przyjemnej dla mnei formie
[19.02.2020] - Informacje dla wszystkich bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=rXbxNrLwuho**5.5/6 harnasi** - to jest gniot, który wydaje mi się, że jest historyczny niejako, bo tajge przyznaje się do pewnych prywatnych rzeszy ben benc
submitted by Urtah_bebg to TigerBonzo [link] [comments]


2018.10.24 09:29 Scypio Trenuj z /r/Polska - Operacja Plaża 2019

Pomysł na posta zawdzięczamy illmaticmat - jeśli chwyci, będzie więcej. :)
Plaża 2019
Zbliża się nieubłaganie lato 2019 - przynajmniej wnosząc po tempie w jakim sklepy zmieniają wystroje na świąteczne. Pisanek jeszcze nie widziałem, ale nie będę zaskoczony, jeśli w ostatnim tygodniu grudnia już będą w gazetkach. Zatem - lato 2019 - wszyscy przymierzamy stroje kąpielowe. I marzymy o tym, że będziemy pływać, skakać, grać w plażowe gry. Dla części z nas to jednak pewien problem, bo tu wałeczki, a tam lekki brak kondycji.
Ale nie bój nic, kochany czytelniku, przybieżeli z pomocą redditorzy!
Niniejszym postem podpowiem laikowi jak zacząć swoją przygodę z kondycją, lepszą sylwetką, a może nawet sportem i rekreacją.
Na początek jednak lekkie rozczarowanie. Wszystkie znane mi sposoby na poprawę zdrowia, kondycji i sylwetki wymagają dwóch rzeczy: czasu i dyscypliny. Szok, niedowierzanie, strach w powiecie. Co to oznacza ‘czas i dyscyplina’? Nie ma diety-cud, nie ma magicznego zestawu ćwiczeń, nie ma pigułki-tłuszczoniewidki. Aby zobaczyć rezultaty potrzebujemy kilku miesięcy minimum. Im większych zmian oczekujemy, tym delta czasu będzie większa. Zatem do lata 2019 nie zmienimy się z Allena w Szwarcenegera. Ale możemy zostać zdrowszą, sprawniejszą wersją siebie samego. A dyscyplina? Nikt nie będzie bił i chłostał - miłośnicy tego typu rozrywek są zawiedzeni, wiem - oznacza to, że będziemy musieli być systematyczni, skrupulatni i uczciwi wobec siebie samych.
Myślę, że to nie jest dużo. Jestem pewien, że damy radę.
Pierwsze kroki.
Krok pierwszy, ten najbardziej brutalny, jest najtrudniejszy. Rozbieramy się do stroju plażowego - czyli tego w którym byśmy chcieli lepiej wyglądać, niezależnie czy to kąpielówki, czy mankini. Stajemy przed lustrem i cykamy fotkę. Nie pokazujemy jej nikomu. Serio, serio, ona jest wyłącznie dla nas samych. Będzie naszym ‘przed’, naszym stanem zerowym, próbką z którą będziemy porównywać wyniki. Regularnie trenując i poprawnie odżywiając się możemy sobie taką fotkę cykać raz w miesiącu i porównywać wyniki. Uwierzcie, że to motywuje, kiedy naocznie możemy się przekonać jaką różnicę robi parę miesięcy. Tych zdjęć też nikomu nie pokazujemy, one są dla nas, do pomiary wyników. To nie są zdjęcia, które służą czemukolwiek innemu. Dla nas, dla naszej pracy nad sobą. Pamiętajmy o tym.
Krok drugi, przyglądamy się swojej diecie. Co to znaczy? Przez tydzień/miesiąc (zależnie od tego jak systematyczni jesteśmy w notowaniu) zapisujemy wszystko co zjedliśmy i ile. Jak? Metod jest wiele. Mi wystarczy kartka i ołówek, ale jestem stary, więc to może być za mało. Kolega fotografował każdą zjedzoną/pitą rzecz i potem z tego wypisywał listę. W internecie jest mnóstwo aplikacji online, na telefon/tablet, desktopowych, które nam to ułatwiają, ale nie mam z nimi doświadczenia, to żadnej nie polecę.
Krok trzeci, bierzemy naszą listę, analizujemy ile kcal dziennie średnio konsumujemy i zapisujemy sobie ten wynik. Wskakujemy na wagę, jednym okiem patrzymy na wynik i notujemy go sobie. Wzrost raczej nam się nie zmieni, więc możemy go sobie zapisać tylko po to by mieć 3 statystyki w miejsce dwóch (jak ktoś woli zmienne, to może być wiek, np. w miesiącach). Tutaj pomagają narzędzia typu: http://scoobysworkshop.com/calorie-calculato ten osobiście znam, używałem i mogę polecić. Jest szczery do bólu, nie obiecuje cudów, ale też nie generuje nam automagicznie rozwiązań, że tylko brać i już, więc wymaga od nas samych trochę pracy. Strona posiada też inne narzędzia treningowe, dietowe, etc. warto więc się zapoznać, może któreś podpasuje i pomoże w życiu.
Materiał do zapamiętania - przybieraniem i traceniem na wadze rządzi termodynamika: ilość kalorii spożytych - ilość kalorii spalonych. Jeśli mamy wynik dodatni, to przybieramy na wadze, jeśli ujemny, to tracimy. Oczywiście: u osoby zdrowej, bez zaburzeń hormonalnych/metabolicznych, nie mówi to nic o tym co jemy, nie wspomina nic o sylwetce etc. Mówi tylko tyle: jeśli dostarczamy z zewnątrz mniej paliwa niż potrzebujemy, organizm sięga po zgromadzone rezerwy. Innymi słowy: zaczyna chudnąć. I odwrotnie: spalamy mniej niż jesteśmy w stanie dostarczyć, to organizm sobie odłoży na później. Taka cwana maszyna z tego człowieka.
Żaden trening nie naprawi złego odżywiania. Zdrowie i kondycja zaczynają się w kuchni.
Zaczynamy
Ok, mamy wyniki, jest nam trochę przykro, bo ani nie jemy tak zdrowo, jak lekarze nam każą, ani nie wyglądamy na zdjęciu tak, jakbyśmy chcieli. Tu zaczyna się praca nad samym sobą. Musimy poprawić nawyki żywieniowe - o tym innym razem, bo to temat-rzeka - i zastanowić się co lubimy robić w ramach sportu. Dla osoby początkującej każda rekreacyjna aktywność fizyczna jest dobra. Bieganie, siłownia, basen? Świetne. Boks, judo, biathlon? Świetne. Piłka halowa, crossfit, wspinaczka ściankowa? Świetne. Pod warunkiem, że jest to rekreacyjna aktywność fizyczna. Nie rzucajmy się od razu na głęboką wodę i sport wyczynowy. Maraton i start w gminnym turnieju zapaśniczym może poczekać. Zacznijmy na spokojnie, bez doprowadzania lekarza rodzinnego do zawału pytaniem, czy dostaniemy pozwolenie na start w olimpiadzie pływackiej.
Pamiętajcie: odpoczynek po treningu jest równie ważny, jak sam trening. Mięśnie regenerują się (‘rosną’) jak śpimy po treningu, nie w trakcie ćwiczeń.
Co polecam? Osobiście mogę polecić 2 rzeczy: programy marszowo-biegowe i zajęcia grupowe.
Z kanapy do maratonu
Wstań. Zrób krok. Teraz drugi, trzeci. Gratuluję, rozpoczęliśmy program treningowy. Oczywiście, do biegania potrzebować będziesz wygodnych butów i odpowiedniego do pory roku stroju, ale najważniejsze już zrobiłeś - kilka kroków. Mając w okolicy jakiś park, czy inne okoliczności przyrody, można wziąć muzykę w słuchawkach i psa na smycz, łącząc pracę nad sobą z uprzyjemnianiem sobie życia muzyką. Niezwykle popularny program http://www.c25k.com/c25k_polish.html jest na tyle prosty do śledzenia i wykonania samodzielnie, że aż żal nie spróbować. I tak, zaczynamy od samego początku. Wiem, że wydawać by się mogło, że to “takie nic”, że można od razu biegiem wziąć ten półmaraton, ale uwierzcie, że w bieganiu nie jest najtrudniejsze pobiec raz. Najtrudniejsze jest pobiec znowu, jak człowiek wymęczony po poprzednim bieganiu. Niby można biegać z ludźmi, ale moje doświadczenie jest takie, że bieganie jest dobre dla kogoś, kto biega sam, w parze, albo z psem. Jeśli więc pasujesz do takiego obrazka, to mogę polecić energiczne spacery, przeradzające się w marszo-biegi, które w końcu staną się bieganiem.
W grupie raźniej
Jeśli jednak samemu ciężko się zmotywować, wolisz towarzystwo ludzi - albo nie chcesz moknąć w parku jesienią, to rzuć okiem na ofertę zajęć grupowych w lokalnych klubach. Sport do wyboru, każdy z nas lubi co innego, zatem skupmy się na wyborze klubu, nie typu zajęć. Jak wybrać klub? Na początek oczywistości: cena i lokalizacja. Tutaj nie pomogę, bo własny budżet i plan dojazdów, to coś co znacie wy i nikt inny. Ok, z głowy, zostają więc: wygląd klubu, grupa, osoba trenera. Klub ma być schludny, czysty z wyraźnym rozgraniczeniem, gdzie się ćwiczy, gdzie się przebiera, gdzie trzyma torbę, a od którego miejsca trzeba mieć obuwie zmienne. To ważne, bo źle zorganizowane zajęcia to murowana kontuzja, kiedy na siedzącego widza wpadają ćwiczący, bo nie ograniczono gdzie się ćwiczy, a gdzie siedzi. O higienie to nawet nie wspomnę. Grupa ma nam odpowiadać, ma robić na nas wrażenie takiej, z którą się będziemy dobrze bawić. Grupa nie może składać się w większości z wyczynowców. Ponownie: dopiero zaczynamy, nastawieni jesteśmy na sport-rekreację, nie sport wyczynowy. Trening z grupą wyczynową zniechęci nas, zagwarantuje kontuzje i obrzydzi coś, co nas trochę kręciło. Na treningi z zawodowcami przyjdzie czas, więc idealnie by było jakby były zajęcia “grupy początkującej”, albo “amatorów”. Nie każdy klub coś takiego oferuje, często jest tak, że na sali jest kilku trenerów/instruktorów i zajęcia podzielone są między osoby początkujące i zaawansowane. Czym gładko przeszliśmy do osoby trenera. Porozmawiajmy z trenerami, zadajmy pytania, rozjaśnijmy wątpliwości. Trener nie musi być mistrzem świata w swoim sporcie, nie musi wyglądać jak marmurowy posąg Apollina, ale musi na nas zrobić pozytywne wrażenie, zarówno w rozmowie, jak i w trakcie prowadzenia zajęć. Słynne nazwisko nie gwarantuje dobrych zajęć, a kolekcja medali nie chroni od bycia złym szkoleniowcem. Macie się czuć komfortowo na wybranych zajęciach, więc jak w klubie/grupie/trenerze coś wam ‘zgrzyta’, to szukajcie dalej. No i googlajcie - opinie o klubie, porównanie cen z innymi klubami, zdjęcia z zawodów, wszystko co wam do głowy przyjdzie. Najlepiej wziąć kogoś ze sobą, by nie mieć wrażenia wyalienowania, poczucia bycia ‘nowym w grupie’.
Podsumowanie
Gratuluję, rozpoczęliśmy akcję Plaża 2019. I przygodę ze sportem, fitnesem, czy jak chcecie sobie to nazwać. Życzę wytrwałości i udanej zabawy.
FAQ
O czym chcecie poczytać w kolejnych odsłonach serii: - Programy treningowe? - Software? - Historie cudzego sukcesu? - Interesuje was to chociaż trochę, chcecie kolejnych odsłon?
submitted by Scypio to Polska [link] [comments]


2018.05.16 01:28 koops6 Satanista

SATANISTA
Kilka lat temu poszliśmy ze znajomymi do klubu. Było nas dość sporo, każdy miał wolne bo to dzień po świętach bodajże, mieszana grupa. Zabalowaliśmy hardkorowo, było już pewnie koło 3 w nocy, każdy ostro nawalony i w zasadzie to mieliśmy już kończyć ten jakże uroczy wieczór i rozchodzić się do domów.
Jednak wtedy mój dobry ziomek oznajmił że spotkał w klubie swojego kumpla, mega kolesia którego musimy poznać bo jest zajebisty i chce nas zabrać do siebie na domówkę. No git, przedni pomysł.
Jednak nim powiem coś więcej to muszę Wam wytłumaczyć w paru zdaniach jakim człowiekiem jest tenże mój kolega (którego na rzecz tego fanpage będziemy tutaj zwać DŻONY SNAJPER, bo tak ;d). Otóż Dżony jest całkiem inteligenty, możesz z nim pogadać na wiele tematów, może nie jest super ekspertem ale w każdy zna chociaż powierzchownie, ma własne zdanie itd.
Ale ... jest też patosem w chuj ;D Może nie takim co biega po ulicy, wali typów z bara, zaczepia kobiety itd ale jest takim konkretnym, specyficznym patosem że nawet wszystkie "mordeczki" w naszym mieście go na swój sposób respektują - bo nie ma to jak biegać po mieście nago po naćpaniu się koki, co nie ? xD Albo nachlać się absyntu i udawać wężosmoka w centrum handlowym.
No i ogólnie kolo jest dość znany i lubiany czy to w środowisku niedorozwiniętych uśmiechających się szkorbutem i parujących fetą zwierząt, czy też normalnych ludzi - z każdym znajdzie wspólny język i temat - czy to z nerdem, czy ze studentką filozofii czy z typem co wyszedł z paki w ktorej siedział 20 lat za zajebanie swej rodziny - i co więcej każda z tych osób zapała do niego sympatią.
Dżony Snajper ma niestety pewne dwa minusy - po pierwsze nie zna słowa "dość" gdy chodzi o imprezowanie, a po dwa ... cóż, ciężko to wyjaśnić ale on gloryfikuje patologię. Sam z niej nie pochodzi ale lubi z takimi przebywać, wydaje mi się że naoglądał się za małolata filmów w stylu Trainspotting i zakochał się w zyciu żyjących poza system samobójców.
Tylko że w filmach tacy ludzie mają ideologię, są inteligentni, mają zasady - a w prawdziwym zyciu są oni często ścierwem najgorszego sortu - co z tego, Dżony po pijaku bawi się z takimi, zaprosi takich do domu, wpuści na imprezę przy ogólnym niesmaku towarzystwa. I nie widzi że naćpany typ którego wpuścił nie umie sklecić dwóch zdań, a oczami biega po mieszkaniu z nadzieją że coś ukradnie albo zgwałci - nieee, w jego oczach ma przed sobą buntownika o wolność i deptanie norm narzuconych przez zaśniedziałe społeczeństwo.
Cóż, teraz więc wiecie czemuż to po oznajmieniu mi przez Dżonego Snajpera że spotkał "świetnego kolesia którego musimy zapoznać i weźmie nas na swą domówkę o 3 nad ranem" byłem w zagwozdce niczym prawdziwy hazardzista - albo czeka mnie dziś jakaś świetna, szalona impreza którą zapamiętamy na resztę życia albo znajdę się otoczony wyrzutkami których nie chciano nawet w więzieniu.
Decyzję trzeba było podjąc natychmiast bo akurat mieliśmy opcję podwózki i jeżeli nie zdecydujemy teraz to dupa, bo "świetny koleś" jedzie teraz i jak się nie zabieramy to nie czeka na nas bo na domówkę mu spieszno. Moja grupa była w stanie nietrzeźwości i późno-nocnego niezdecydowania tak więc Dżony Snajper utkwił oczekujące spojrzenie we mnie, i wiedziałem że to moje zdanie i ma odpowiedź przeważą w naszych dalszych losach.
Żałując ze nie było mi przed odpowiedzią chociażby zerknąć na "świetnego kolesia" postawiłem wszystko na jedną kartę i rzuciłem "No kurwa, jasne że jedziemy."
Dżony Snajper uszczęśliwiony pobiegł w tłum kłębiący się w klubie i za chwilę przyprowadził swojego znajomka - i tak oto poznałem Satanistę.
I wtedy też dotarło do mnie jak złą decyzję podjąłem.
Cóż tego że była zła i znalazłem się w patologii to pewnie się domyślacie, bo inaczej bym tego nie opisywał tutaj, prawda ? Opis Satanisty i jego domóweczki wieczorem albo jutro - ciao bambino, ciąg dalszy nastąpi !
Dżony Snajper przyprowadził "tego świetnego kolesia którego musimy poznać". Był to wychudzony, powykręcany od fety typ z mordą który świadczyła jednocześnie o tym że jest i lamusem jak i patogenem. Wyraz twarzy z kolei świadczył o tym że sam ledwo ogarnia.
Wyszliśmy przed klub, szybka rozkmina kto idzie a kto nie. Dżony wrócił się do wnętrza lokalu, znaleźć i wypytać resztę ekipy o to czy chcą iść na tę domówkę. Wszyscy mieli dość ciężki przekaz, jedna z koleżanek była tak napierdolona że trzeba było ją praktycznie nieść. Znajomi próbowali ją ogarnąć a ja tymczasem stałem ze "świetnym kolesiem".
On tymczasem, mimo iż był konkretnie najebany, łaził w te i we wte (pewnie przez fetę), rozkładając chude łapsa na boki, tak że mógłbym mu pomiędzy ramię a brzuch wsadzić łeb a jeszcze ktoś koło mnie by się zmieścił. Wyciągnął telefon i puścił jakiś rap na cały regulator.
Czekamy na Dżonego, zaczynam się wkurwiać i żałować decyzji. Nagle nasz nowy towarzysz mnie zagaduje :
Spojrzałem na niego lekko zaskoczony, nie bardzo wiedząc jak skwitować te wyznanie. Na szczęście nie musiałem bo zaraz sam się odezwał ponownie.
Dopiero wtedy sczaiłem że z jego telefonu rzeczywiście rozlegają się utwory Słonia. Wiecie, zapewny gdyby on powiedział mi o tym sataniźmie dzisiaj czy pół roku temu to od razu zrozumiałbym że to przez bycie fanem Słonia. Jednak to było kilka lat temu, Słoń wydał dopiero jedną czy dwie płyty, nie był tak znany i na topie, tak więc nie skojarzyłem faktów od razu.
W sumie to zabawne, jeszcze niedawno każdy pseudofan hip-hopu wyzywał "brudasów" od satanistów a teraz sam dumny się tak zwie (przez "brudasa" mam na myśli metalowca, nowe pokolenie pewnie słysząc "brudas" myśli teraz o Muzułmanach ;D).
"Satanista" łaził w prawo i w lewo, wożąc się i machając chudymi łapkami, cały czas nakurwiając na full muzę.
Chwila ciszy. Widzę że nie ogarnia. Nagle ni z gruchy ni z pietruchy.
Zawył. Kilka wychodzących z klubu grupek nie zwróciło uwagi, inni się śmieli lub przyspieszyli kroku. Parę osób krzyknęło do niego coś w stylu "Stul tę pizdę lamusie !"
A mnie zaczęła odchodzić ochota podążenia na tę "domówkę". Chociaż wciąż po cichu miałem nadzieję że typ nie okaże się patologią (to znaczy : poza tym że umysłową) a będzie jedynie bananem który pozuje na rąbniętego chłopaka z ulicy by wyglądać "groźnie" a na chacie będzie normalne party pełne spoko ludzi którzy mają go w dupie i po prostu korzystają z wolnej chaty tego podludzia.
Nie byłby to pierwszy raz.
Objął mnie ramieniem i poklepał. Parował fetą i pachniał potem.
Dżony i reszta ekipy wyszli. Podjechały nagle jakieś dwa auta, jak się okazało oba prowadzone przez znajomych Dżonego.
Szybka piłka kto jedzie na tę domówkę Satanisty, kto zostaje w klubie, kto idzie do domu. Ludzie mają ciężki przekaz, schodzi się, kierowcy się niecierpliwią. Satanista jeszcze kilku osobom powiedział że o tym kim jest, i jeszcze kilka razy zapytał dlaczego (okazuje się że to dlatego że słucha Słonia, dacie wiarę ?) .
Finalnie wypadło na to że poza gospodarzem jadę ja, Dżony Snajper, nasz w miarę trzeźwy kumpel który podobnie jak ja miał minę w stylu "pożałujemy tego", nasz inny kumpel który był na granicy wyjebania się na pysk z przepicia, oraz dwie koleżanki - jedna najebana jak Meserszmit oraz druga która była dość ogarnięta i chyba jechała z nami bo włączyło jej się w głowie że musi porobić nam za niańkę.
Wsiedliśmy do aut, koledzy Snajpera byli na tyle mili (lub w niego zapatrzeni) że obaj przyjechali o 3 w nocy tylko po przerzucić jego (a także i nas) z jednego końca miasta na drugi. Debile albo dobrzy przyjaciele.
Usadowiliśmy się w autach i jedziemy. Niestety byłem w tym samym aucie co gospodarz czekającej nas imprezy, tym samym musiałem słuchać pewnego dialogu o jego upodobaniach religijno-muzycznych (możliwe że Wam wspominałem ?) który powtórzył każdemu, w tym kierowcy, minimum 3-5 razy.
Gdy auta wjechały do dzielnicy armeńskich imigrantów wiedziałem już że moje nadzieje o normalnej imprezie są jednak mrzonką.
Dotarliśmy w końcu na miejsce - obskurna dzielnica do której lepiej się nie zapuszczać, no chyba że w czołgu. Wysiedliśmy, ekipa siedmioosobowa licząc z Satanistą. Pomogliśmy wyjść koledze i koleżance którzy już niedomagali. Dżony zamienił parę słów z kierowcami i obaj się zwinęli, a ja zacząłem żałować że nie odjechałem z nimi.
Satanista tymczasem zaczął nas prowadzić - szczerze mówiąc to zdziwiłem się że czeka nas dłuższa podróż z buta bo najbliższe budynki zdawały mi się przeznaczone co najwyżej do rozbiórki. Już miałem zapytać Satanisty czemu nie kazał nas podwieźć pod swój blok/dom tylko zostawić nas w tej opuszczonej okolicy, kiedy, pogłębiając me zdziwienie, wszedł on do jednej z rozpadających się kamienic.
Wymieniłem znaczące spojrzenie z trzeźwym kumplem i trzeźwą koleżanką. Wzruszyli ramionami. Nie uszło to uwadze Dżonego Snajpera i wydawało mi się że on sam jest zakłopotany sytuacją w którą nas wciągnął. Pozostałym towarzyszom - czyli idącym niemal na czworaka kumplowi i kumpeli było wszystko jedno.
Po wejściu do klatki schodowej okazało się budynek z pewnością nie jest opuszczony - zewsząd dobywały się dźwięki patologii - wrzaski, wyzwiska, płacze dzieci, ujadanie psów, dźwięki których określać nawet nie mam zamiaru, oraz muzyka najgorszego sortu wydobywająca się z bardziej pierdzących aniżeli grających urządzeń. Gdzieś z głębi dobywała się muzyka - sądziłem że to na ta cała wspomniana domówka Satanisty.
Jednak okazało się że nie - minęliśmy dziurawe drzwi które nie tłumiły dźwięków imprezy (dziura w drzwiach nie była nawet niczym zakryta i można było spokojnie wsadzić tam głowę i ujrzeć dantejskie sceny dziejące się w środku) i ruszyliśmy na górę. Było ciemno, więc szliśmy po omacku, drewniane schody skrzypiały, wielu z nich brakowało. Były niesamowicie strome. Moja koleżanka, ta trzeźwiejsza, potknęła się w pewnej chwili ale złapałem ją za dłoń. Wiedziałem że gdyby dało sie cokolwiek dojrzeć to wysyłałaby mi oczyma bezgłośny sygnał "WYPIERDALAJMY STĄD, I TO JUŻ." Zamiast tego wbiła mi nagle paznokieć w przegub - znamy się na tyle że była to zrozumianym przeze mnie zamiennikiem.
Cóż, szczerze mówiąc nie miałbym nic przeciwko opuszczeniu tego miejsca - wręcz pragnąłem tego. I nie oponowałbym by oznajmić to przy Sataniście, mniej lub bardziej umiejętnie kryjąc oczywiste tego powody. Wiedziałem natomiast dwie rzeczy : A - Reszta ekipy ma słabą wolę i wystarczy jedno słowo Dżonego znaleźli się pod jego czarem i by ochoczo szli z nim choćby do chlewu, ciesząc się z nadchodzącej przygody. B - Dżony będzie nas namawiał, święcie wierząc że patologiczni ludzie skrywają w swych sercach dobro i jakąś tajemniczą, mistyczną mądrość, którą cuchnący niedorozwój się z nami podzieli pijąc wódkę, a my doznamy objawienia i obalimy system.
Stwierdziłem że wejdziemy a za pół godziny zacznę dawać sygnały mądrzejszej i trzeźwiejszej części ekipy że robimy sprytną ewakuację. Dżony niech zostanie i zdycha na dżumę jeżeli tak mu się to podoba.
Weszliśmy na, jak zdawało mi się, najwyższe z pięter tej parodii przedwojennej kamieniczki. Okazało się że przed nami stanęły jeszcze jedne schody - strome, pionowe wręcz niczym drabina. Wyglądało to tak jakby na najwyższym piętrze ktoś dobudował "izbę" jak pawlacz, bo mieszkań mało a trzeba upchnąć całą patologię.
Jakiś cudem cały orszak wlazł tam i nikt, nawet ci ledwie trzymający się na nogach nie zrobili sobie krzywdy.
Stanęliśmy przed popękanymi drewnianymi drzwiami. Moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności, poza tym w tym miejscu klatki wpadało nieco światła z zewnątrz, także mogłem obserwować Satanistę. Myślałem że wyciągnie klucz ...
... okazało się że nie. Wsadził rękę do wybitej dziury w drzwiach. Zamka do drzwi nie było. Gmerał tam przez chwilę. Nagle zawył KURWO JEBANA. Zaczął szukać czegoś na podłodze. Podniósł coś co wyglądało na mały metalowy albo drewniany hak. Wsadził go w tę dziurę i zaczął ponownie gmerać aż usłyszeliśmy jakieś dziwne metalowe kliknięcie a drzwi się otworzyły. Zweryfikowałem swe plany : "pół godziny to za wiele, pieprzyć konwenanse, spierdalamy za 5 minut".
Nadzieja matką głupich. Jeżeli po wejściu do kamienicy miałem jeszcze jakąkolwiek nadzieję (chyba tylko przez upojenie alkoholowe) to widząc jak Satanista otwiera drzwi za pomocą haka którym grzebał w dziurze - porzuciłem resztki tejże nadziei i uznałem że nic co dojrzę wewnątrz nie zdoła mnie już zaskoczyć.
Gdy weszliśmy, gospodarz zapalił lampkę - więc jednak, pomimo ciemności na klatce, do kamienicy musiał być podłączony prąd (chyba że działała na baterie, nie przyjrzałem się). Pokoik, a raczej izbę oblało na tyle światła że można było od biedy nazwać to co nastało "półmrokiem".
Pokoik miał może z 4 na 5 metrów. Co (jednak !) mnie zaskoczyło to to że nie było żadnych drzwi. Nic, nada. Nawet drzwi prowadzących do jakiegoś kibla - uderzyło mnie to od razu. Ot, dziurawe drzwi którymi weszliśmy oraz duże okno naprzeciwko nich. Ten pokoik stanowił zarazem całe mieszkanie.
W pokoju znajdowały 3 (oddalone od siebie na tyle ile się dało) łóżka-barłogi. Pośrodku stał mocno odrapany stolik, pełen dziur, pozasychanych (chyba) glutów i pozdzieranych naklejek które pamiętały jeszcze pewnie komunę. Jedyną rzeczą która była tutaj nowa była wielka plazma (orzechy przeciwko diamentom że kradziona ?) ktora jednak stała na wysokości kolan, na drewnianym czymś co zapewne było kiedyś taboretem. Sam telewizor nosił na sobie ślady które widać było nawet w półmroku - jakby by jakiś czas temu obrzygany albo oblany a nikt nie zadał sobie dostatecznie wiele trudu by wyczyścić go bardziej aniżeli "z wierzchu".
Tyle dojrzałem w tym półmroku. Nie dostrzegłem wtedy nawet że w najdalej oddalonym barłogu ktoś śpi pod kocami.
"Cóż, nie jest tak źle" - pomyślałem wtedy - "Mam co najmniej dwoje sprzymierzeńców, trzeźwego kumpla i trzeźwą kumpelę. Kiedy powiemy zaraz że czas spierdalać z tej jakże zacnej domówki to oni od razu mnie wesprą. Tamta pijana dwójka będzie się upierać żeby posiedzieć (z lenistwa i pijaństwa) ale zaciągniemy ich. Dżony Snajper będzie udawał zaskoczonego ale też się nie będzie się opierał widząc gdzie my jesteśmy. Satanista z kolei mnie nie obchodzi.
Cóż i tak pozostaje się cieszyć że nie znaleźliśmy się wśród 20 wytatuowanych i zaćpanych koksów."
Usiedliśmy na łóżku blisko drzwi. Ja, moi trzeźwy i nietrzeźwy kumple. Obok walnęliśmy tę nawaloną koleżankę. Ta trzeźwiejsza kucnęła obok nas - nie chciała nawet siadać. Dżony jako jedyny usiadł z gospodarzem, chyba tylko po to by nie było głupio że wszyscy się gnieżdża z dala od niego.
Sataniście to jednak i tak nie przeszkadzało - feta, albo coś innego, dało o sobie znać - znów puścił z telefonu Słonia i wożąc się, porykując coś pod nosem łaził w kółko gibając sie jak Indianie w bajkach gdy tańczą wokół totemu.
Dżony walił jakieś niemrawe żarty by rozluźnić atmosferę. Satanista porykiwał śmiechem, tak samo mój pijany kumpel. Koleżanka która zgasła też chichotała od czasu do czasu, gdy coś do niej dotarło. Ci trzeźwi odpowiadali mruknięciami i półsłówkami. Było już jasne że TO jest ta cała "świetna domówka świetnego koleżki", a poza nami to gospodarz jest jej jedynym gościem.
Wysłałem Dżonemu wkurwione spojrzenie. Gdy spojrzał mi w oczy z drugiego końca pokoju, odpowiedział mi spojrzeniem, który przez wieloletnią znajomość zrozumiałem jako "no co ?".
"Ty już kurwa wiesz co" - wsadziłem telepatyczny przekaz w me spojrzenie i nić znajomości. Wzruszył ramionami.
Trzeźwa koleżanka zapytała czy wyjdę z nią na dwór na fajkę. Satanista od razu że tu można palić - jasne, przecież kurwa widzimy że pety leżą po całej podłodze. Ona jednak że chce wyjść na dwór w jakimś celu, chce pogadać. Wyszliśmy.
Na zewnątrz oznajmiła mi tylko że już tam nie wraca, że zamawia taksówkę i spierdala. Bała się, brzydziła - nie winiłem jej nawet za to że zostawia mnie tam. Dobrze wiedziałem co jest grane : my się będziemy męczyć i czekać aż ci pijani zdecydują się pójść stamtąd, oczywiście zbyt najebani by zrozumieć że to jedyna opcja którą rozpatrzył by każdy normalny człowiek. A nawet jeżeli zacznie to do nich docierać to Dżony będzie pierdolił że jest przecież fajnie a ci idioci będą wierzyć, nie wiedzieć czemu ulegając jego krasomówstwu.
Zapytacie pewnie - czemu nie napisać sms'a temu trzeźwemu kumplowi co został i nie odjechać we trójkę ? Odpowiedź jest prosta : zostawilibyśmy w patologii, poza Dżonym i tym pijanym kumplem - tę nawaloną do nieprzytomności koleżankę.
A nie ufałem tym dwóm na tyle by ją z nimi pozostawić. Wiedziałem że w popartej alkoholem naiwności gdy będą się zbierać to są w stanie ją zostawić tam, wierząc w słowo Satanisty że nic jej przecież nie będzie.
Wyobrażacie sobie co by się stało z upitą do nieprzytomności dziewczyną z dobrego domu gdyby została całą noc w takim miejscu, w łóżku naćpanego gnoja ?
Tak więc widzicie, sytuacja nie była zabawna. Podjechała taksówka, moja znajoma przeprosiła mnie po raz kolejny, wymusiła kolejną przysięgę że za nic nie zostawię tamtej i odjechała. Zapewniłem że nie mam jej tego za złe ale jednak, gdy odjechała, poczułem ukłucie żalu, odtrącenia i złości. Wróciłem na górę, pozbawiony jednego z dwóch sprzymierzeńców.
Znów pieprzony, odpowiedzialny ja, na którym można wymusić zadbanie o kogoś.
Gdy wlazłem na górę zobaczyłem całkiem "przyjazną" atmosferę - Dżony opowiadał jedną z niesamowitych opowieści ze swego życia. Obaj moi kumple zaśmiewali się do łez. Satanista nadal robił kółka, robiąc "tubę" z dłoni dla telefonu i też się czasem śmiał, choć nie wiem ile rozumiał. Nawet ta pijana dziewczyna zaczynała nieco kontaktować - chichotała a powieki były półprzymknięte. Dobry znak.
... złym znakiem było to że ten mój pijany kumpel pił inne piwo niż te z którym wszedł. Jego piwo, w puszce, stało koło jego nogi. Pił piwo butelkowe ... które jak zauważyłem musiało stać już niewiadomo ile w tym syfie i robiło nawet za popielniczkę bo pływały w nim pety. Miałem odruch wymiotny ale powstrzymałem się od rzygania. Delikatnie wyciągnąłem mu piwo z dłoni, udając że chce łyka, a tak naprawdę podmieniłem tę popielniczkę na jego piwo. Nie poinformowałem go. Przy odrobinie szczęścia nie złapie HIVa.
Usiadłem. Korzystając z tego że Dżony nadal opowiada powiedziałem dyskretnie trzeźwiejszemu kumplowi że zara bierzemy tamtą laskę choćby na plecy i wypierdalamy, z chłopakami albo bez.
Pokiwał ochoczo głową. Zrobiło mi się lepiej.
Niestety, najgorsze miało dopiero nadejść. Rozluźniłem się. Siedziałem między moimi dwoma kumplami, Dżony naprzeciwko a Satanista łaził po pokoju jak Indianin. Kumpela która została wpółdrzemała koło nas. Zrobiło się zabawnie, dodatkowo raczyłem się świadomością że niedługo bez problemów schodzimy na dół i wsadzamy dupska w taxi.
Postanowiłem wykorzystać tyle ile się da z tej nędznej sytuacji i oddać się zajęciu które lubię - ponabijać się z idioty. No bo w końcu Idioci to podludzie. Głupotę należy tępić., prawda ?
No i mam z bliskimi kumplami taką ... "zabawę". Jak zauważyliście ostatnio w modzie jest że różne ziomeczki odzywają się do siebie nawzajem per "mordo" albo "prawilniaku". No to my se robimy z tego jaja i przykładowo, dzwoniąc do kumpla, mówię do niego "No siema Prawilny Ryju" albo "Harda Paszczo" i tym podobne, aż do absurdu
I postanowiłem tytułować tymi imionami Satanistę. Wiedziałem że nie bardo będzie wiedział o co chodzi a moi kumple będą z tego zlewać. Satanista chrzani coś tam w stylu "Przybiłem kiedyś piątkę Eldo" albo "Raz zajebałem w nos dwie sztuki naraz, sam". A ja na te jego teksty odpowiadałem :
"No nie no, strasznie Prawilna z Ciebie Ryjówka" albo "Jesteś Najszpachwinniejszym z Dobrych Chłopaków Co Nie Sprzedają".
Tytuły robiły się coraz dłuższe i głupsze. Moi kumple, w tym Dżony, parskali śmiechem. Satanista był lekko zagubiony ale ... po każdym z moich komentarzy potrafił przybić mi piątkę i po krótkim przetrawieniu informacji zakrzyknąć "NO KURWA ! A JAK ! JEBAĆ KSIONDZÓW MORDO!"
Trwało to przez dłuższą chwilę, było nawet zabawnie. Miałem już zarządzać wyjście, kiedy nagle ktoś otworzył drzwi z kopa. Do wnętrza wpadła odziana w ortalion dziewczyna z nadwagą. Na mordzie pisała się agresja i głupota. Lat mogła mieć 20, a mogła 30 - przećpana i przepita facjata nie pozwalała dokładnie określić.
Miałem okazję oglądać pato-gatunek w środowisku naturalnym. I widziałem że wszyscy, nie wyłączając Dżonego Snajpera, jesteśmy zagubieni. W zachowaniu Satanisty i Grubej nie było niczego ludzkiego, niczego z czego normalny człek mógłby wywnioskować co się dzieje.
Zakładałem że sytuacja jest raczej nerwowa - ona stała w drzwiach zdyszana i rozczapierzona. On zastygł bez ruchu w połowie tego swego indianskiego tańca i patrzył na nią z otwartą mordą i miną przyłapanego dziecka. Stali naprzeciw siebie jak zwierzęta, który niby żyją w jednym stadzie, ale wciąż istnieje w nim walka o dominację.
"No co ?" - Bąknął. "CO SIĘ ODPIERDALA ?" - zawyła na niego. "niiic ... pijemy ..." - odparł.
Wyciągnęła zza pazuchy piwsko i usiadła z nami. Ot tak po prostu.
Kurwa mać. Co to było ? Myślałem że to jakaś sąsiadka której przeszkadzały rozmowy nocną porą (mimo darcia japy w całej kamienicy). Że to jakaś zaćpana agresywna mieszkanka. Że to jego współlokatorka, siostra, dziewczyna, który zrobiła sobie z nas jaja. Ale nie, nie otrzymaliśmy wyjaśnień. Ot, normalne zachowanie patologii. Usiadła i zaczęła, jak każdy niewychowany człowiek opowiadać coś o jakimś typie co ją wkurwił. Co chwila "zajebaniec zajebany" "ten chuj" itd. Żłopie to piwsko i opowiada. Chuj że nikt z nas nie wie o co chodzi ani kim ona w ogóle jest. Jeszcze żeby ona mówiła to tylko do Satanisty, ale gdzież tam - ona jeszcze do nas, co parę zdań opowieści "rozumiesz to kurwa jaki chuj?". Kiwałem głową gdy akurat pytała mnie, ale tak naprawdę nie rozumiałem bo po pierwsze nie słuchałem, po drugie mówiła nieskładnie a po trzecie nadal byłem w szoku po jej wtargnięciu.
Wejście Grubego Smoka miało jeszcze jedną konsekwencję : na najdalszym z barłogów coś się poruszyło - okazało się że spał tam jakiś niezauważony dotąd okolo 40letni mężczyzna. Rozejrzał się zaskoczony a po chwili jakby lekko zrezygnowany ale i wkurzony obecnością nieznajomych wstał. Spał w spodniach i koszulce, miał na sobie nawet buty. Nie był duży ani napakowany ale miał w wyrazie twarzy coś takiego że podświadomie wiedziałeś że nawet będąc trzykrotnie większy od niego nie powinieneś go zaczepiać.
A poza tym przeciwieństwie do Satanisty i Grubej ten Koleś miał w oczach inteligencję.
Satanista również i jego nie przedstawił. Mruknął mu cześć a my poszliśmy jego przykładem. Ten odmruknął coś, usiadł na łóżku i wyciągnął spod niego otworzonego już wcześniej Kasztelana. Najbardziej rozdarta osoba, czyli Gruba, pytała go o jakieś bzdury drąc mordę HEHEHE CO KURWA RUCHAŁES ŻE SIĘ SPAĆ CHCIAŁO CHYBA HEHEHEHEH. Koleś odpysknął jej coś pod nosem i nie zwracał na nią więcej uwagi, także zaraz i ona przestała.
Po pięciu minutach ja i mój trzeźwy kumpel zarządziliśmy wyjście. Dżony i Pijany Kumpel się ociągali, koleżanka jęczała w półświadomym sprzeciwie - jednak i tak zaczynali się zbierać. Zadowolony widziałem że koniec tej wielkiej pomyłki już w zasięgu ręki.
Nagle Rozbudzony Koleś, który tlił szluga i popijał swego Kasztelana odezwał się.
(Mnie już nawet nie zdziwiło że kolejna patologia go dobrze zna)
Nastała ciężka cisza, nawet Gruba się zamknęła. Od razu połapaliśmy się że chodzi o te "ryjówki" itp. Dżony zaczął coś niemrawo tłumaczyć, zganiać winę na ogół itd.
Koleś spojrzał jednak na mnie i powiedział "To Ty ?"
"No tak, ja."
Patrzył na mnie chwilę w ciszy paląc papierosa. Cisze można było już kroić nożem. Po chwili rzekł "Dobra beka stary" i uśmiechnął się.
Każdy jednak wiedział o co chodzi. To było celowe - facet był na tyle inteligenty że wiedział że zasieje w każdym przez chwilę ziarno niepokoju. Nie był niegroźnym głuptasem jak jego znajomkowie.
"Posiedźcie sobie z nami jeszcze, mam bimber, z chęcią go otworzę i was poczęstuję."
Mialem zaoponować, tym bardziej że to brzmiało bardziej jak rozkaz niż zaproszenie, ale Dżony i Satanista ucieszeni tą wielką zgodą która nastała zaczęli wiwatować. Mój pijany kumpel dołączył do nich. Koleżanka znowu zasnęła.
Spojrzałem na mego trzeźwego kolegę. Wzniósł oczy do nieba. Sytuacja która już tak ładnie się rozwinęła znów zaczęła wyglądać beznadziejnie.
40latek pogrzebał chwilę pod łózkiem i wyciągnął mocno sfatygowaną butelkę po litrowej wodzie mineralnej. Przezroczysta zawiesin która ją wypełniała była zapewne tym wspomnianym bimbrem.
Zacząłem obmyślać plan który pozwoli grzecznie ale stanowczo odmówić spożycia oraz opuścić ten lokal wraz z kolegą i nieprzytomną dziewczyną - niemniej jednak podświadomie czułem że obudzenie się tego starszego faceta będzie przeszkodą cokolwiek bym nie wymyślił ... Zgred łyknął solidnie bimbru, po czym podał go reszcie patologii - Sataniście i Grubej. Nie zdziwiło mnie że również i oni ochoczo pociągnęli ze sfatygowanej butelki po Muszyniance, tak samo jak nie zdziwiło mnie że Dżony Snajper i mój pijany kumpel równie chętnie przyłożyli do niej usta.
Sam bimber mnie nie odrzucał, brzydziłem się raczej myślą dotykania wargami czegoś co dotykały wcześniej te zwierzęta i leżało tutaj Bóg wie ile, służąc być może wcześniej za toaletę (przypominam, w tej izbie nie było nawet łazienki a nie sądziłem by za każdym razem te opijusy biegały z samej góry do jakiegoś wychodka na zewnątrz - oczami wyobraźni widziałem retrospekcję w której patosy odlewają się do butelki a parę dni później wylewają szczyny by nalać do niej bimbru).
Kiedy zechcę to potrafię być asertywny - powiedzieć NIE i tyle, mimo irytującego pierdolenia nie dać się przekonać gdy naprawdę czegoś nie chcę. Kiedy, na propozycję bimbru odparłem że ja spasuję mam dość, rozległo się ogólne trajkotanie z którego wyławiałem jedynie "No co Ty Mordo" "Dawaj, pij, nie pierdol", "Pijemy wszyscy, nie wal w chuja" "Ej jestem satanistą, a wiesz czemu ? Bo słucham Słonia" i tym podobne. Zbywałem to wszystko gestem "Talk to the motherfuckin' hand".
Do momentu kiedy Zgred wstał i podszedł do łóżka które dzieliłem z kolegą i koleżanką, pofatygował się pod sam mój ryj z tą swoją butelczyną i bardzo spokojnie powiedział "Musisz się napić, jesteś moim gościem a to bimber mojej roboty. Nie wypada chociaż nie skosztować."
"Dobrze, skoro to Twoja robota to wezmę łyka choćby dla spróbowania" - odparłem z przesadną teatralnością, co miało wyglądać przemienienie sytuacji w żart - a tak naprawdę było moją próbą bezkonfliktowego wyjścia z niej.
Nie podobał mi się ten staruch. Było z nim coś nie tak. Najbardziej nie pasującą do niego rzeczą były oczy w których widać było przenikliwą inteligencję - tak oderwaną od jego aparycji, kamratów i otoczenia że aż zdawały się być groźne i nie z tej bajki. Może przywiązuję do tego za dużą wagę ale czytałem z nich jakiś zimny sadyzm i podłość.
Cóż, może popadałem w lekką paranoję ale miałem ku temu powody - gość był dziwnie nachalny. Widziałem że niezbyt pasuje mu nasza obecność, nie zachowywał się jak ten zapijaczony Satanista który skakał wokół nas jak piesek by było nam fajnie, a pomimo to wciąż nalegał by zostać chwilę dłużej, by siedzieć tam i z nim pić.
Nie podobało mi się też spojrzenie którym oblepiał co chwila ciało naszej nawalonej koleżanki. A ta jak wiecie to ona była jedyną kotwicą trzymającą mnie jeszcze w tym miejscu - bez niej wyszedłbym stamtąd w trybie natychmiastowym i wsiadł w taksówkę nim ktokolwiek by się kapnął - sztuczka trudna do wykonania gdy niesiesz pijaną dziewczynę.
Tak więc siedziałem tam rozkminijąc plan ucieczki i pogłębiając się w paranoi że Zged chce nas upić bo chce nas/kogoś z nas w jakiś sposób skrzywdzić. Nie pytajcie mnie dlaczego w to wierzyłem - tak po prostu było, szósty zmysł mi to komunikował naprawdę wyraźnie. Chce nas upić by okraść ? Chce się ze mną napierdalać za te "harde ryjówki" ? Chce czekać aż padniemy albo da się nas wygnać i spróbuje przelecieć tę dziewczynę ? Albo może po prostu patologiczny umysł nakaże mu zachowanie którego normalny umysł nie przewidzi i nagle wyciągnie na nas bez powodu kosę ?"
Tak czy siak dzwonek w głowie bił na alarm.
A co do bimbru który trzymałem w dłoni to zostałem uratowany przez niespodziewane szczęście - Zgred stał nade mną i skurwiel naprawdę wyczekująco patrzył czy skosztuje (moja paranoja podpowiadała mi że mogły być tam proszki nasenne xD) ale wydarzyło się coś co odwróciło jego uwagę.
Satanista wyciągnął skądś saszetkę z białym proszkiem i zawył tryumfująco. Kilka "głodonosków" zaczęło również zacieszać, w tym Dżony i Grubaska. Zgred odwrócił się jak oparzony.
"Te, te, te, kurwa ! Satanista ! Pozwolił Ci kto ?" - Zgred rzucił się przez pokój jednym susem i wyrwał mu proszek z ręki. Gruba, Satanista i Dżony Snajper zaczęli od razu się z nim kłócić.
Powstało zamieszanie, Dżony od razu wyliczył ile kto z nas zajebie w nos i próbował się doprosić by Zgred posypał nam wszystkim. Wyciągnął portfel i zaczął się z nim rozliczać. Zgred jednak nie chciał się dzielić. Powstało zamieszanie.
Znałem już patologię na tyle że wiedziałem że przez najbliższe 3-4 minuty Zgred będzie oponował, oni będą go przekonywać, Dżony wzbije się na wyżyny krasomówstwa, padną obietnice że jutro rano dostanie tyle prochu że mu się to zwróci z nawiązką itd. Aż w końcu Zgred da się przekonać i zacznie się sypanie.
Niezmienny rytuał odprawiany przez Podludzi niczym Zdrowaśka klepana przez mohera.
Niemniej ucieszyłem się z zamieszania. Położyłem butelkę z tym niby-bimbrem na usyfionej pełnej petów podłodze. Puściłem oko to mego trzeźwego kumpla.
"My już łyknęliśmy, nie ?"
"No oczywiście że tak."
W tym czasie patologia dokończyła swe wielkie biznes plany i zaczęło się sypanie "szczurów" na upierdolonym taborecie.
Zgred przypomniał sobie o swoim bimbrze i podczas gdy Dżony i Satanista sypali (w asyście Grubej która darła na nich mordy tak jakby dzielili złoto które zajebała z Fortu Knox) podszedł do nas.
"Czemu nie pijesz ?"
"Bo już wypiłem"
"Co ty pierdolisz ?"
Podniósł butelkę na wysokość oczu i przyjrzał się jej.
"CO TY KURWA PIERDOLISZ ŻE PIŁES JAK NIC NIE UBYŁO ?"
"Uspokój się człowieku, wziąłem małego łyka na spróbowanie, dlatego ubyło mało".
Położył mi butelkę na kolanach.
"Pij kurwa tak żebym widział, teraz przy mnie."
Oho, zaczęło się. Udawałem szok.
"Coo ? O co ci biega ? Dlaczego niby ?"
"No pij kurwa !"
"Nie, mówiłem ci że jestem najebany i nie chcę już pić - wziąłem łyka dla spróbowania bo to bimber Twojej roboty i mi styknie. Czemu Ci tak zależy ?"
"NIE PIERDOL NIC NIE WYPIŁES"
Dopiero teraz ekipa która zajmowała się sypaniem kapnęła się że zaczyna się jakaś awantura.
  • Ej, daj spokój, przecież wypił, widziałem - powiedział Dżony Snajper.
  • No przecież widzę że nic nie ubyło ! Nie pił !
  • Możesz mi wyjaśnić - zapytałem, korzystając że cała uwaga się skupiła na nas - dlaczego aż tak ci zależy żebym się napierdolił ?
Zapadła cisza, Dżony uznając że kryzys już zażegnany zaczął niemrawo opowiadać coś Grubej i Sataniście, próbując rozluźnić atmosferę.
Zgred patrzył się na mnie nienawistnym spojrzeniem. "Co ty planujesz skurwielu ?" - pomyślałem sobie. Przecież wiedziałem że tak naprawdę ani przez chwilę mu nie chodziło o to bym zakosztował i ocenił jego kunszt. Wiedziałem że nie rzuci żadną odpowiedzią, wymówką usprawiedliwiającą dlaczego chce być pewien że każdy z nas się napił tego syfu. No bo co miał powiedzieć ? "Mam nadzieję że będzie w stanie umożliwiającym mi przejrzenia waszych portfeli i zgwałcenie znajomej ?"
"Dobra, tej, chuj z tobą, więcej dla nas." - powiedział Zgred. Odchodząc mruczał coś pod nosem po o ciotach co się boją pić, ale uznałem że udam niedosłyszenie tej zaczepki. Zacząłem się coraz bardziej czuć jak w surrealistycznym śnie, gdzie stado szczęśliwych lemmingów prowadzone jest na rzeź przez wilka przebranego za jednego z nich a ja jako jedyny znam prawdę, wiedząc że nikt mi nie uwierzy.
Spojrzałem na mojego trzeźwego kumpla. Miałem wyrzut do niego że podczas słownej szarpaniny o bimber milczał jak mała pipka patrząc się w podłogę, ale z drugiej strony cieszyłem się że widzę po jego spojrzeniu że ma podobne odczucia co i ja, a sprzymierzeniec, choćby i milczący, był mi teraz na wagę złota. Reszta była zajęta sypaniem.
Namawianie zaczęło się od nowa, tym razem poszło o ćpanie. Szczerze mówiąc to nawet nie wiem co to było - stawiałbym że jakaś feta najgorszej kategorii, bo o kokę to bym tych biednych robaczków nawet nie śmiał podejrzewać.
Oczywiście odmówiłem. Nie to żebym był jakimś przeciwnikiem dragów. Wszystko jest dla ludzi, to po pierwsze. Ale tak jak z alkoholem - dragi muszą być odpowiedniej jakości a sytuacja i ludzie muszą być na poziomie. Ćpać syf z brudnego taboretu w towarzystwie tych wszy to gorsze niż picie taniego jabola z menelami pod sklepem o 6 nad ranem.
Poza tym nawet gdybym był mnie wybredny to pozostaje mój brak zaufania do Zgreda.
Tym razem jednak namawianie nie było aż tak nachalnie - widocznie w głębi serc cieszyli się że więcej dla nich, a to z pewnością cieszyło ich bardziej aniżeli tamten bimber.
Uznałem że nie jest tak źle - zaraz wkręcą się w gadke a ja w tym trajkotaniu zarzucę sobie znajomą na ramię i wyjdziemy.
Niestety, Zgred podszedł nagle do nas ponownie i ku mojemu zdziwieniu zaczął szturchać ramię naszej koleżanki.
  • Hej, Królewno. Chcesz szczura ? Dawaj, zostało bo koledzy się bali, wiesz ? Chodź, weźmiesz ich porcję to będzie ci lepiej, otrzeźwiejesz od razu.
  • Daj spokój, ona tego nie chce, to po pierwsze, a po drugie to ona nie ogarnia. Nie widzisz że zasnęła ?
Zgred jakby mnie nie widział. Trzymał jej rękę na ramieniu i nadal "królewnował". Naprawdę nie chciałem by się to skończyło na rękoczynach, ale wiedziałem że : A - same słowa na niego nie podziałają. B - jak go odepchnę od niej, nawet delikatnie, to tylko na rękoczynach się to może skończyć.
Nie żebym bał sie bójki samej w sobie. Gorzej że miałem do czynienia z pijaną i naćpaną patologiczną postacią która przegrała życie. Kto wie co takiemu strzeli do łba ? Poza tym byliśmy w siedlisku takiego bydła.
Także tak, uniknięcie rękoczynów było naprawdę wysokim priorytetem. A to że gość mnie nie lubi czułem już od momentu gdy zapytał Dżonego kto z nas robił sobie jaja z Satanisty. Nie wypicie bimbru i zapytanie go dlaczego tak mu zależy pogłębiło tylko tę naszą wzajemną niechęć.
"Nie lubi Cię bo tylko ty jesteś tu na tyle ogarnięty by robić za zawór bezpieczeństwa który nie da ponieść się tej ekipie bo wie co jest grane" - powiedziała mi moja stara, dobra paranoja.
Koleżanka rozbudziła się lekko, na tyle by wyjęczeć "nie chcę" i zgasnąć ponownie. Zgred stał nad nią i zapytał jeszcze z 5 razy "czy aby na pewno" i odpuścił dopiero gdy wyjęczała coś co od biedy można było uznać za "acha".
Myślałem że da sobie spokój, ale nie - wrócił z bimbrem i usiadł na krawędzi łóżka. Tak blisko niej że dotykał ją całym bokiem swego ciała. Odkręcił butelkę i próbował jej podsunąć ją pod samą twarz. "Napij się, dawaj". Gdy nie było odpowiedzi to próbował ją znowu szturchać - tym razem szturchanie przypominało raczej klepnięcia w tyłek.
Miarka się przebrała, objąłem ją ramieniem i odsunąłem od niego na ile się dało - tak że mój trzeźwy kumpel który siedział na drugiej krawędzi łóżka niemal z niej zleciał, ja znalazłem się na jego miejscu, a ona na moim. "Kurwa mać człowieku, sam jej przed chwilą chciałeś dać fety na otrzeźwienie a teraz chcesz ją poić bimbrem ? Nie widzisz w jakim jej stanie czy po prostu chory jesteś ?"
Typ patrzył na mnie szklistym od używek spojrzeniem. Był wkurwiony nie na żarty, widziałem że ma wielką chęć po prostu mi zajebać, ale wstrzymuje się. W zasadzie to nie wiem czemu - wydawało mi się że gość był niespełnionym samcem alfa który nagle kapnął się że niczego w życiu nie osiągnął a najlepsze lata już za nim. Tacy frustraci zawsze są skorzy do walenia w ryj. Nie wiem, może nie chciał jeszcze tracić przyjaznej maski przed resztą ekipy ?
Niemniej i tak zrobił coś godnego naćpanego niedorozwoja - złapał ją za drugie ramię ... i pociągnął w swoją stronę, dość mocno. Rozumiecie ? Jak pieprzony jaskiniowiec, chciał chyba żebyśmy siłą wyrywali sobie oniemiałą kobietę, i chyba myślał że ten który wygra w tej parodii przeciągania liny będzie miał niekwestionowane prawo wbicia w nią swego fiuta.
Dobra, nie ma co zwlekać i czekać na okazję, zrozumiałem że później może być tylko gorzej. Wstałem. Zacząłem jej pomagać wstać, ale ten pijany cwel, nadal leżąc na łóżku zaczął ciągnąć ją na ten paskudny barłóg.
"Co wy robicie ? Gdzie idziecie ? Siedźcie kurwa, no co wy ?"
Wyszarpnąłem jej rękę z jego uścisku, bez agresji ale stanowczo, jednocześnie szykując się na cios na odlew, który na szczęście nie nastąpił. Mój trzeźwy kumpel pojął w lot i stanął koło mnie. Reszta zaczęła się nam przyglądać.
"Chcecie już iść ? Szkoda ..." - powiedział Dżony Snajper. Widziałem że z jednej strony mu głupio bo rozumie w co nas wpętał, ale z drugiej nie chce przynać że ci Idioci to podludzie, przecież to tylko pijackie niegroźne żarty przeciwników systemu i norm społecznych, nieprawdaż ?
Podczas gdy kolega pomagał mi prowadzić kumpelę do drzwi, Zgred wstał i stanął zagradzając je.
"Ej to jak chcecie wypierdalać to droga wolna, ale koleżanka powinna zostać. Otrzeźwieje na spokojnie jak się prześpi i posiedzi sobie z nami"
"Nie, wydaje mi się że ona ma na dzisiaj dość wrażeń, wiesz ? Powinna iść do domu" - powiedziałem i zrobiliśmy krok w stronę drzwi.
"Nie, nie powinna" odparł spokojnie.
"Ej stary ..." - zaczął Dżony
"Zamknij mordę, nie do Ciebie mówię" - rzucił mu Zgred.
Rzuciłem okiem po towarzyszach. Wiedziałem że na Dżonego niby mogę liczyć gdyby Zgred się na mnie rzucił, ale nie pocieszało mnie to. Grubaska patrzyła na nas. Była wprost obrzydliwa, wcierała sobie resztę fety w dziąsła i chłonęła nasz widok, podniecona wiszącą w powietrzu atmosferą możliwej bójki na pięści dyszała ciężko. Satanista z rozdziabioną mordą rzucał oczami od jednej osoby do drugi. Mój nietrzeźwy kumpel zgasł i nic go już nie obchodziło. Nie widziałem tylko tego który pomagał mi trzymać dziewczyną ale widziałem że się boi a ręka mu się lekko trzesię. Cóż, nie winiłem go wcale.
"Odejdź od drzwi, ona musi wyjść"
"Ty wypierdalaj ale ją zostaw"

submitted by koops6 to JBwA_SekcjaPast [link] [comments]


2018.03.21 10:27 ben13022 "Panie Mikołaju, obaj wiemy, że ja jestem Polakiem, a pan nie". Mikołaj Grynberg o życiu w dwóch światach: polskim i żydowskim

*Mikołaj Grynberg – ur. w 1966 r., fotograf, pisarz, reporter, z wykształcenia psycholog. Wydał m.in. albumy „Dużo kobiet”, „Auschwitz – co ja tu robię?”, książki eseistyczne „Ocaleni z XX wieku” i „Oskarżam Auschwitz. Opowieści rodzinne”, zbiór opowiadań „Rejwach” oraz ostatnio „Księgę wyjścia” .
Michał Nogaś: Marzec 1968 roku. Miałeś dwa lata. Niczego nie pamiętasz.
Mikołaj Grynberg: Bez szans. Mam w głowie tylko poszatkowane opowieści o tym, co było później. Pojechaliśmy z rodzicami na wakacje w góry i tam oni – oraz ich przyjaciele – widząc samoloty Układu Warszawskiego lecące do Czechosłowacji, już całkowicie się zapadli. O Marcu dowiadywałem się przez odwrotność.
Co to znaczy?
– Słyszałem: „Nie ma Stefana. Stefan był cudowny. Kiedyś pojechaliśmy na narty i na parkingu w jednym z samochodów siedziało zamknięte dziecko. Czekało na rodziców i płakało. Stefan nie poszedł z nami na narty, został z tym dzieckiem”... Był przyjacielem rodziców, mężem jednej z bohaterek mojej nowej książki. Poznałem w dzieciństwie całą listę ludzi, których zabrakło. Ale to była lista zupełnie inna od tej holocaustowej, przy wymienianiu której mój dziadek miał łzy w oczach: Róża, Józio... Nad tą marcową listą nie wisiała śmierć, to był spis rozstań. Z przyjaciółmi, z ukochanymi. I nagle, gdy zacząłem jeździć po świecie, okazało się, że nie są to jedynie jakieś legendy. Ci ludzie istnieją, miejsca, o których słyszałem, istnieją. Te przedziwne adresy w książce telefonicznej są prawdziwe. Petah Tikwa – wiesz, jak to brzmi dla dziesięciolatka? Jak jakieś śmieszne nazwisko. Aż w końcu pojechałem i oni tam byli. Przekroczyłem drzwi, a oni od pierwszej chwili okazali mi miłość.
Bo jesteś synem przyjaciół.
– Tak. I po pięciu minutach czułem się u nich najbezpieczniej na świecie. Nie szczypali za policzki, stali się bezwarunkowymi przyjaciółmi. Tyle lat na nas czekali... Odkryłem to później, że dzięki nim mój – nie tylko mój zresztą – świat się rozszerzył. Jechałem do Ameryki, a tam byli przyjaciele rodziców. Leciało się taki kawał po to, by tam też być w domu.Udało ci się ustalić, przez odwrotność, ile cioć i wujków straciłeś 50 lat temu?
– U nas w domu nie mówiło się o ciociach i wujkach. Byliśmy z nimi wszystkimi po imieniu. Moi rodzice stracili w Marcu kilkanaście najbliższych, najbardziej istotnych dla nich osób.
To w zasadzie jak zniknięcie świata, który się zna i który daje poczucie bezpieczeństwa...
– Rodzice żyli w dwóch światach: polskim i żydowskim. W Marcu stracili ten żydowski. To nie było pokolenie żydowskie, nie byli wierzący, nie przestrzegali tradycji, żadnych świąt. Nie mieli o tym zbyt dużego pojęcia. Do czerwca 1967 roku, gdy wybuchła wojna sześciodniowa, w ogóle w tym świecie nie istniał temat żydowski, nie rozmawiali o tym. Przyjaźnili się, kochali, pili alkohol, jeździli na wakacje, pracowali. Nie opowiadali o tym, kto i w jaki sposób przeżył wojnę. Zaczynali być dorośli, pojawiały się dzieci. Żyli jak reszta. I nagle to wszystko wróciło.
Kiedy po raz pierwszy zapytałeś rodziców, czym był marzec 1968 roku?
– Nigdy nie zapytałem, czym był. Raczej próbowałem zrozumieć, dlaczego zostaliśmy. I żeby było jasne – ja zawsze byłem zadowolony z decyzji, którą rodzice podjęli. Tym bardziej że mieli plany wyjazdu i długo zastanawiali się dokąd – do Australii czy do Kanady? Wszystko wskazywało na to, że wyemigrujemy do Kanady. Może bym dzisiaj był hokeistą. Te rozmowy z rodzicami były... Wiesz, to jak z dobrym wywiadem musisz zadać otwarte pytanie. Ja wtedy tego nie wiedziałem i gdy pytałem: „Dlaczego nie wyjechaliśmy?”, dowiadywałem się o całym Marcu i o wojnie: „Nie wyjechaliśmy, ponieważ nasi rodzice nie chcieli wyjechać”. A mój ojciec spędził z nimi wojnę, przeszli przez getto, piwnice po aryjskiej stronie Warszawy. Tata zdał sobie sprawę, że nie może ich zostawić. Oni nigdy by go nie zostawili, więc nie było mowy, by się rozstali. Dopiero dzisiaj, gdy dotykają mnie rzeczy rozgrywające się obecnie w Polsce, rozumiem, jakim wysiłkiem musiało być dla nich życie w Polsce po 1968 roku. Jeśli masz za sobą takie doświadczenie, już nigdy nie możesz się czuć bezpiecznie. Już można o tobie mówić złe rzeczy, można podważać twoją historię, historię twoich rodziców. Wszystko się wali, zapada. I skąd brać siłę, by pewnie stać na nogach i się na nich opierać? I jeszcze się czasami w życiu uśmiechnąć? Wtedy, w Marcu, rodzice byli po studiach, tata miał już doktorat. Nigdy o tym nie mówił, ale był bardzo zdolnym fizykiem. Był na dobrym wydziale, otaczali go przyzwoici ludzie. Profesura stanęła za studentami i młodymi pracownikami naukowymi. Gdy trwała nagonka, ojciec siedział w instytucie i prowadził badania. Nigdy nie był wielkim działaczem społecznym, nauka była całym jego życiem. Ale naturalnie widział, co się działo wokół, i przez cały ten czas rozważał, czy wyjechać. Wiedział, że decydując się na pozostanie w Polsce, stawia mnie – bo wówczas brata nie było jeszcze na świecie – w trudnej sytuacji. Że będę narażony na coś, co w innych krajach się nie wydarza, ponieważ państwo dba, by takie rzeczy nie miały miejsca. Mama bardzo nie chciała wyjeżdżać z Polski. Jedynym kierunkiem, który w ogóle mogła brać pod uwagę, była Francja, w której się urodziła. Mówiła po francusku, miała tam wielu znajomych, głównie przedwojennych przyjaciół jej rodziców. Tata uważał, że może dopiero moje dzieci zostaną Francuzami, a my do końca życia będziemy tam emigrantami. W 1970 roku urodził się brat. Ludzie wciąż jeszcze wyjeżdżali, choć to była już gasnąca fala. Rodzice podjęli ostateczną decyzję – rodzina będzie żyła w Polsce.
I jesteś im za to wdzięczny.
– Miałem szczęście urodzić się w Polsce w inteligenckiej rodzinie, chodzić do szkół ze wspaniałymi ludźmi. Do tego lutego myślałem, że miałem szczęście, że jest naprawdę dobrze.
Do lutego 2018 roku?
– Tak. I mówię to, choć przez ostatnie 50 lat miałem przecież dosyć regularne doświadczenia z polskim antysemityzmem. To było obecne, ale nie spędzało snu z powiek, nie nękało dzień w dzień. To był po prostu kawałek mojego życia. To jak z byciem chorym, przyzwyczajasz się do życia z bólem.
Uodporniłeś się? To chcesz powiedzieć?
– Na różnych etapach życia miałem różne strategie przetrwania. Gdy zostałem przeniesiony do innej szkoły, bo w poprzedniej mnie lali...
...z powodu pochodzenia?
– Nie, z powodu nieprzystąpienia do komunii świętej. Musieliśmy się przeprowadzić, więc i szkoła była nowa. Przyszedłem do niej w trzeciej klasie i w zasadzie od pierwszego dnia czekałem, kiedy to się znowu stanie. Od ósmego czy dziewiątego roku życia miałem w tyle głowy świadomość, że coś się może wydarzyć. Bo jestem tym innym. Żyłem, poznawałem nowych kolegów i koleżanki, ale cały czas coś w głowie mówiło mi: „Bądź czujny, uważaj, rozglądaj się”. Gdy ktoś w moim otoczeniu mówił o „żydkach”, odsuwałem się i szedłem w drugą stronę.
Wielu bohaterów „Księgi wyjścia” wspomina, że dla żydowskich dzieci droga do szkoły to zawsze były kamienie, którymi w nich rzucano...
– Później, już w liceum, w czasie stanu wojennego, miałem jeszcze jeden ciekawy epizod. Uczniowie walczyli wtedy o to, by w szkołach były krzyże. I ja walczyłem z nimi. Wracałem do domu, opowiadałem rodzicom, a oni pytali, czy ja aby nie zwariowałem. Przestrzegali, mówili, że nie wiem, co robię. A ja po prostu uważałem, że jeśli to jest dla moich kolegów ważne, to dlaczego mam ich nie wspierać w tej walce?
Oczekiwałeś zapewne wzajemności.
– Na zebraniu samorządu szkolnego powiedziałem, że jeśli dla kogoś ważny jest krzyż, to proszę – niech wisi krzyż. Jeśli dla innych ważny jest Che Guevara, to niech zawiśnie jego zdjęcie. A jeśli dla niektórych ważna jest gwiazda Dawida, to niech także i ona zawiśnie. Dlaczego nie? I na to jeden kolega odpowiedział: „No, z tą gwiazdą Dawida to bym jednak tak nie szarżował”. Wróciłem do domu, opowiedziałem o wszystkim rodzicom, a oni powiedzieli tylko: „O, to i tak gładko się o tym dowiedziałeś”. W żydowskiej Warszawie byłem wtedy pośmiewiskiem. Ludzie mówili: „A wiecie, że ten mały Grynberg walczy o krzyże?”.
A ty uważałeś, że warto...
– Uważałem, i do dziś tkwię w tym przekonaniu, że jeżeli wszyscy jesteśmy równi, nie zabieramy innym wolności, to dlaczego nie? Ale wszyscy musimy być otwarci na to, co odmienne.
Gdy już wiedziałeś, że nie zawsze można liczyć na zrozumienie, jaką przyjąłeś strategię? Na przykład gdy ktoś przy tobie pozwalał sobie na antysemickie wypowiedzi.
– Nie puszczałem mimo uszu, stawałem do walki. Na słowa. Nigdy nie dopuściłem się przemocy fizycznej, ale wiele razy czułem, że jestem bliski dania komuś w mordę. Że doszliśmy do granicy tego, jak bardzo można mnie poniżyć. Bo nie ma już argumentów, wszystkie padły wcześniej.
Czy mogę spytać, co jest tą granicą poniżenia?
– Odbieranie tożsamości. To, że ktoś decyduje za ciebie, kim jesteś i kim masz prawo się czuć. Często wybrzmiewa to w taki fałszywie przyjazny sposób. Na przykład słyszę: „Panie Mikołaju, no przecież obaj wiemy, że ja jestem Polakiem, a pan nie jest”. Odpowiadam wtedy: „Jestem Polakiem”. Na co słyszę: „Panie Mikołaju, ja pana proszę, mieszka pan tutaj, ale przecież obydwaj wiemy...”. To taki protekcjonalny, misiowaty ton, który powoduje, że przepalają mi się bezpieczniki. W sekundę i wszystkie naraz.
Twoi rodzice odprowadzali kogoś na Dworzec Gdański?
– No... wszystkich w zasadzie. Chodzili, płakali. Myślę, że najgorszy był dla nich powrót do domu. Pociąg odjeżdżał, ocierali łzy, kontakt się urywał. Wszyscy byli przekonani, że to na zawsze, że już nigdy się nie zobaczą. Ja za cholerę nie umiem sobie tej sytuacji wyobrazić, co się z nimi działo, jak musieli się czuć, gdy wracali do domu, gdy ich świata znów ubywało. Wiem, że mama płakała, a tata starał się wymyślać różne aktywności, by nie myśleć o tym cały czas. Jeździliśmy na wakacje, środek ciężkości przeniósł się na nowe środowiska, które poznawali i w których starali się odnaleźć. A przecież jeszcze na tych peronach Dworca Gdańskiego byli świadkami poniżania najbliższych przyjaciół. Jeszcze w ostatnich chwilach w Polsce publicznie ich upokarzano: „A nie, tego jednak nie możecie ze sobą zabrać”.
Grzebanie w walizkach na do widzenia.
– Złośliwe prowokacje, wyrzucanie z tych walizek cennych pamiątek, tłuczenie na dworcowym betonie. Wszystko po to, by się na nich rzucili, by ich jeszcze do więzienia przed emigracją wsadzić. Ale ci, którzy wyjeżdżali, wiedzieli, że muszą to znieść. Bo zostaliby z niczym, a nie mieli już ani mieszkań, ani pracy. Stali więc na tych peronach i dawali się poniżać po to, by już za chwilę nikt ich nie poniżał. Taka była ostatnia rata tej ceny.
Twoi rodzice mogli przypuszczać, że ich czekają całe lata poniżania.
– Tata podjął decyzję, że będzie się zajmował już tylko fizyką i rodziną. Niczym więcej. Dlatego gdy później na Uniwersytecie Warszawskim proponowano mu zostanie dyrektorem instytutu lub prorektorem, odmawiał. Ugiął się raz. W latach 80. rada wydziału fizyki chciała, by został dyrektorem. Wróciliśmy wtedy do Polski po rocznym pobycie we Francji. Mówił, że nie może, bo to się zapewne zemści na nim i na wydziale. Ale zgodził się, widział, jak bardzo kolegom zależy. Trzy miesiące po naszym powrocie wprowadzono stan wojenny. Tata nigdy nie chodził do telewizji, gdy go zapraszano. Po 1989 roku również, bo kiedyś mu powiedziano, że podpiszą go: „fizyk”, bez nazwiska. Bo im nie pasowało.
Czyli jednak, na chwilę, wyjechaliście.
– Tata pracował w paryskiej École Normale Supérieure, prowadził badania, później przez lata tam jeździł.
I nie myśleliście, żeby jednak zostać? Czasy były koszmarne.
– Odbyła się taka rozmowa. W sierpniu 1981 roku, gdy szykowaliśmy się do powrotu. Było nawet rodzinne głosowanie. Tata uważał, że powinniśmy zostać. Posadził nas we czwórkę przy stole, brat miał 10 lat, ja 15, rodzicie po 41, żyła jeszcze trójka dziadków. Zapytał: „Zostajemy czy wracamy? Co byście woleli?”. Zmroziło mnie, nie wyobrażałem sobie, że mam nagle zostać we Francji, do której jakoś się przystosowałem, ale nie była moim światem. Od przyjazdu odliczałem dni do powrotu do domu, do przyjaciół. Dostaliśmy chwilę, by to przemyśleć, porozmawiać. Mieliśmy wrócić do rozmowy następnego dnia. I ja w ciągu tej doby dosłownie sterroryzowałem młodszego brata, który był gotów zostać. Wiedziałem, że zanosi się na remis, mama – jak ja – chciała wracać. Ale oni? Remis byłby niedobry. No i wróciliśmy.
„Księga wyjścia” to zapis twoich rozmów z tymi, którzy wyjechali po Marcu. Do Skandynawii, Izraela, Stanów Zjednoczonych. Szukałeś ich wśród przyjaciół rodziców?
– Chciałem wyjść poza znajomą ścieżkę, by te rozmowy i spotkania także dla mnie były ciekawe. I by złapać szerszą perspektywę. Oczywiście, kilkoro bohaterów pochodzi z kręgu ich znajomych, ale zacząłem szukać dalej. Tych, którzy wyjechali z Dzierżoniowa, Legnicy, Wrocławia, Szczecina i Gdańska. Chciałem poznać historie, o których do wtedy nie miałem pojęcia.
O tym, jak po Marcu opustoszała żydowska Polska?
– I jak wyglądała przedtem. Bo niczego o niej nie wiedziałem. Moi rodzice również.
Znali tylko Warszawę.
– A tamte miejsca były kulturowo znacznie bardziej żydowskie.
Które z pytań było najtrudniejsze?
– Dla mnie czy dla nich?
Dla ciebie.
– Nie czułem, by były takie. Trudno to jest odmówić ciastek. Albo poprosić współmałżonka, żeby nie był obecny przy rozmowie. Ale z czasem zrozumiałem, że powinienem mieć listę pytań obowiązkowych, o której w ogóle nie myślałem, gdy wyruszałem w podróż. Nagle zrozumiałem, że ciekawi mnie, kim oni właściwie są. Są Polakami czy nie? Co myślą o sobie? Ciekawe jest dowiedzieć się, czy są Żydami. I czy są Żydami bardziej niż wtedy. Bo część z nich w ogóle tak o sobie przed Marcem nie myślała. To 1968 rok zrobił z nich Żydów. Bardzo mnie też interesowało, co im ’68 zabrał.
Często mówią, że Marzec odebrał im ich kraj.
– Mało tego, niektórzy mówią, że decyzję o kierunku emigracji podejmowali, myśląc o tym, by znaleźć taki kraj, w którym już nigdy nie będą w stanie poczuć się obywatelami. Bo nie daliby rady drugi raz znieść sytuacji, w której ktoś powie im, że nie są u siebie. Anna Frajlich-Zając mówi, że celowo pojechała do USA, a nie do Izraela, bo z Izraelem natychmiast by się związała emocjonalnie. Ale gdy pytam ją zaraz potem, kim dziś jest, odpowiada, że Amerykanką...
A nie Polką pochodzenia żydowskiego mieszkającą w Ameryce?
– Też, ale teraz Ameryka to jej dom. A od kiedy stał się tym domem? Od dnia, w którym poszła na pogrzeb i zobaczyła, że w grobie, do którego składano jej wuja, już ktoś był. Przecież większość z nich w Polsce nie miała rodzinnych grobów, a w – na przykład – amerykańskiej ziemi już leżeli ich przodkowie. Mój ojciec z dziadkiem w latach 70. postawili na cmentarzu żydowskim obelisk – znalazły się na nim wszystkie imiona i nazwiska tych, których stracili, a których udało im się przywołać. Ale tam w środku jest pustka. Jako dziecko chodziłem z nimi na ten cmentarz, to były najdziwniejsze niedziele w życiu. Staliśmy przed obeliskiem, dziadek milkł. Tata go wspierał, ja niczego jeszcze nie rozumiałem. Znowu ta Róża, znowu ten Józio... Patrząc na ich smutek, czekałem na moment, aż wreszcie stamtąd wyjdziemy. U twoich rozmówców uderzają wspomnienia zachowań ich polskich znajomych. Wielu dało się złamać, po „dydaktycznych” rozmowach koleżanki i koledzy żydowskiego pochodzenia nagle przestali dla nich istnieć. – To była główna przyczyna tej emigracji. Na własne oczy zobaczyli, że takie rzeczy są możliwe, że z bliskimi dotąd ludźmi mogło się stać coś takiego. Ktoś ich wezwał na rozmowę, pewnie coś powiedział, zagroził, musieli coś położyć na szali i... poszło. Prowadzili, zdawać by się mogło, normalne życie, studiowali, uczyli się, mieli lepszą lub gorszą pracę, lepszego lub gorszego partnera i nagle ktoś im wyciągnął dywan spod nóg. W sekundę. I gdyby się nawet zdecydowali chodzić na czworakach, to ten dywan i tak zniknie.
Marcin Wicha powiedział mi ostatnio w rozmowie w Radiu Książki, że naprawdę cieszy się z tego, iż jego rodzice nie dożyli.
– Słyszałem. Straszne zdanie. Ja bym wolał, żeby moi rodzice żyli, i myślę, że Wicha również by wolał. Ale go rozumiem. Nie chciałbym, żeby mama i tata zobaczyli, że to się znowu stało. Myślę, że dziś rodzice naprawdę by żałowali, że 50 lat temu jednak nie wyemigrowaliśmy. A żałowanie czegoś u schyłku życia, gdy ma się 70, 80 lat, to jak żywienie się trucizną przez ten czas, który ci jeszcze pozostał. Nie poruszam tego wątku w „Księdze wyjścia”, ale w tych rozmowach często powracał temat naiwności Żydów, którzy jeszcze mieszkają w Polsce. Słyszałem: „Daliście się Polakom nabrać. Oni to robią średnio co dziesięć lat. Zawsze to robili. Teraz przez dwadzieścia parę lat był spokój i straciliście czujność”. Prowadziłem takie rozmowy jesienią i zimą 2016 roku. Przez lata, jeżdżąc po świecie, wdawałem się w dyskusje o tym, że nie można mówić o Polsce jako o antysemickim kraju. Że są ludzie, którzy są antysemitami, ale Polska nie jest antysemickim krajem. Dzisiaj także nie uważam, że Polacy są antysemitami. Ale w dzisiejszej Polsce antysemici dostali głos.
Dlaczego tak się stało?
– Zawsze tak się dzieje, gdy w obozie rządzącym zaczynają się tarcia. Ktoś kładzie na stół „żydowską kartę” – ona prędzej czy później kogoś wysadzi z siodła. Poza tym rosną słupki w sondażach. A potem my wszyscy zbieramy się z tego przez lata.
Słupki się wahają.
– Może dlatego, że się próbują wycofać jakoś z tej ustawy o IPN-ie? Padają sprzeczne komunikaty. To chyba nie jest jakaś bardzo przemyślana strategia. Natomiast nikt mnie nie przekona, że wygłaszanie przez osoby piastujące najważniejsze urzędy tekstów antysemickich, za które zresztą nie ponoszą żadnych konsekwencji, jest zwykłym niedopatrzeniem. To są słowa wypowiadane z premedytacją. One mogą pójść do kolejnych mediów, w których powiedzą, dlaczego w innych mediach powiedziały to i to, a dalej to już samo się toczy.
Ale do czego polskim politykom w 2018 roku potrzebna jest „karta żydowska”?
– To, w skrócie, jak z różnicą między humanistą a behawiorystą. Behawiorysta, gdy chce osiągnąć jakiś efekt lub cel, wymyśla system kar i nagród. Obaj jako ojcowie wiemy, że z dzieckiem łatwiej się dogadać, mówiąc dobre rzeczy, a nie wymyślając kary. Tymczasem nasze państwo zachowuje się jak niedorozwinięty behawiorysta. Wymyśla kary na wszystko. I na zapas. Dlatego zapłacimy cenę za ten nieudany eksperyment. Już widać, co się stało z walką o to, by nie mówić o „polskich obozach”.
Internetowe statystyki pokazują skutek odległy od zamierzonego.
– Bo to tak działa. Jeśli komuś mówisz, że będziesz go karał za mówienie czegoś, to nie zadziała. Tu nie trzeba być wybitnym psychologiem, naprawdę.
Paweł Potoroczyn, były szef Instytutu Adama Mickiewicza, powiedział, że wystarczyło wykupić w „New Yorkerze” reklamę. Na jednej stronie – choć ta by nie wystarczyła, chyba że maczkiem – znalazłyby się wszystkie nazwiska Polaków – Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Na drugiej – cztery nazwiska Amerykanów. Tyle.
– A jeśli mówimy: „Ukarzemy was, jeśli jeszcze raz tak powiecie”, to po pierwsze, jest nieprawda to, bo nie ma mechanizmu, w myśl którego to mogłoby się odbyć. A po drugie, taki system zakazów działa nie tylko na dzieci. Gdy ktoś ci mówi, że będzie karał, zawsze znajdą się tacy, którzy podejmą wyzwanie.
A bohaterowie „Księgi wyjścia”? Co mówią?
– Bardzo wielu marcowych emigrantów, niekoniecznie tych z książki, zdecydowało się przyjechać na obchody. Myślę, że to, co się dzisiaj dzieje w Polsce, dla wielu z nich jest ostatecznym argumentem na to, że 50 lat temu podjęli właściwą decyzję. Są już emerytami, powoli podsumowują życie. Niektórzy z nich myśleli być może, że gdyby zostali, ich dzieciom byłoby łatwiej. A może trudniej? I proszę. Nie ma już o czym myśleć. Czytają polskie gazety, przecierają oczy. Część z nich pewnie zdecydowała się przyjechać, by zobaczyć to osobiście. I wyjechać. Jest w tym rodzaj jakiejś – używając znowu psychologicznego języka – perwersyjnej satysfakcji.
Ale pojawiają się i takie głosy: owszem, działania polskich polityków nie były najszczęśliwsze, ale mówienie o tym, że mamy nowy Marzec, to duża przesada.
– Ja także uważam, że to przesada. Bo to jest Luty. Który zresztą nie wiadomo kiedy się skończy. Ale mówiąc poważnie, jeśli ktoś nie protestuje przeciwko antysemityzmowi, który się wylewa, to znaczy, że albo jest mu to na rękę, albo jest idiotą. Tej drugiej możliwości nie biorę pod uwagę, bo mam nadzieję, że moim krajem nie rządzą ludzie, którzy są idiotami. Dlatego uważam, że to polityczna rozgrywka. I wiem, że to g... wrzucone w wiatrak ochlapie nas wszystkich. Nie tylko nas, Żydów. Nie tylko tych, którzy mówią te parszywe słowa. Wszystkich. Teraz znowu wyjadą ludzie...
Wyjadą?
– Już składają aplikacje. Jest ich zdecydowanie więcej niż przez cały ubiegły rok.
Chcą wyjechać, bo się boją?
– Bo nie chcą czekać na to, co będzie dalej. Bo młodzi, którzy mają dzieci, myślą, że jeśli możliwe jest mówienie takich słów, to możliwe są także inne rzeczy. Bardzo bym chciał, żeby ci młodzi nie podejmowali pochopnych decyzji. Bo jako ten starszy chciałbym móc im powiedzieć, że tu się daje żyć. Ale nie mogę im tego obiecać. Chciałbym, żeby to wszystko zahamowało. Wiele osób mówi, że musi się zdarzyć coś, żeby zatrzymać pewne procesy. Że niby im szybciej przyjdzie kryzys gospodarczy... A ja bym nie chciał żadnego kryzysu, nie chciałbym powrotu inflacji, żeby ludzi nie było stać na płacenie za mieszkania. Jestem pewny, że większość z nas tego nie chce. Funkcjonowania na kuli ziemskiej w jakimś nawiasie. Poza tym wiadomo, że im będzie gorzej, tym bardziej Żydzi będą dostawali po nosie. Wiesz, ostatnio spytałem żonę: „Jak myślisz, skąd bierze się to poczucie wyższości?”. Bardzo szybko odpowiedziała: „Poczucie wyższości zawsze się bierze z poczucia niższości”. Wcześniej wiele rzeczy mówiło się między sobą, po cichu i na marginesie. Dzisiaj można już powiedzieć wszystko wszędzie. I jeśli na tym ma polegać to słynne budowanie wspólnoty, która wstaje z kolan, to znaczy, że dla mnie naprawdę zaczyna brakować tu miejsca.
Ty też zastanawiasz się teraz nad wyjazdem?
– Nie wyjadę z wielu powodów. Po pierwsze, jestem za stary. Już nie zacznę mówić po duńsku albo po hebrajsku tak, bym mógł się porozumieć z kimkolwiek, tak jak teraz z tobą. Powiedziałem, że to po pierwsze, ale w zasadzie to dopiero któryś kolejny powód. Nie wyjadę przede wszystkim dlatego, że to jest mój kraj. Nie ma innego kraju, który jest bardziej mój. Lubię być turystą, ale w Polsce jest moje miejsce. Ono bywa dla mnie okrutne jak teraz, ale zdecydowałem się tak właśnie żyć. Nie mam innej ojczyzny.
źródło: http://wyborcza.pl/7,75517,23123108,slysze-czasem-panie-mikolaju-obaj-wiemy-ze-ja-jestem.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2017.09.26 00:52 LokiNorton My version of the solution of the "coin problem" (the first step) / Мой вариант решения "проблемы монетки" (перового хода)

Sorry for my Russian. My English level is Google. Mój polski poziom to tłumacz Google. First I'll put my thoughts in English, I'll duplicate them in Polish and Russian below. Carefully: a lot of text!
Hello! My nickname is LokiNorton, and I do not know where I can go with this topic, unfortunately, I do not have any connection with the developers of the game, so I'm writing here (wherever I can). If you can help me somehow contact them - I will be grateful! Text is a lot, please read it to the end, it's important for me! For a long time, many players complain about the so-called "coin problem" - whoever goes first is the loser. And they ask that the problem be fixed. I decided to hit my brains - and how could I make it so that the coin is practically independent of the random? And I came up with the following idea: You need to add something like a new tag to the game - "initiative". Yes, almost the same initiative from role-playing games. What is the essence: to make the dependence of cards on "initiative" by adding it to them, thereby making the decks already dependent on the "initiative." What is an "initiative"? I imagine this: most cards should have "initiative" points. For example, the stronger the map, the more or less "initiative" it has. This will additionally affect the balance. For example, many consider some bronze cards too strong - they can either add or reduce the initiative. So, after the assembly, the deck will have a certain amount of these same "initiative" points. The round begins. And instead of a coin, there is a comparison of the points of both rivals. And then you can proceed from two options: 1. Balancing cards "strong - a lot of initiative, weak - little initiative" - ​​with this version of the deck, where there are few strong, so to speak, imprint cards, will have little initiative. And at the beginning of the round, that deck, which has little initiative, will walk the second. That is, if you want to go first, do an initiative pack. If you want to go second, that, as they say, have a better chance of winning - weaken your deck. 2. Balancing from the reverse - "a strong card - little initiative, a weak card - a lot of initiative." That is, if you want to have an initiative pack, then you need to add special matching cards that have little strength, but give a lot of initiative. In this variant, at the beginning of the battle, when the initiatives are compared, the player with the greater "initiative" SEL chooses who will go first. Once, at the beginning of the battle. For this right he will have to sacrifice strong cards for the sake of "initiative." That's the idea that came to my mind. Perhaps you will not like it, perhaps the team has long been discussing something like this - I do not know, it occurred to me, and I decided to share with you. After all, "Gvint" - this is the battlefield, and on the battlefield first goes to someone who is more initiative. Or decides whether to attack or not, again, the one who is more initiative. Therefore, I would really like to see this parameter in my favorite game. I do not see other solutions to the "coin problem", so I want to convey my thoughts to you. Thanks to the team "Gvint", if you read this, then you know - you will succeed!
itam, Mój nick - LokiNorton, a ja nie wiem, gdzie mogę skontaktować się z podobnym tematem, niestety, nie mam połączenia z twórców gry, więc jestem tutaj (gdzie mogę). Jeśli możesz mi pomóc, skontaktujcie się z nimi - będę wdzięczny! Tekst jest dużo, proszę go przeczytać do końca, to dla mnie ważne! Przez długi czas wielu graczy narzeka na tak zwany "problem monety" - kto idzie pierwszy to przegrany. I poproszą, aby problem został rozwiązany. Postanowiłem uderzyć mnie w mózgi - ale jak mogłem to zrobić, aby moneta była prawie niezależna od losowości? I przyszło mi do głowy następujący pomysł: Musisz dodać coś takiego jak nowy tag do gry - "inicjatywa". Tak, prawie taka sama inicjatywa od gier fabularnych. Co to jest esencja: uzależnienie kart od "inicjatywy" poprzez dodanie ich do nich, co czyni pokłady już zależne od "inicjatywy". Co to jest "inicjatywa"? Wyobrażam sobie to: większość kart powinna mieć punkty "inicjatywy". Na przykład silniejsza mapa, mniej lub bardziej "inicjatywa". To dodatkowo wpłynie na saldo. Na przykład wielu uważa, że ​​niektóre karty z brązu są zbyt silne - mogą dodać lub zmniejszyć inicjatywę. Po zgromadzeniu pokład będzie miał pewną liczbę tych samych "inicjatyw" punktów. Runda zaczyna się. Zamiast monety, porównuje się punkty obu rywali. Następnie można przejść z dwóch opcji: 1. Karty bilansujące "silne - dużo inicjatywy, słaba - niewielka inicjatywa" - z tą wersją talii, w której nie ma kilku silnych, mówiących kartami, będzie mało "inicjatywy". Na początku rundy gracz, który ma niewielką "inicjatywę" pójdzie na drugą stronę. Oznacza to, że jeśli chcesz iść najpierw, zrób pakiet inicjatyw. Jeśli chcesz iść drugi, to, jak mówią, ma większą szansę na wygraną - osłabienie talii. 2. Wyrównywanie z odwrotnej strony - "silna karta - niewielka inicjatywa, słaba karta - dużo inicjatywy". Oznacza to, że jeśli chcesz mieć pakiet inicjatyw, musisz dodać specjalne pasujące karty, które mają niewielką siłę, ale dajcie dużo inicjatywy. W tym wariancie, na początku bitwy, gdy inicjatywy są porównywane, gracz z większą "inicjatywą" SEL wybiera, kto idzie pierwszy. Tylko na początku bitwy. Za to prawo będzie musiał poświęcić silne karty w imię "inicjatywy". Właśnie to przyszło mi do głowy. Być może nie spodoba Ci się to, być może zespół od dawna dyskutuje o czymś podobnym - nie wiem, to mi się zdarzyło i postanowiłem podzielić się z wami. Przecież "Gvint" - jest to pole bitwy, a na polu bitwy przechodzi najpierw do kogoś, kto jest bardziej inicjatywą. Lub decyduje, czy atakować, czy nie, ten, kto jest bardziej inicjatywą. Dlatego naprawdę chciałbym zobaczyć ten parametr w mojej ulubionej grze. Nie widzę innych rozwiązań "problemu monety", więc chcę przekazać ci swoje myśli. Dzięki drużynie "Gvint", jeśli to przeczytasz, to wiesz - uda Ci się!
Здравствуйте! Мой никнейм - LokiNorton, и я не знаю, куда могу обратиться с подобной темой, к сожалению, у меня нет никакой связи с разработчиками игры, поэтому пишу сюда (всюду, где могу). Если можете помочь мне как-то с ними связаться - буду благодарен! Текста много, прошу, дочитайте его до конца, это важно для меня! Уже долгое время многие игроки жалуются на так называемую "проблему монетки" - кто ходит первым, тот в проигрыше. И просят ту проблему исправить. Я решил пораскинуть мозгами - а как можно было бы сделать так, чтобы монетка практически не зависела от рандома? И мне пришла в голову следующая идея: Нужно добавить в игру что-то вроде нового тега - "инициативу". Да-да, почти ту самую инициативу из ролевых игр. В чем суть: сделать зависимость карт от "инициативы", добавив ее им, тем самым сделав уже колоды зависимыми от "инициативы". Что такое "инициатива"? Я представляю это так: большинство карт должны иметь очки "инициативы". Например, чем сильнее карта, тем больше или меньше у нее "инициативы". Это также дополнительно скажется на балансе. Например, многие считают некоторые бронзовые карты слишком сильными - им можно либо добавить, либо снизить инициативу. Так вот, после сборки, колода будет иметь определенное количество этих самых очков "инициативы". Начинается раунд. И вместо монетки происходит сравнение очков обоих соперников. И дальше можно исходить из двух вариантов: 1. Балансировка карт "сильная - много инициативы, слабая - мало инициативы" - при этом варианте колода, где мало сильных, так сказать , имбовых карт, будет иметь мало инициативы. И в начале раунда, та колода, у которой мало инициативы, будет ходить второй. То есть, хочешь ходить первым - делай инициативную колоду. Хочешь ходить вторым, чтобы, как говорят, иметь больше шансов на победу - ослабляй свою колоду. 2. Балансировка от обратного - "сильная карта - мало инициативы, слабая карта - много инициативы". То есть, если хочешь иметь инициативную колоду, то нужно добавить специальные соответствующие карты, которые имеют мало силы, зато дают много инициативы. В этом варианте, в начале боя, когда идет сравнение инициатив, игрок с большей "инициативой" САМ выбирает, кто будет ходить первым. Один раз, в начале боя. За это право ему придется жертвовать сильными картами ради "инициативы".
Вот такая идея пришла мне в голову. Возможно, она вам не понравится, возможно, команда уже давно обсуждает что-то подобное - я не знаю, мне пришло в голову, и я решил с вами поделиться. Ведь "Гвинт" - это поле боя, а на поле боя первым ходит тот, кто более инициативен. Или решает, нападать или нет, опять же тот, кто более инициативен. Поэтому я бы очень хотел увидеть этот параметр в своей любимой игре. Я не вижу других решений "проблемы монетки", поэтому хочу донести до вас свои мысли. Спасибо команде "Гвинт", если вы это читаете, то знайте - у вас все получится!
submitted by LokiNorton to gwent [link] [comments]


2016.11.07 18:42 ben13022 Jak wstąpiłam do ONR [Duży Format]

„Będę czekał na Panią w południe przed wejściem do kawiarni Cafe Misja. Sprawą stolika i rezerwacją zajmę się osobiście” – pisze do mnie w czerwcu Jacek Rajewski z ONR w Poznaniu. Wysłałam wcześniej odpowiedź na ankietę rekrutacyjną: że chcę walczyć o wartości narodowe i katolickie – Bóg, Honor, Ojczyzna, że pradziadek działał w Stronnictwie Narodowym pod przewodnictwem Romana Dmowskiego, że prababcia pochylała się nad żywotami świętych.
Rekrutacja Przed poznańską kawiarnią widzę chłopaka w koszulce, włosy ścięte krótko przy głowie, uśmiecha się do mnie. Przyszedł na spotkanie z książką Jana Mosdorfa, przywódcy ONR w okresie międzywojennym, autora deklaracji ideowej ONR, antysemity.
– Jakie masz plany względem organizacji? – pyta, gdy siadamy przy stoliku.
– Pisałam w ankiecie – chciałabym uczyć młodych ludzi wartości patriotycznych i religijnych – głos mi drży.
– Spokojnie, nie denerwuj się – uśmiecha się.
– Śpieszyłam się, serce mi szybciej bije – biorę głęboki wdech. – Mogę prowadzić wykłady w organizacji, jestem polonistką, w rodzinie mam nauczycieli.
Uśmiecha się, ale nie odpowiada. Nie pyta o moje poglądy, ale – jak mówi – nim zostanę członkiem ONR, muszę przejść roczny staż kandydacki i zdać egzamin z lektur. Mówi o planach ONR w Poznaniu, na przykład o rozdawaniu zupy bezdomnym.
– Znasz kogoś z anarchistów? – pyta.
– Nie.
– Możemy organizować podobne akcje do nich, jak ta z zupą, czy bronić eksmitowanych lokatorów.
Opowiada z podziwem o nacjonaliście rumuńskim Corneliu Zelei Codreanu (antysemita, założyciel Żelaznej Gwardii, partii faszystowskiej. Jego portret zobaczę później w krakowskiej siedzibie ONR), jak edukował chłopów na rumuńskich wsiach. Mam wrażenie, że Rajewski mówi do mnie, jakby monologował.
Ma 24 lata, studiuje bezpieczeństwo narodowe na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu (wcześniej dwa lata historii), pracuje w barze. W ONR działa w sekcji gospodarczej, handluje gazetą wydawaną przez organizację. W liceum był kibicem klubu żużlowego i tam nauczyli go patriotyzmu, np. organizowali akcje upamiętniające „żołnierzy wyklętych”, był z nimi na Marszu Niepodległości.
– Dawno nie rozmawiałem z nikim o ideach, bo z kolegami z ONR obgadujemy tylko bieżącą politykę. Teraz, w wakacje, niewiele się dzieje, ale będzie rocznica poznańskiego Czerwca 1956, odezwę się – mówi.
Dostaję regulamin stażu kandydackiego. Staż trwa rok i kończy się egzaminem z zadanych lektur. Obowiązki: mam bezwzględnie szanować innych działaczy (zwracać się do nich na zebraniach „koleżanko”, „kolego”, chyba że ktoś wyższy rangą zaproponuje przejście na ty; nie przeklinać), witać się: „Czołem (Wielkiej Polsce)”, uznać hierarchię (np. rękę wyciąga najpierw osoba wyżej postawiona i udziela głosu), przychodzić raz w tygodniu na zebrania albo zgłaszać nieobecność, nie rozmawiać z mediami na temat ONR, nie pić alkoholu przed akcjami. Jeśli złamię którąś z zasad, dostanę upomnienie. Mam na pamięć nauczyć się „Modlitwy Narodowych Sił Zbrojnych”:
Panie Boże Wszechmogący,
daj nam siłę i moc wytrwania
w walce o Polskę,
której poświęcamy nasze życie (...)
Jeszcze „Roty” i „Hymnu Młodych”, od których zaczyna się w ONR spotkania:
Złoty słońca blask dokoła,
Orzeł Biały wzlata wzwyż,
Dumne wznieśmy w górę czoła,
patrząc w Polski Znak i Krzyż (...)
Dostaję też listę lektur do egzaminu i strukturę organizacji, ale bez imion i nazwisk kierowników. Są za to sekcje: promocji, naukowo-szkoleniowa, prawna, informatyczna, kresowa i sportowa.
Nie klaszczemy Połowa czerwca. SMS od Rajewskiego: w klasztorze Dominikanów w Poznaniu jest msza święta w intencji ofiar Czerwca ’56 – „zapraszam w imieniu moich przyjaciół z ONR:). Mnie niestety nie będzie ze względu na wizytę na drugiej stronie Poznania w sprawie nowego mieszkania. Moi ludzie będą czekali za Tobą pod kościołem. Chcę, żebyś wspólnie uczestniczyła z nimi w obchodach, co Ty na to?:)”.
Cieszę się, piszę, że wspólnie przeżyjemy rocznicę.
Pod kościołem czekają trzej mężczyźni z ONR Poznań. Są w eleganckich, wyjściowych koszulach. Jest też Kinga, 22-latka, ubrana w czarny kostium, studentka. Dowodzi Mateusz Szymański, dwudziestoparolatek, ogolony na zapałkę, z zieloną opaską z symbolem falangi na ramieniu. Stajemy na dziedzińcu kościoła Dominikanów. Z głośników słychać, jak ksiądz wita prezydenta RP Andrzeja Dudę – klaszczemy. Ksiądz wita ministra finansów z PiS – klaszczemy, ministra kultury – klaszczemy, Lecha Wałęsę – nie klaszczemy, kombatantów – klaszczemy, prezydenta Poznania – nie klaszczemy, marszałka województwa z PO – nie klaszczemy, przewodniczącego rady miasta z PO – nie klaszczemy, przedstawiciela „Solidarności” – klaszczemy.
Po mszy idziemy nieopodal, na plac Mickiewicza, gdzie zaczną się obchody. Maszerujemy z kibicami Lecha, partią Kukiz, „Gazetą Polską” i Młodzieżą Wszechpolską. Ktoś skanduje: „A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści”. My w ciszy. Palą się race, dym zasłania widok. Stajemy z ludźmi z prawicy przed ustawioną na placu sceną dla polityków. Przemawia Lech Wałęsa. Krzyczymy z tłumem: „TW »Bolek!«”. Obok, za barierkami, ludzie z KOD-u w odpowiedzi skandują: „Lech Wałęsa!”. Idziemy kilka ulic dalej, by złożyć róże pod pomnikiem poległych w powstaniu poznańskim.
– Wiem, że nie chcesz korzystać z Facebooka, jak napisałaś w ankiecie, ale powinnaś założyć jakieś konto, bo na nim omawiamy akcje – radzi mi Mateusz.
Zgadzam się z nim, choć boję się, że mnie zdemaskują, dlatego byłam w ankiecie niechętna Facebookowi. Wracam do domu, zakładam konto, już po chwili Mateusz dodaje mnie do tajnej grupy ONR Poznań. Wkrótce przyłączy do kolejnej, w której są działacze Obozu z całej Polski. Jest ich tam około siedmiuset. Kierownik główny ONR Aleksander Krejckant powie mi później, że w organizacji działa tysiąc osób. Wkrótce, w sierpniu, sekretarz Brygady Wielkopolskiej spyta, czy zajmę się korektą tekstów. Zgodzę się i zostanę dołączona do grupy ONR Wielkopolska, w której jest około 40 osób.
A gugu! Początek lipca. Odbieram telefon od Mateusza Szymańskiego. – Czołem! – mówi. – Jedziemy na grilla nad jezioro, chcesz?
– Czołem! Chętnie.
Przyjeżdżam. Znajduję ich na końcu plaży jeziora Rusałka w Poznaniu. Rozkładamy ręczniki, chłopcy rozbierają się do kąpielówek, ja w stroju. Pływamy, opalamy się. Mateusz czyta coś w telefonie.
– Szukam przepisu na ciastka. Jak przyjdę do domu, to sobie upiekę – mówi.
Obok mnie Ania. Ma 29 lat, włosy farbowane na rudo, dziewczęca uroda i flaga Polski na rękawie bluzy. Wyjmuje z wózka dwuipółmiesięczną córkę. Odsłania pierś, karmi. Podchodzi jej mąż Michał Piernicki, 24 lata, na przedramieniu tatuaż Polski Walczącej, włosy ścięte przy skórze, działacz ONR. – Idź na ławkę – nachyla się do żony i mówi trochę przerażony, ścisza głos. Pokazuje głową na miejsce oddalone o kilkanaście metrów. Żona go ignoruje. Michał czuje, że nic nie wskóra, biegnie grać w piłkę z chłopakami.
Gdy się pakujemy, chłopaki stoją nad wózkiem, Mateusz, kierownik ONR, najbliżej. – A gugugugugu... – śmieje się do dziecka.
Pielgrzymka W połowie lipca ma się odbyć I Piesza Pielgrzymka Narodowców na Jasną Górę. Mówił mi o niej Rajewski podczas rozmowy rekrutacyjnej. Pielgrzymować mają różne środowiska nacjonalistów, np. Młodzież Wszechpolska i ks. Jacek Międlar. Chcę iść, dopytuję. Dzwonię do Mateusza Środy, koordynatora ONR w województwie małopolskim. Zapisuje mnie. Mówi, że pójdzie tylko kilka osób.
17 lipca. Jadę do Krakowa, skąd mamy pójść pieszo do Częstochowy Szlakiem Orlich Gniazd.
Jestem w siedzibie ONR w Krakowie, koło dworca, w budynku na parterze. Na błękitnych ścianach obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, Chrystusa Króla i Michała Archanioła. Pod nimi szczerbiec – miecz koronacyjny królów polskich, przedwojenny symbol ruchu narodowego. Dalej portrety Jana Mosdorfa, Romana Dmowskiego, Leona Degrelle’a (członek SS, ulubieniec Hitlera). Jest worek bokserski zawieszony na łańcuchu, dalej kuchnia, łazienka, biblioteczka – kilkadziesiąt lektur religijnych i historycznych. Na ziemi „Dziennik” Anny Frank, żydowskiej dziewczynki, która zginęła w obozie koncentracyjnym.
– Czytałeś to? – pytam Mateusza.
– Nie. Znasz postaci z portretów? Degrelle’owi wymazaliśmy na portrecie znak SS, bo nie lubię szowinistycznego nacjonalizmu.
Mateusz tłumaczy, że trafił do ONR prawie sześć lat temu jako niedojrzały chłopak, który nie wierzył w Boga. Zainteresował się historią, kolega mu pożyczył lektury, zaczął chodzić na msze i uroczystości patriotyczne. Półtora roku temu się nawrócił, choć jego rodzice chodzą do kościoła od święta. Jego ojciec nie akceptuje, że syn jest w ONR, choć Mateusz nie umie sprecyzować poglądów ojca.
W kuchni otwiera szafę. Wyciąga z niej książki wydane przed dziesięcioleciami – życiorys i opis pogrzebu Romana Dmowskiego. Bierze jedną, otwiera na stronie z cytatami w językach obcych.
– Popatrz, nie są przetłumaczone na polski, bo ludzie znali wtedy języki – mówi z podziwem.
Idziemy z pielgrzymką. Ja, Mateusz, Robert, ks. Łukasz Szydłowski z Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X (lefebryści, przekonani o kryzysie wewnątrz Kościoła, do którego przyczyniają się m.in. masoni, odrzucają część postanowień Soboru Watykańskiego II) i dziewczyna, też Justyna, wierna Bractwu Piusa X.
Idziemy kilkadziesiąt kilometrów dziennie po łąkach i lasach. Czasem gubimy się i nadrabiamy drogę. Rano msza, trzy razy dziennie różaniec, także po łacinie, Anioł Pański, wykład, np. o historii bractwa, śpiewanie pieśni maryjnych. Samochód z naszymi bagażami prowadzi Mateusz, więc idziemy we trójkę.
W przerwie między modlitwami Robert przekonuje żarliwie: – Mam kolegę geja – mówi. – Ale homoseksualiści nie mogą mieć praw na przykład do małżeństwa, bo będą dawać zły przykład dzieciom.
Księdzu spuchło kolano, bolą go stopy, ma za małe buty. Nocleg w jednej z parafii, proboszcz prowadzi nas do pomieszczenia, które wygląda na dawną kaplicę, i znika w drzwiach. Przygotowujemy kolację. Robert prosi ks. Łukasza o wykład z teologii. Robert mówi mi o Żydach z żarliwością wykładowcy.
– Czuliśmy się wykluczeni jako Polacy, bo Żydzi zajmowali ponad 50 procent miejsc na niektórych kierunkach wyższych uczelni.
Siadamy do stołu.
Dzień przed wejściem na Jasną Górę przychodzimy do parafii św. Józefa Rzemieślnika w Częstochowie. Proboszcz gości nas na plebanii, pokazuje pokoje, zaprasza na kolację. Jesteśmy zdenerwowani, bo biskupi Kościoła katolickiego niechętnie patrzą w Polsce na lefebrystów. W jadalni po jednej stronie stołu siedzą proboszcz, wikary, zakonnica i jacyś pielgrzymi. Po drugiej – ks. Łukasz, Robert, Mateusz, Justyna i ja.
– Z jakiej parafii jest ksiądz? – pyta głośno stary proboszcz naszego ks. Łukasza.
Robert, co powie mi później, myśli wtedy: jedz lepiej szybko, co na stole, bo zaraz nas wyrzucą. Mateusz i Justyna wstrzymują oddech i patrzą z napięciem na naszego księdza. Ks. Łukasz szepcze, że z Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X. Milkną rozmowy. Czekamy. Proboszcz zmienia temat.
Żaden z proboszczów, u których nocowaliśmy w świetlicach, nie pozwolił na odprawienie mszy w kościele ks. Łukaszowi. Jeden przyznał, że bał się biskupa. Rano pijemy wspólnie kawę. Robert prosi Justynę, by powiedziała coś po śląsku. Jest studentką teologii i psychologii. W pierwszej kolejności, jak mówi, jest Ślązaczką, a potem Polką. Przekomarzają się z nią, że Śląsk jest Polski, a ona Polką. Justyna odpowiada gwarą śląską: „Kto ty jesteś, Polak mały”.
Po śniadaniu docieramy na Jasną Górę. Wchodzimy do kościoła, każdy przyklęka.
– Justyna, jak przyklękasz, to na prawe kolano albo na oba. Nie podpieraj się – tłumaczy mi Robert nauczycielskim tonem.
Idziemy do bocznej kaplicy na mszę. Z nami jest jeszcze kilka kobiet i mężczyzn z ONR z innych regionów Polski. Na koniec śpiewamy „Z dawna Polski Tyś Królową”. Wychodzimy z kaplicy, Robert ma łzy w oczach, bo wzruszyła go wspólna msza święta po łacinie. Przez całą pielgrzymkę wieczorami uczyliśmy się na pamięć słów liturgii w tym języku, żeby umieć odpowiedzieć księdzu.
Idziemy na dworzec PKP.
– Martwisz się, że na pielgrzymce szły tylko trzy osoby? – pytam Mateusza, gdy wsiadamy do pociągu. Jedzie do Piotrkowa Trybunalskiego, do domu rodziców.
– Wszystko mi zawsze wychodzi – żali się. Staram się go pocieszyć.
– Czołem i z Panem Bogiem – mówi w drzwiach pociągu, gdy wysiada.
Zakon Dwa tygodnie po pielgrzymce zostaję zaproszona na spotkanie tzw. Zakonu. Kieruje nim niejaki Antoni Myśliński. To pion ONR, który „zgłębia religijność oraz mistycyzm w duchu walki z modernizmem w Kościele, islamizmem i masonami” i zajmuje się „akcjami przeciwko antykatolickim ośrodkom w kraju”.
Wstęp do Zakonu to trzy stopnie. Pokonuję pierwszy: odmawianie różańca, czytanie zadanych książek, udział we mszy w Bractwie Piusa X, który wystarcza, by w ostatnią sobotę sierpnia pojechać na zjazd Zakonu w Warszawie. Znajome twarze: Robert Bąkiewicz, Mateusz, małżeństwo Klaudia i Karol i jeszcze jeden chłopak z ONR, którego nie znam.
Karol ma 27 lat, studiował historię i administrację, jako student pisał do gazetki kibiców Korony Kielce. W Kielcach pracował w dawnym więzieniu UB jako przewodnik. Odmawiamy wspólnie różaniec w kaplicy bractwa, potem słuchamy Antoniego. Stoi przed nami w koszuli, spodniach, chodzi po sali jak nauczyciel. Mówi, że odszedł oficjalnie z ONR, bo wyjeżdża do seminarium Bractwa Piusa X. Jednemu z nas przekaże kierownictwo nad Zakonem. Zawiesza głos. Po chwili dodaje, że „Robertowi, głowie rodziny”. Robert nachyla się do mnie i szepcze: – Będę to musiał jakoś pogodzić z nową funkcją współorganizatora Marszu Niepodległości.
Antoni kontynuuje.
– Przypominam, że jednym z zadań Obozu Narodowo-Radykalnego jest dążenie do tego, aby jak najwięcej rodaków zbawiło swoje dusze. Musicie szerzyć różaniec w waszych rodzinach, wśród koleżanek i kolegów z ONR i ludzi spoza organizacji. Możecie też zająć się akcjami w terenie. Na przykład rozpylić śmierdzącą substancję na koncercie Behemotha.
– Szukaliśmy już takiej w internecie – przerywa Klaudia.
– Moglibyśmy zrobić to kolejno w kilku miastach – mówi ktoś z sali.
– Ale jeśli zrobimy to raz, to na kolejnych koncertach nas złapią – dodaje ktoś.
Antoni, który za chwilę zostanie księdzem, doradza: – Lekarzowi, który wykonuje aborcje i zabija dzieci, można porysować samochód i zostawić list. Napisać, że jeśli się nie nawróci, czeka go kara piekła. Można dodać, że jeżeli nie przestanie zabijać dzieci, znowu porysujecie – mówi poważnym tonem. – Oczywiście nie podpisujcie się pod tym jako ONR.
– Trzeba tak to zrobić, żeby się nie dać złapać – dodaje Robert z uśmiechem.
– Dbajcie o naszą organizację, będę się za nią modlił w seminarium – kończy Antoni.
Nocuję w domu Roberta. Parterówka, wokół zieleń i drewniany stół z ławkami. Wstaję o świcie, bo jedziemy autokarem na pogrzeb „żołnierzy wyklętych” do Gdańska. Żona Roberta siedzi na dworze, przysiadam się. Trzynastoletnia córka ubrała się w sukienkę do kostek i siada obok nas. Robert, który kręci się po podwórzu, patrzy na córkę i mówi stanowczo:
– Przebieraj się, jedziesz na pogrzeb.
Córka patrzy z wyrzutem, ale bez słowa wychodzi. Wraca w jasnej spódniczce. Nie zdąży przejść progu w drzwiach, gdy Robert podnosi głos:
– Bo nie pojedziesz, ubieraj się na czarno, narzuć coś na ramiona.
Dziewczyna wychodzi. Robert załamuje ręce, że to taki wiek, że dziewczyna chce się podobać chłopakom. Żona potwierdza skinieniem i wychodzi pomóc córce, która ubiera się na czarno. Żona podaje Robertowi kanapki i termos.
Gdańsk. Stoimy na placu przed kościołem, idziemy z flagami ONR przed główne wejście do bazyliki. Robert rzuca komendę: – W dwuszeregu zbiórka!
I tak stoimy całą mszę. Na podniesienie Najświętszego Sakramentu klękamy na gołej ziemi z flagami w rękach. Robert wychodzi przed szereg, widzi, że jeden chłopak stoi.
– A kolega? Na kolana – wydaje ostro polecenie.
Chłopak tłumaczy się, że choruje. Robert nic nie mówi, odchodzi i klęka na oba kolana.
Trzy dni później zostaję dodana do grupy Zakonu na Facebooku. Do połowy października będzie liczyła 23 osoby z ONR.
Poseł PiS i obietnica Początek sierpnia. Jadę z Jackiem, który mnie rekrutował, Mateuszem i Błażejem Madalińskim na obchody rocznicy urodzin Romana Dmowskiego w Chludowie, w Wielkopolsce, gdzie przywódca endecji mieszkał w latach 20. Składamy kwiaty pod jego pomnikiem. Obok jest dom misyjny ojców werbistów, idziemy na mszę, potem poczęstunek. Podchodzi do nas Bartłomiej Wróblewski, poseł Prawa i Sprawiedliwości z Poznania. Na ramionach mamy zielone opaski z falangą.
– Pani jest z ONR? – pyta mnie i wyciąga rękę.
– Tak – odpowiadam. Poseł wita się z chłopakami. Też go nie znali. Poseł mówi, że sfinansuje połowę kosztów za autokar na wyjazd na Marsz Niepodległości 11 listopada dla środowisk patriotycznych z Poznania. Proponuje, żebyśmy pojechali tym autokarem. Chłopcy cieszą się, ale są zdziwieni. Ustalamy, że wrócimy do tematu w październiku.
Nagana: z liścia Dostajemy do przeczytania od kierownika ONR Poznań naganę, którą dostał inny oddział w Polsce po pogrzebie „żołnierzy wyklętych”. Czytam w niej, że niektórzy mieli opaski z falangą założone na gołe ramię, za co następnym razem będzie kara cielesna. Upomnienie podpisane jest pseudonimem i brzmi tak:
„Wiem, że było gorąco, zdaję sobie sprawę, że wielu jechało na ten pogrzeb setki kilometrów, ale za przeproszeniem kurwa krótkie spodenki na pogrzebie?! Skąd Wy się urwaliście? Gdzie byli koordynatorzy? Kto dawał ludziom w krótkich spodenkach flagi do rąk? To jest kurwa festyn, piknik czy poważna organizacja narodowa?! Kogo wy [koordynatorzy] przyjmujecie do tej organizacji? Na każdej manifestacji ONR ludzie trzymający flagi ubierają długie ciemne spodnie. Stoisz z opaską na łapie, nie trzymasz flagi, to w momentach podniosłych, podczas przemówień naszych działaczy czy ludzi ważnych nie trzymasz łap w kiermanie, tylko stoisz z wypiętą klatą i rękami skrzyżowanymi z tyłu! Marzą się Wam mundury, a nie potraficie podstawowych spraw dopilnować. Niech mi świadkami będą wszyscy tu obecni. Od dziś każda osoba, która nie będzie umiała się zachować, zostanie przeze mnie ukarana liściem [uderzenie dłonią w twarz] i pozbawieniem symbolu, którego nie potrafi uszanować. Brygady będą pozbawiane flag, aż nauczycie się podchodzić do sprawy GODNIE”.
Zmiana w strukturze poznańskiej. Mateusz przestaje być kierownikiem, zastępuje go Błażej Madaliński. Ma 25 lat, skończył budownictwo na Politechnice Poznańskiej. Jest redaktorem na portalu internetowym ONR. Dołączył do organizacji rok temu, gdy usłyszał, że do Europy napływają islamiści, chciał przed nimi bronić Polski. Idziemy do siedziby ONR. Nie mamy kluczy, czekamy pod drzwiami i rozmawiamy. Pytam o jednego z członków ONR, który jest skinem.
– Ale u nas w organizacji nie ma miejsca na rasizm – odpowiada. – Kilka dni temu idę wieczorem ulicą w Poznaniu. Widzę, jak na Murzyna idą dresiarze. Jeden go obraża. Pomyślałem, że jeśli go nie zostawią, to go obronię. Nie wiedzą, jakim jest człowiekiem, co zrobił, to czemu go obrażają.
– Też bym tak postąpiła.
– Jeśli chodzi natomiast o wyznawaną wiarę, o islam i judaizm, to fałszywe, szatańskie religie.
– Dlaczego?
– Mahomet był fałszywym prorokiem, a Żydzi nie uznali Chrystusa. Chrześcijaństwo jest jedyną wiarą, przez którą człowiek może być zbawiony i pójść do nieba. Powinniśmy się modlić za Żydów i muzułmanów, żeby się nawrócili.
Poseł PiS i kasa Początek października. Błażej mówi na zebraniu oddziału, że poseł Wróblewski z PiS zaprasza go do biura partii. Idziemy na marsz antyaborcyjny w Poznaniu z organizacjami pro-life. Po marszu pytam Błażeja, po co poseł PiS go zaprosił.
– Pytał, czy poprzemy ich kandydata na prezydenta Poznania w kolejnych wyborach – mówi.
– I co mu odpowiedziałeś? – pytam zaciekawiona.
– Uciekłem od jednoznacznej odpowiedzi posłowi, bo to partia bezideowa i kłamliwa, a patriotyzm to ich sposób na zbicie kapitału politycznego.
– A co z tymi autokarami na Marsz Niepodległości?
– Jeśli uda nam się zapełnić cały autokar, to zapłacimy 30 zł za przejazd w dwie strony od osoby. Mam na to pieniądze od posła. 1500 zł.
– Podpisaliście jakąś umowę?
– Nie.
– Wyjął pieniądze ot tak z portfela i ci dał? – dopytuję.
– To nie jego zarobione pieniądze, tylko partii, więc nie miał z tym problemu. Kilka dni po naszym spotkaniu dał te 1500 zł gotówką Bartkowi [członek ONR w Poznaniu, działa w sekcji naukowo-szkoleniowej]. Nam głupio nie skorzystać, a on nic nie traci jako polityk. Z początku zaproponował, że dofinansowanie przekaże Bogdanowi Freytagowi [szef związku Wierni Polsce z Poznania, organizacji nacjonalistycznej]. Odpowiedziałem, że to ja chcę organizować wyjazd. Myślę, że poseł nas testuje, czy zachowamy się uczciwie i czy nie zabierzemy tej kasy, by zorganizować autokar po normalnej cenie. Poszedłem też do posła, bo w ONR od czasu rocznicy w Białymstoku nic się nie dzieje prócz dyskusji w internecie. Nikt nie ruszył się sprzed komputera, by przyjść na marsz zboczeńców. Góra ignoruje moje pomysły. Tylko jednostki mają ideały w ONR i chcą coś robić.
Poseł Wróblewski, gdy go spytam później o pieniądze dla ONR, powie mi, że trzeba wspierać postawy patriotyczne, że pomaga im z własnych środków. – Nie chodzi o budowanie bieżących relacji politycznych, co zresztą ze względu na różnice może być trudne. Ale jesteśmy jednym społeczeństwem i musimy ze sobą rozmawiać.
Spowiedź Idę wieczorem ulicą z ks. Łukaszem Szydłowskim z siedziby warszawskiego oddziału ONR. Gościł na zjeździe Zakonu.
– Chciałabym się wyspowiadać – mówię.
– Teraz?
Przystępuję do spowiedzi w samochodzie księdza. Otwieram modlitewnik Bractwa Piusa X.
– Pobłogosław mnie ojcze, bo zgrzeszyłam... – zaczynam od tych słów. Ksiądz błogosławi. – Zgrzeszyłam myślą, w organizacji nacjonalistycznej, do której należę, ratujemy dusze grzeszników przed piekłem. Odmawiamy za nich różaniec. Planujemy też akcje w terenie wymierzone przeciwko antymoralności chrześcijańskiej. Jeden z kolegów podał przykład, żeby lekarzowi, który zabija dzieci, porysować samochód i zostawić list z ostrzeżeniem. Za wszystkie grzechy szczerze żałuję i postanawiam się poprawić. Proszę o naukę i zbawienną pokutę – mówię.
Zapada cisza. W końcu ksiądz mówi. – To nie jest grzech – poucza. – Jeśli zniszczysz cudzą rzecz, jej właściciel się wystraszy i nie zabija już dziecka, to znaczy, że się nawrócił i dostąpi zbawienia. Lekarz powinien zostać uświadomiony, że czekają go kara i potępienie. Nie można jednak skrzywdzić drugiego człowieka. Jego rzeczy tak, ale nie samego człowieka. Nie jest grzechem też, gdy życzymy grzesznikowi choroby, żeby się dzięki niej nawrócił. Czy takie akcje mają jednak sens? Czy lekarz faktycznie nawróci się ze strachu? Trzeba też przeprowadzić je rozsądnie – poucza ksiądz.
– Czyli jak? – pytam.
– Nie daj się złapać. W wypadku koncertu to nie będzie trudne. W wypadku samochodu unikaj kamer i ubierz się na czarno – mówi.
Udziela rozgrzeszenia.
autorka: Justyna Bryske
źródło: http://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,20932332,jak-wstapilam-do-onr.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.10.13 17:17 ben13022 "Ja bym radziła rodzić." Kobiety ze wsi o aborcji i czarnym proteście.

Widzę w telewizji: wszyscy na czarno idą, krzyczą, deszcz leje. "Czy to żałoba jakaś? - pomyślałam. - Aaa, to tylko kobiety". Machnęłam ręką i poszłam zmywać. Na wsiach nie wszyscy słyszeli o czarnym proteście. Kobiety zapewniają, że żadnej ciąży by nie usunęły. Ale nikomu swojej decyzji nie chcą narzucać. Proszą, by zabieganym kobietom z miasta przekazać wiadomość: zastanówcie się dwa razy, zanim podejmiecie decyzję.
Jak nie dzieci, to co?
Beata ma 28 lat, troje dzieci. Nie pracuje, zajmuje się dziećmi i domem.
Beata: - Mąż wiadomości oglądał. Tak tylko w telewizor spojrzałam, bo wszystko nie poprane, nie pomyte. A tu wszyscy na czarno, idą, krzyczą, deszcz leje, a ludzie zawzięci. "Czy to żałoba jakaś? - pomyślałam. - Aaa, to tylko kobiety". Machnęłam ręką i poszłam zmywać.
W życiu to ja generalnie poszłam za mężem. Wiedział, czego chce. Mówił, że rodziny, dzieci i domu. A ja chciałam dzieci mieć, nawet czworo. I pomyślałam: on pracę ma, na cementowni, przy maszynach. Wiadomo, zarobi. Jego mama blisko, siostra jego tu mieszka. W razie czego pomoc będzie. Potem sobie policzyłam: dom będzie po rodzicach, duży, jest działki kawałek. To się ułoży.
Mnie nie ciągnęło do chłopaków. Ale dzieci zawsze chciałam. Mama opowiadała, że ledwo sama chodziłam, a już wózek z lalką chciałam pchać. Kobietę ciągnie do opieki.
Nigdy nie byłam jakaś taka, no, urodziwa. Ani dobrych ocen nie miałam. Pieniędzy też nie miałam w domu. Nic nie umiałam. Tyle że ugotowałam. Mamie pomogłam. No normalna dziewczyna. Zwykła. Do czego ja bym była potrzebna? Na co komu? Co ja mogłam chcieć? Ojciec się zapił na śmierć. To ja ojca chyba szukałam. Nie dla siebie. Dla swoich dzieci. Chciałam dzieciom dać ojca. Tak dziś to widzę.
Kim ja bym bez tych dzieci była? Nikim. Mnie by nie było. Gdyby nie dzieci, nie miałabym po co żyć.
Nigdy nie pomyślałam o aborcji. Jak te kobiety szły, to ja się zastanawiałam: na co im to życie? Czego one chcą, dorosłe kobiety, jak nie dzieci, to co? Co one w życiu robią? Jak facetowi się odwidzi i do innej pójdzie, to co one zrobią? Same zostaną. To dopiero tragedia. Mnie samej by się tak przykrzyło, że nie chciałabym żyć. Jak czasem sama w domu pobędę, to już mi się płakać chce. Nie wiem czemu. Jak dzieci są, to się nie ma czasu na takie tam.
Gdyby mi ktoś zrobił krzywdę, znaczy zgwałcił, tobym urodziła. Każdego trzeba kochać. Mnie ojciec nie kochał, nie pamiętam, żeby kiedykolwiek trzeźwy był. Pasem dostałam nie raz. On by pewnie wolał, żeby mnie na świecie nie było. Nieraz krzyczał, że my - ja z bratem - za przeproszeniem, "mamy wypierdalać", bo nikt nas nie chciał. Albo mówił do mnie: "I na co się toto urodziło?". No i ja bym miała być taka?
Ja powiem jak kobieta do kobiety: chłop każdy sobie pójdzie. Tak się wydaje, że oni kochają. Ale oni kochają tylko przed. Jak już dostaną, co chcieli - wie pani, o co mi chodzi - to każdy by poszedł w swoją stronę. Rację mam? A dziecko się nie odwróci od matki. Każdy się odwróci, ale dziecko od matki nigdy.
Gdyby dziecko było chore, urodziłabym. Gdyby miało żyć tylko chwilę, też bym urodziła. Natura sama zrobi swoje. Ale zabijać, bo jest chore? Przecież ciągle lekarze wymyślają nowe leki. I gdyby trzeba było, tobym przy łóżku siedziała. A jakby cierpiało? Miałoby rodzeństwo, które by je kochało. I matkę, która by się go nie wyrzekła. Gdyby miało Downa, to też przecież człowiek. Inny, ale człowiek.
Ja bym urodziła. Ale nikogo innego bym nie zmuszała.
Gdyby było ryzyko, że sama umrę? No to chyba nie zdarza się często? Nie umiem sobie tego wyobrazić.
Magda ma 23 lata i dwoje dzieci. Nie pracuje, czasem dorabia sezonowo, zbierając owoce. Chce iść do pracy, gdy odchowa półtoraroczną Monikę. Paweł, jej mąż, złota rączka, tanio naprawia samochody i skutery.
Magda: - Nie myślałam o dzieciach. Ani o seksie. Ale że mi się chłopak spodobał, to poszłam z nim do łóżka. Chciałam, żeby mu się ze mną podobało. Chciałam mieć chłopaka takiego, co samochodem mnie zawiezie a to na zakupy, a to na dyskotekę, a to na wakacje. Czy ja byłam zakochana, to nie umiem powiedzieć. Co ja w głowie miałam? Nie pamiętam. Ani mi w głowie nauka była, ani nic. Wiadomo, że każda dziewczyna by chciała ślubu, a potem rodzinę założyć. Nie wierzę, że nie. Każda jedna feministka też chce. Tylko może tak wychowana, że się nie przyzna. Może się wstydzi. Może myśli, że lepsza jest.
Jak zaszłam w ciążę i miał urodzić się Kubuś, to miałam 19 lat. Mamie mówiłam, że wcześnie. A ona: "Wcześnie? Ja już w twoim wieku dwójkę miałam". Mówię mamie: "A może by tak zrobić, żeby tego dziecka nie było. Bo chciałam za granicę na stałe jechać do pracy, do Anglii". Jak mnie mama w łeb walnęła ręką, to aż się o ścianę oparłam. "Gdzie będziesz dziecko wozić - zapytała. - Trzeba było nóg nie rozkładać". Aż tak mi powiedziała.
Mnie się chciało latać to tu, to tam, ja chciałam, żeby jeszcze być córunią. U nas się mówi: "ciekać". Tak mi mama mówiła: "Ciekać ci się chce? Ja ci zaraz z głowy wybiję głupoty". Mnie się wydawało, że to taka kara - ta ciąża - za to, że ja niegrzeczna byłam. Nie chciałam pomagać przy świętach ani grobów czyścić. Wszystko mnie nudziło.
Co mnie interesowało? Lubiłam ze zwierzętami być, wszystkie bym głaskała i brała na ręce. Ale ani z tego zawód, ani nic.
Jak już brzuch było trochę widać, to ciotki się zeszły i mówiły, że ja już dziewczynka nie jestem, jak kiecę zadzieram. Patrzyły na mnie już inaczej. Już gotowanie mnie czekało, już sprzątanie, już nie było, że się można powłóczyć. Jak zaszłam w ciążę, to mnie już nikt po głowie nie pogłaskał. Ja już nie byłam mała Madzia. Dopóki Kubusia nie urodziłam, to byłam takie nie wiadomo co. Ani szkoły nie skończyłam, do matury w liceum nie dociągnęłam. Nie miałam planu. Pustka w głowie. Nawet nie pamiętam, kim ja wtedy byłam i o czym myślałam. Paweł, ty pamiętasz, jaka ja wtedy byłam?
Z pokoju słychać męski głos. Paweł: - No jaka? Taka sama. Mówiłaś, że dzieci chcesz.
Magda: - Ja mówiłam, że dzieci chcę?
Paweł: - No a jak?
Magda: - Może tak mówiłam. Jak się Kubuś urodził, to zmądrzałam. Już byle gdzie nie biegłam. Już tak syna pokochałam, że mi nikt nie był potrzebny. Już się nie przejmowałam kłótniami z mamą, już o Pawła taka zazdrosna nie byłam. Zaraz potem drugiego synka pod sercem nosiłam. Ale poroniłam. Nie wiem czemu. Naprawdę nie wiem. Broń Boże nie popalałam. Ani nic. Mama mi powiedziała, że też poroniła jak ja. Może to rodzinne. Bałam się, że już w kolejną ciążę nie zajdę przez to. A chciałam, nie powiem. A potem znowu zaszłam w ciążę. Mnie wtedy znowu nikt nie obchodził, tylko ta córeczka. Bo to cały sens mojego życia. Nie wstydzę się tego powiedzieć. Niech się ze mnie miastowe śmieją.
Paweł wchodzi do pokoju: - Będą chciały te w mieście dzieci mieć, to się ockną tak późno, że już nie będą mogły. A jak się nie wie, co się chce, bo człowiek młody i głupi, to trzeba zobaczyć, jak inni żyją.
Magda: - Dopóki się dziecka nie urodzi, to samej jest się dzieckiem. Każda jedna, co chce usunąć, to tak jakby chciała jeszcze małą dziewczynką być. A tak się nie da. Więc ja tobym radziła rodzić, bo jak się usunie, to nie wiadomo, czy się będzie potem mogło znowu zajść. No i przede wszystkim: ile tak można ciekać w życiu?
Paweł: - Nie chcesz mieć dzieci? A ty skąd się wzięłaś? Ciebie ktoś urodził przecież, nie? No to na logikę to weź. Tak już jest.
Magda: - Gdyby nie mogło mówić, w łóżku tylko leżało? Może jestem zacofana, ale mnie się w głowie nie mieści zabijać dzieci. Wiadomo, że bałabym się, że my tu rady nie damy, że tyle tysięcy by trzeba wydać, a to na leki, a to na maszyny podtrzymujące życie. Skąd by na to brać? Nie wiem. Jak o tym myślę, to mi przykro, ale mimo wszystko ja usunięcia dziecka bym nie zniosła. Może jestem samolubna, ale nie dałabym rady.
Paweł: - Wszystkie dzieci się kocha. Zarobiłbym, pożyczył, wyjechał za granicę, ale bym nie dał zabić potomka. Nawet Downa.
Magda: - Że w mieście trudniej, w jakiej wynajętej kawalerce, bez rodziny, pieniędzy? Zawsze gdzieś jest jakaś rodzina, zawsze można się przeprowadzić. Po prostu jak masz dziecko, to już nie ma, co ty wolisz. Dzieci są najważniejsze, a nie to, że chce się w mieście mieszkać. Zawsze jakieś wyjście jest.
Czy innym kobietom bym aborcji zakazała? Ja nie jestem taka mądra, żeby komukolwiek czegoś zakazywać.
Terlikowski? Nie znam. Marsz esesmanek? Nie, no to przesada.
Agnieszka ma 21 lat. Mieszka na wsi, u rodziców, w małym pokoiku ze swoim synkiem. Rodzice pomagają. Zajmują się chłopcem, wspierają finansowo.
Agnieszka: - Wszyscy o tym wiedzą, wszyscy plotkują, choć to już cztery lata. Ojcem Michałka jest mój kuzyn. Nie chcę o tym rozmawiać za dużo. Zresztą wystarczy, że wyjedziesz na wieś i powiesz, że u mnie byłaś. Od razu wszystkiego się dowiesz. Michaś ma dziś cztery lata. Nawet się nie interesowałam, czy go usunąć, czy nie. Co on winny?
Wszystko to się stało przez alkohol. Ja byłam młoda i też wstawiona. Byliśmy u nas pod sklepem, a potem na dyskotece. Miałam 17 lat, a kuzyn 28. Ciągnęło nas do siebie. Jeszcze do domu nie wróciłam w nocy, a już wszyscy wiedzieli, co się stało między nami. Nakrzyczeli na Marka, że to gwałt. Ja tego tak nie nazywam, bo może i młoda byłam, ale on mi się podobał. Nie wiem już sama, co jest prawdą, a co nie. Najgorsze, że kuzyn wyjechał za pracą i nas zostawił. To było większe zło niż ta ciąża. Ani się do nas nie odzywa, ani nie przysyła pieniędzy. Jego rodzina Michasia nie uznała. Nawet na niego nie patrzą, jak się mijamy na ulicy.
Kuzyn chciał, żebym usunęła, powiedział, że zabierze mnie do miasta i zapłaci za zabieg. Bo to przypadek, pijany był i żałuje. A ja jeszcze myślałam, że będziemy razem. Aż tu nagle sama zostałam z dzieckiem.
Mieszkam z mamą i z tatą. Dzięki nim skończyłam szkołę, zdałam maturę, a teraz pracuję w sklepie. Ale wtedy nie było człowieka, który by mi nie mówił, żebym usunęła. Był moment, kiedy codziennie namawiali mnie mama, tata i siostra. Ale ja wiedziałam, że to by było złe. Wierzyłam w Boga i nie chciałam mieć grzechu. Pomyślałam, że Bóg mi pomoże. Że na pewno jest jakiś większy sens niż tylko to, co sami widzimy. I nigdy nie żałowałam.
Ale jak dziecko miałoby umrzeć po porodzie, to sama nie wiem, jaką decyzję bym podjęła. Gdyby ciąża zagrażała mojemu życiu, może zdecydowałabym się na aborcję. Ale nie wiem, kto powinien o tym wszystkim decydować. Nie jestem pewna, czy kobieta sama podejmie odpowiednią decyzję.
Dobrze, że aborcję trudno zrobić, że schodzą się komisje, że jest czas, żeby się zastanowić. Bo jakby można zrobić tak od ręki, to w emocjach każdy by poszedł usunąć od razu. Kiedy ma się problem, każdy od razu chciałby ten problem usunąć. Myślę, że nawet kobiety zgwałcone, porzucone, młode powinny urodzić. Nie dlatego, że ja im życzę źle, ale właśnie dlatego, że życzę dobrze. Jeśli urodzisz dziecko, nawet w trudnych okolicznościach, i wytrwasz ten najgorszy moment, potem będziesz szczęśliwsza. A jak usuniesz, może na chwilę będziesz szczęśliwa, ale potem będziesz nieszczęśliwa do końca życia. Każdy coś myśli i każdy coś czuje. Ale z czasem człowiek czuje inaczej i co innego myśli.
Kasia i Darek, rodzice trzyletniej Elizy, mieszkają w podsandomierskiej wsi. Ale spotykamy się w Centrum Zdrowia Dziecka, gdzie przyjeżdżają co miesiąc na kontrolę. Eliza cierpi na niewydolność nerek spowodowaną wadą wrodzoną układu moczowego. Kasia ma 27 lat, poświęca się całkowicie opiece nad chorą córką.
Kasia: - Eliza zachorowała, kiedy miała dwa lata. Najpierw zastanawiałam się, co zrobiłam źle. Czy czegoś nie zauważyłam w odpowiednim momencie? Czy to moja wina, że jej układ moczowy nie wykształcił się odpowiednio?
Kiedy dowiedzieliśmy się, że trzeba jechać do Warszawy na badania, zamarłam. Zrezygnowałam z pracy, miałam swój sklep 1001 Drobiazgów. Przejęła go szwagierka z mężem. Inaczej musiałabym zamknąć. A tak oni mogą sobie zarobić i mnie skapnie kilka złotych miesięcznie. Darek jeździ w Sandomierzu jako kierowca w dużym sklepie z hydrauliką i budowlanką. Dorabia na taksówce wieczorami.
Ja już nie marzę o tym, żeby Lizka była zdrowa, ale żeby jak najdłużej mogła żyć bez dializ.
Jestem przeciwko aborcji, zawsze byłam. To, że Lizka jest chora, nie znaczy, że powinna nie żyć! Ale kiedy na oddziale spotykam mamy, które czekają z dzieckiem na przeszczep, to czasem mówią: "Co to było wszystko warte? Czy nie lepiej, żeby się dziecko w ogóle nie rodziło, niżby miało tak cierpieć?". Nic nie mówię. Ale kiedy patrzę na te dzieci, to żal serce ściska. Chwilami myślę, że tak, może i lepiej, żeby ich nie było. Ale potem tak sobie siedzę w kaplicy i myślę, że nie da się świata oczyścić z cierpienia.
Cieszę się, że nie wiedziałam o chorobie Elizki, kiedy była jeszcze w brzuchu, bo może bym chciała podjąć pochopną decyzję. Może bym chciała usunąć ciążę ze strachu.
Małżeństwo? Z mężem cierpimy razem. Cieszymy się razem. Jesteśmy bliżej niż kiedykolwiek wcześniej.
Darek: - Ja? Nigdy bym nie wymagał od żony, żeby usunęła. Facet nie powinien się wypowiadać na te tematy. Wolałbym, żeby kobiety nie usuwały ciąż. Ale nikogo nie oceniam. Niech każda para robi, co chce. Bo kiedy dziecko jest chore, nie ma słusznego wyjścia. Wszystko jest tylko minimalizowaniem cierpienia dziecka, minimalizowaniem błędnych decyzji.
Kasia: - Mieszkamy na wsi, jeśli Elizka będzie miała dializy, a niestety tak może się stać w niedługim czasie, to nie wiem, jak damy radę. Co, jeśli będzie padał śnieg, zepsuje się samochód? I nie będziemy mogli jej dowieźć na dializy? Aż boję się o tym myśleć. A o takich historiach na oddziale słucham prawie codziennie. Kuleje wsparcie państwa, głównie finansowe. Jakieś śmieszne dodatki, kilkadziesiąt złotych - co to jest? Przydałyby się pieniądze, rehabilitacja, pomoc miejscowych pielęgniarek. Kiedy człowiek zostaje sam z chorym dzieckiem, myśli o najgorszym. Kiedy codziennie budzisz się z lękiem, czy z twoim dzieckiem nie jest gorzej, to obecność pielęgniarki środowiskowej czy lekarza, choćby miejscowego lekarza domowego, byłaby dla nas wielkim wsparciem. Człowiek czuje ulgę, gdy ktokolwiek chce na dziecko spojrzeć, sprawdzić, czy nic groźnego się nie dzieje.
Czy innym kobietom kazałabym rodzić chore dzieci? Po tym, co tu widzę, nie śmiem nic mówić. Wierzę matkom chorych dzieci. Ufam im. Czasem się śmiejemy z dziewczynami na oddziale, że my powinnyśmy zostać prezydentami czy jakimiś innymi przywódcami, tak wszystko o życiu wiemy.
Patrycja ma 29 lat i pięcioro dzieci. Mieszka w starym domu, który wynajmuje dla niej gmina. We wsi ludzie mówią, że dzieci chodzą głodne, brudne, z niezmienionymi pieluchami. A nawet, że dzieci powinni jej zabrać, a ją wysterylizować. Patrycja nie wpuszcza mnie do domu, rozmawiamy w progu.
Patrycja: - Chcą mi je zabrać. Myślisz, że ja nie wiem, że na mnie donoszą do opieki społecznej? Ja nie piję. Leki biorę na padaczkę.
Żaden chłop nie chciał zostać ze mną i z dziećmi. Takie są chłopy. Moją mamę ojciec też zostawił, nie dała rady i zabrali mnie i siostry do domu dziecka. Ja sobie obiecałam, że choćby nie wiem co, to moich nie zabiorą. Choćbym się tu miała z nimi spalić!
Nie mam, jak pracować - bo kto się dziećmi zajmie? Ja nikogo nie mam. Żadnej rodziny. Wszyscy tu o mnie gadają, ale inni mają kogoś do pomocy przy dzieciach, mamę, teściową, koleżanki, sąsiadki. A ja jestem sama. Ale moje dzieci chodzą czyste. Zdrowe.
Prawie przy każdym dziecku mi aborcję proponowali. Sami lekarze mi mówili, że da się to załatwić. Panie w opiece i nawet jakiejś obce kobiety, które znam tylko z widzenia, a nawet wierzące takie babki, co w kościele w pierwszych ławkach siedzą, na "dzień dobry" mówiły mi, żebym usunęła. Że mi będzie łatwiej. Bo takie jak ja to mają usuwać, a bogate mają rodzić. Tacy ci katolicy są wszyscy do Pana Boga, dopóki biedna kobieta nie ma pięciorga dzieci. Wtedy toby sami wyskrobali.
Ale ja wtedy od razu w płacz: jak to dzieci zabijać? To ich wina, że ojcowie poszli w pizdu? Ja nikogo nie mam, tyle tylko co te dzieci. Nawet matka, jak wyszłyśmy z domu dziecka, to nas widzieć nie chciała. "Życie zmarnowane przez was" - mówiła. Sebastianek! Chodź, się pani pokaż.
W drzwiach stoi umorusany kilkuletni chłopiec z plastikowym pociągiem w ręce. Za nim po starej wygiętej podłodze raczkuje uśmiechnięta Olga. Dwoje dzieci jest w przedszkolu, najstarszy chłopiec w szkole.
Patrycja: - Mamy takiego grzyba na ścianie, że nie chcę nikomu pokazywać. Nie wiem, co z nim zrobić. Nie wpuszczam, bo boję się, że za chwilę przyjdą i zabiorą dzieci. A ten grzyb był, jak już tu przyszłam. Skromnie u nas. Tak teraz ludzie myślą, że musisz mieć pieniądze na dziecko. A jak nie masz, to co, usunąć? Mnie się to nie mieści w głowie. Czy ja jestem jakaś gorsza, bo nie stać mnie na nowe zabawki? Czy ja jestem gorsza matka? Czasem do mnie nawet ktoś powie w sklepie, że takie jak ja to powinno się podwiązać, bo robią dzieci jak pcheł. Ile razy ja z płaczem wychodzę z tego sklepu.
Czarny protest? Nie słyszałam. Żeby nie było całkowitego zakazu aborcji? Ja bym nie usunęła. Ale niech każdy robi, co mu się podoba. Chociaż może gdyby nie można byłoby robić aborcji, to ja bym nie słyszała, że jestem kurwa. Tylko bym była wtedy normalna matka. Bo mówią, że ja nieodpowiedzialna jestem. Nawet w opiece tak gadają, że nieodpowiedzialna matka, jak tak jedno za drugim rodzi. No a taka, co zachodzi i usuwa, to jest odpowiedzialna?
Gdyby okazało się, że dziecko będzie chore, a ja nie będę mogła mu pomóc? To chyba jedyna sytuacja, że pomyślałabym o aborcji. Żeby nie cierpiało, wolałabym. Ja ledwo szczepienia znoszę, jak moje dziecko płacze, nie mogę tego wytrzymać. A co dopiero, gdyby było chore.
Dlatego te kobiety wyszły na ulicę? Żeby chore dzieci nie musiały się rodzić i cierpieć? To miały rację. Niech one tu do nas, na Podlasie, przyjadą porządki robić w głowach.
Ela, 65 lat, ma córkę, syna i dwoje wnuków. Ani syn, ani córka nigdy nie rozmawiali z nią o aborcji.
Ela: - Pamiętam czasy, kiedy aborcja była legalna. I z pewnością nadużywana. Moje koleżanki robiły, nikt o tym specjalnie nie dyskutował. A ginekolog mi opowiadał, że kobiety traktowały ją jak późną antykoncepcję. Takie z głębokich wsi, nieświadome, robiły te aborcje bez zastanowienia. Nie chciałabym, żeby te czasy wróciły. Tak jak jest teraz, jest dobrze. A każdy, jeśli już koniecznie chce, znajdzie sposób na usunięcie ciąży.
Nie powinno być kar za zrobienie aborcji. Ci, co chcą absolutnego zakazu, poszaleli. Ale ci, co chcą, żeby można było jak kiedyś dziecko usunąć jak migdałki, też nie mają racji. Ja nikomu nie zabraniam, nikogo nie oceniam. Sama nie urodziłabym chorego dziecka. Nie zdecydowałabym się na poród, gdyby zagrażał mojemu życiu albo zdrowiu. Nie kazałabym nikomu rodzić na siłę i spuszczę zasłonę milczenia, kiedy ktoś chce ciążę usunąć, bo po prostu nie chce mieć dzieci. Widziałam w życiu dzieci zaniedbane, bo pracowałam wiele lat w opiece społecznej. Patrząc na nasze klientki, co ledwo miały na bilet, a przychodziły z gromadką dzieci, oceniałam je ostro. Myślałam: kolejne nieszczęścia chodzą po świecie, w nędzy mieszkają, lepiej, żeby cię matka nie urodziła. Ale dziś wiem, że nie mnie oceniać ludzi, nie mnie mierzyć macierzyństwo innych kobiet.
A państwo niech łapy trzyma gdzie indziej, niech da lepiej pieniądze na pomoc. Niech przymyka oko na czarny rynek aborcyjny. Niech każdy robi, co chce, i rozstrzyga we własnym sumieniu.
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.08.31 17:00 SoleWanderer MACIE ŻYĆ TAK, JAK MY ŻYJEMY - Tygodnik Powszechny

Mogliśmy się już widzieć, i to w tym samym miejscu. W 2011 r. Mateusz Bożydar Marzoch, prezes jednego z warszawskich Kół Młodzieży Wszechpolskiej, asystent posła Roberta Winnickiego, „narodowiec, katolik”, jak przedstawia się na Twitterze, szedł w Marszu Niepodległości. Ja stałam w pobliżu kawiarni przy placu Konstytucji w kontrmanifestacji. Minęło 5 lat, niewiele mniej niż nasza różnica wieku.
Kiedy 1 sierpnia obserwowałam kolejny przemarsz narodowców, oprócz wielu innych uczuć – opisanych przeze mnie na łamach „TP” w tekście „Nowy Świat maszeruje” (nr 33/16) – poczułam wstyd. Wstyd, że nie weszłam w tłum i nie zapytałam: „Dlaczego tu przyszedłeś?”, ale także z powodu własnej pogardy i poczucia wyższości. Poniższa rozmowa wzięła się m.in. z potrzeby przełamania tej postawy.
MAGDALENA KICIŃSKA: Dziękuję, że zgodził się Pan na spotkanie – wielu przedstawicieli organizacji, o których pisałam w „TP”, nie chciało rozmawiać. Zwłaszcza że był Pan jedną z osób, które negatywnie skomentowały naszą okładkę sprzed dwóch tygodni.
MATEUSZ BOŻYDAR MARZOCH: Bardziej nie podobał mi się tytuł. Bo dlaczego to, co robimy, jest kradzieżą? To przywracanie Polakom świąt i rocznic. Zanim organizacje narodowe o to nie zadbały, mało kto je celebrował, a jeśli, to niemrawo. Teraz – tłumy. Dopiero od niedawna mamy też np. Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. To zasługa pracy u podstaw, którą robimy.
A nie prezydentów Kaczyńskiego i Komorowskiego, którzy przeprowadzili proces legislacyjny w tej sprawie?
Oni raczej wyczuli, że powinni to zrobić, reagując na presję. To my upomnieliśmy się o pamięć.
Krzycząc 1 sierpnia: „Śmierć wrogom ojczyzny”?
To hasło ściśle historyczne, używane szczególnie po II wojnie światowej, kiedy polscy partyzanci walczyli z okupantem sowieckim i z ludźmi, których uważali za wrogów.
Chce mnie Pan przekonać, że nie ma w tym okrzyku odniesień do tu i teraz?
1 sierpnia krzyczeliśmy też „Jedna kula, jeden Niemiec”, a nie wydaje mi się, żeby ktoś teraz nawoływał do zabijania Niemców. Bądźmy poważni.
Niech mi więc Pan wytłumaczy związany z Powstaniem kontekst innego hasła, które skandowano: „A na drzewach zamiast liści będą wisieć syjoniści”?
Tu przyznam: nie wiem, co koledzy mieli na myśli. Ale nie dam się wmanipulować. Pani chce, żebym powiedział, że dosłownie bierzemy to, o czym krzyczymy.
Chcę zrozumieć, co Panu daje wykrzykiwanie tych haseł.
Poczucie sensu: czerpiąc z doświadczenia tamtych ludzi i oddając im cześć, czuję z nimi łączność. Wiem dzięki temu, gdzie i kim jestem, i jakie z tego wynikają dla mnie obowiązki. Np. w czasie wojny – jak należy się zachować. Wiem, że poszedłbym walczyć z tymi samymi hasłami na ustach.
A w czasie pokoju? Oglądałam Pański profil na Facebooku i konto na Instagramie. Widzę, że lubimy podobną muzykę, i zastanawiam się, czy jest coś, co poza muzyką może nas łączyć.
Poglądy pewnie nie.
Obawiam się Pańskich.
Niesłusznie. Nie jesteśmy tacy źli.
Nie dopuszczacie możliwości, że ktoś inaczej widzi świat.
Bo jesteśmy pewni, że nasza wizja jest dla Polski najlepsza.
O tym mówię – o braku wątpliwości. Jak się go zdobywa? Jak znalazł się Pan w Młodzieży Wszechpolskiej?
Pochodzę ze wsi, gdzie moi rodzice prowadzą gospodarstwo. Tam się wychowywałem, później poszedłem do liceum w powiatowym mieście i mieszkałem w internacie. Nie wiedziałem wtedy zbyt wiele o organizacjach narodowych. Od gimnazjum udzielałem się jako harcerz.
ZHP?
Stowarzyszenie Harcerstwa Katolickiego Zawisza. Wciągnął mnie kuzyn i to właśnie tam nabrałem poczucia, jak wielki sens ma nie tylko praca – co wyniosłem wcześniej z domu, bo od najmłodszych lat pomagałem w prowadzeniu gospodarstwa – ale przede wszystkim służba.
Czym ona jest?
Pomocą drugiemu człowiekowi, pracą na rzecz wspólnoty i gotowością do poświęceń na jej rzecz.
Tu się zgadzamy – ja również uważam, że to istotna wartość.
No więc ja podjąłem służbę na rzecz Młodzieży Wszechpolskiej – w 2011 r. pojechałem na Marsz Niepodległości i zobaczyłem, że potrzebna jest pomoc. Wstąpiłem do Straży Marszu – budowała ją m.in. MW, trafiłem na spotkanie. Sprawdzili, kim jestem.
Jak?
Weryfikacja polegała na rozmowie, sprawdzeniu naszych profili na Facebooku, to wszystko. Od początku roku akademickiego – kiedy zacząłem studia: bezpieczeństwo wewnętrzne na UW – zacząłem chodzić na spotkania. I od tej pory każda akcja, każda służba, którą pełnimy – np. ostatnio, przy pogrzebie kard. Macharskiego na Wawelu – daje mi ogromną satysfakcję i poczucie, że dokonałem właściwego wyboru.
To znaczy?
Że jestem wśród ludzi, którzy myślą tak jak ja i chcą tego samego.
Wcześniej Pan tego nie czuł?
Może w harcerstwie, ale z tego się wyrasta. A potrzeba zostaje.
Co Pan ostatnio czytał?
„Wszechpolaka”.
A książki?
Szczerze mówiąc, od dziecka muszę się do książek zmuszać.
Pytam, bo chciałabym się dowiedzieć, co Pana ukształtowało.
Już powiedziałem: praca. To, co robiłem w domu, potem w harcerstwie, teraz w MW – dla innych i dla narodu.
Jest Pan honorowym dawcą krwi.
Od 18. roku życia. I dawcą szpiku.
A kiedy patrzy Pan na probówki, w których zgromadzona jest krew, w każdej taka sama, nie myśli Pan – kto ją oddał, komu zostanie przetoczona?
Nie, bo człowiek to człowiek, życie to życie. Jeżeli umierałby ktoś, kto jest innego koloru skóry, wyznania czy nawet, powiedziałbym, orientacji, moje człowieczeństwo nakazywałoby mu pomóc i tę krew przekazać.
Woodstockowiczowi też?
Na Woodstocku nigdy nie byłem.
Może gdyby Pan na własne oczy zobaczył uczestników festiwalu, to nie napisałby Pan o nich na Twitterze „podludzie”.
Widziałem filmy i zdjęcia – zachowywali się jak robaki, taplali w błocie jak zwierzęta.
Nie mają prawa bawić się tak, jak uważają za stosowne?
A ja mam prawo to oceniać.
To chyba nie po chrześcijańsku mówić, że ktoś jest „podczłowiekiem”.
Dlatego jako chrześcijanie chodzimy do spowiedzi.
A z tego się Pan wyspowiadał?
A to już moja intymna kwestia.
Wpisu Pan nie usunął.
Oj, wiele wpisów wisi, które bym chciał pokasować, ale nie mam czasu.
Można być polskim patriotą i gejem?
Wie pani, to trudne pytanie. Homoseksualizm jest czymś nienaturalnym, co dotyka człowieka na jakimś etapie jego życia.
Homoseksualizm nie jest chorobą, wyborem ani stylem życia.
Według mnie jest schorzeniem. Ale osobiście uważam, że taki człowiek też mógłby zginąć za Polskę.
Ginęli. Oddawali życie za Polskę ludzie różnych wyznań, orientacji…
No dobrze, dobrze, znamy te historie…
Dlaczego Pan się śmieje?
Wszystko można zmanipulować – mówić np., że „Rudy” był homoseksualistą.
A to by było coś złego, gdyby był?
Dla mnie? Tak.
Bo?
Bo to nienaturalne i niezdrowe dla tej osoby i dla społeczeństwa. Ale nie uważam, że należałoby tych ludzi zabijać.
A mniej drastycznie – być członkiem tej samej wspólnoty też nie należy?
To nie tak. Nasz problem z tymi ludźmi nie wynika z tego, że oni mają ten swój problem, ale z tego, że chcą, żebyśmy my ich defekt zaakceptowali i przyjęli jako normę. Na to zgody nigdy nie będzie. Bo to pierwszy krok, za nim idzie cała ideologia tolerancjonizmu, która doprowadziła do tego, co się teraz dzieje na zachód od Polski.
Co to jest tolerancjonizm?
Zachód wybrał zupełną anarchię i ideologię, która go rozbroiła, wmawiając ludziom, że wszystko jest dobre: chcesz być kobietą, chociaż się urodziłeś mężczyzną – nie ma sprawy. Chcesz zabić dziecko – twoje prawo, a aborcja to oznaka wolności kobiety. I że nie zabija się człowieka, że to tylko zlepek tkanek. Więc ja się pytam: co z tego zlepka tkanek będzie potem? Słoń? Zachód zapomniał, że są rzeczy niepodważalne.
Dla mnie to, co niepodważalne, to prawa człowieka, dla Pana – prawa boskie, prawa jednej religii?
Moja wiara zakłada, że człowiek całe życie powinien dążyć do zbawienia, a inni ludzie, inni katolicy, powinni pomagać ludziom obok siebie, nawet niewierzącym, znaleźć drogę do zbawienia.
I chce Pan narzucać swoją wizję tego, co można, a czego nie można, innym?
Jeszcze nie narzucamy.
Jeszcze...
Nie muszę narzucać komuś, żeby miał narodowe poglądy i za największe dobro uważał naród, choć tego bym chciał – pamiętając, że przed narodem tylko Bóg. Ale są sprawy fundamentalne, w których nie możemy pozwolić, by ktoś decydował o sobie wbrew boskiemu prawu i wbrew interesowi narodu. Taką sprawą jest np. aborcja.
Ci, którzy Pańskiego zdania nie podzielają, są wrogami ojczyzny?
Wrogami ojczyzny są ci, którzy prowadzą do jej moralnego zepsucia, do liberalizmu, źle pojętej tolerancji i odejścia od wartości chrześcijańskich, na których została zbudowana. Wszyscy, którzy starają się to negować, którzy starają się doprowadzić do tzw. multikulturalizmu i wymieszania wszystkich ze wszystkimi, zniesienia granic – także moralnych. Wszyscy ci, którzy na pierwszym miejscu nie stawiają interesu Polski i narodu polskiego, ale jakiś wyimaginowany europejski albo swój własny.
Bardzo ogólne słowa.
Mam nazwiskami wymieniać?
Pańscy koledzy często to robią. Spróbuję zgadnąć: np. ci, którzy popierają prawo do decydowania o przerywaniu ciąży? Zwolennicy przyjmowania uchodźców? Osoby, które są LGBT i które działają na rzecz ich praw?
Wszyscy oni działają na rzecz degrengolady moralnej społeczeństwa, a nie na rzecz ochrony praw. Oglądała pani igrzyska olimpijskie, bieg na 800 metrów i te trzy pseudopanie, które paniami raczej nie są…
Ale co to ma wspólnego z prawami osób LGBT w Polsce?
To przykład tego, do czego oni dążą. Do przywilejów, chcą sobie ugrać przywileje. Tak to się zaczyna – mniejszość krzyczy, że jest dyskryminowana, a tak naprawdę chce lepszego traktowania. Od znajomych, którzy wyjechali do Wlk. Brytanii, wiem, że tam np. dotyczy to czarnoskórych. Nie pracują tak ciężko jak my, są leniwi, ale jak pracodawca chce ich zwolnić, to zarzucają mu rasizm.
To, co Pan mówi, to właśnie rasizm: wywyższanie jednej rasy ponad inną na podstawie fałszywych uogólnień. Mniejszości nie chcą być „lepsze”, chcą być równe.
Pani w to wierzy, ja nie.
A rozmawiał Pan z kimś, kto działa np. w organizacji LGBT?
Nie, i jakoś nie chcę.
Może by się Pan dowiedział, że chcą czegoś innego, niż Panu się wydaje.
Wystarczy mi widzieć Paradę Równości i to świństwo, które tam maszeruje. Faceci poprzebierani za kobiety, pomalowani jak jakieś nabzdyczone panie z burdelu; pseudo-katolicy, którzy chcą, żeby ich Kościół zaakceptował; mężczyźni, którzy wymachują sztucznymi penisami, co to ma być? To wbrew naturze. Najpierw akceptacja dla par homo, potem adopcja, a potem usłyszymy to, co w Holandii, by zalegalizować zoofilię, albo w Szwecji – by uczyć dzieci obowiązkowo masturbacji. To chore.
Słucham Pana i myślę: to pomieszanie wszystkiego ze wszystkim. Zasłyszane plotki, niepotwierdzone pogłoski, między którymi istnieje wymyślony związek przyczynowo-skutkowy.
Potwierdzone. Dla nas jest jasne, że to wszystko się łączy, a państwo tego nie widzą, bo wierzą w ich dobre intencje.
Ma Pan w swoim środowisku kogoś o innej orientacji niż heteroseksualna?
Nie.
Nigdy nie chciał Pan skonfrontować swoich wyobrażeń z tym, kim oni są naprawdę?
Wystarczy mi to, co widzę i czytam. Zaczyna się od drobnych rzeczy, a potem granice przyzwoitości się zacierają, i w efekcie rodziny zostają pozbawione wpływu na to, jak wychowują dzieci, bo jakaś ideologia i organizacje, które wcielają ją w życie, uważają, że zrobią to lepiej.
Pańska organizacja też uważa, że ma monopol na prawdę.
Nie można wszystkim na wszystko pozwalać w stylu „róbta co chceta”. Trzeba stawiać granice, żeby mieć w życiu jakieś punkty stałe, wartości, żeby wiedzieć, do czego się odwołać. A odwołać się można tylko do tego, co nas ukształtowało: wiara i historia.
Ma Pan rodzeństwo?
Trójkę.
A jeśli brat powiedziałby, że jest gejem?
Argumenty ad personam są bardzo słabe.
Chciałabym nadać sprawom, o których Pan ma tak mocne poglądy, jakąś twarz.
Na to pytanie nie odpowiem. To intymna sprawa i nie chcę, żeby ktoś w nią ingerował.
Ja nie chcę, żeby Pan ingerował w moje. Pytałam po prostu, co by Pan poczuł.
Nie powiem, że się nad tym nigdy nie zastanawiałem. Ale mam takie szczęście, że zostaliśmy wszyscy dobrze wychowani przez naszych rodziców.
To znaczy, że ktoś, kto jest homoseksualistą, jest nim dlatego, że został źle wychowany?
Tak uważam.
Był Pan na Światowych Dniach Młodzieży. Jak Pan odebrał to, co papież mówił o uchodźcach?
Jesteśmy zawiedzeni. On mówi tylko to, co nakazuje wiara, ale według nas nie do końca bierze pod uwagę zasadę ordo caritatis, czyli porządek miłości, mówiącą o tym, że najpierw trzeba troszczyć się o rodzinę i kraj, a potem o resztę. Poza tym to, co głosi papież, to jego nauka społeczna – pocieszamy się, że nieomylność dotyczy tylko kwestii wiary. W pozostałych, jak każdy człowiek, może się mylić.
Studiuje Pan na UW…
Kończę licencjat.
…Myśli Pan o tym, co organizacja, do której dziedzictwa odwołuje się ta, do której Pan należy, robiła w latach 30.?
Proszę pani, w latach 30. na ulicach jedni strzelali do drugich. Bojówki komunistyczne zresztą…
Pytam też o numerus clausus i getto ławkowe.
Jestem w stanie zrozumieć, że dla Polaków liczna mniejszość żydowska na uniwersytetach to był problem. Że dostawała wiele przywilejów, a zdolni Polacy nie.
Nie dostawała przywilejów – miała zagwarantowaną w konstytucji marcowej równość praw, w tym do studiowania.
Mogli sobie na to pozwolić ze względu na dobre usytuowanie, a Polacy nie.
Według spisu powszechnego z 1931 r. nieliczni Żydzi byli właścicielami majątków ziemskich. Prawie 70 proc. utrzymywało się z drobnego handlu i rzemiosła. Niewielu pracowało w przemyśle, zaledwie 2,6 proc. w administracji. Żydowscy studenci w międzywojniu wywodzili się z różnych warstw społecznych. Mówi Pan, że bicie brało się z tego, że byli na uniwersytetach, bo było ich stać, a polskich studentów nie i odpowiedzią była przemoc? Studenci żydowscy stanowili 20-25 proc. studentów. Czyli mniejszość.
Ta liczba rosła i nie dziwię się, że Polacy się buntowali i chcieli w swoim kraju mieć większy dostęp do szkolnictwa wyższego.
A Żydzi nie byli we własnym kraju?
Ale to dalej byli Żydzi. Mieli obywatelstwo polskie, ale do polskości za bardzo się nie poczuwali.
Skąd Pan to wie?
Dla nich przede wszystkim, zresztą do tej pory tak jest, najważniejszym punktem odniesienia była przynależność do społeczności żydowskiej.
Nie słyszał Pan o asymilacji? O Żydach-patriotach? O tych, którzy służyli w Wojsku Polskim?
To nie zmienia postaci rzeczy, że Polacy chcieli, żeby w ich kraju to jednak rodacy mieli dostęp do tego, co im się należy.
I pałka i pięści były do tego środkiem?
W tamtych czasach tak rozwiązywało się te sprawy. Teraz tak nie jest. Nikt z czystej nienawiści nie chce mordować kogoś – np. Żyda – tylko dlatego, że jest Żydem. Ludzie sobie tak mogą krzyczeć albo pisać w sieci, ale to się nie przełoży na czyny raczej.
Raczej?
Raczej. I tyle.
Nie uspokaja mnie ta deklaracja.
Dopóki te grupy nie stanowią zagrożenia dla Polski, dopóty nie mają się czego bać.
Jaka byłaby Polska, której Pan chce?
Wielka i katolicka. Miałaby się opierać na dobrze zorganizowanym narodzie, gotowym do wspólnego wysiłku na rzecz budowy swojej ojczyzny. Miałaby silną armię i gospodarkę, byłaby silna swoim narodem, dobrze wykształconym, pracowitym, wyszkolonym, by bronić ojczyzny, kiedy jest taka potrzeba, ale też dbać o nią na co dzień, np. płacąc podatki, będąc nieobojętnym na to, że komuś obok dzieje się krzywda. Ta Polska opierałaby się na wartościach chrześcijańskich, poszanowaniu dla życia ludzkiego i rodziny jako podstawowej komórki narodu. Na gotowości do ofiarowania życia za ojczyznę i na zdolności do poświęceń, jeżeli tego akurat będzie wymagała sytuacja.
A co z osobami innego wyznania? Z ateistami?
Nie każemy im zmieniać wiary, możemy nauczać, przekonywać, zachęcać, ewangelizować. Potem po śmierci każdego człowieka Bóg ze wszystkiego rozlicza. Ale taki ktoś musi szanować i przestrzegać naszych zasad.
A co z mniejszościami etnicznymi? Są częścią tej wspólnoty czy nie?
No, nikt Ślązaków np. nie wykluczył, nikt nie wykluczy też społeczności tatarskiej.
A żydowskiej? Wietnamskiej?
Roman Dmowski powiedział, że Polakiem może być ten, kto na pierwszym miejscu stawia interes i dobro narodu polskiego. Jeżeli to jest dla niego punkt odniesienia, to wtedy może określać się Polakiem.
Jak wyglądałby ład międzynarodowy, gdyby każde państwo przyjęło taką filozofię?
Nacjonalizm nie jest szowinizmem. Jest stawianiem na pierwszym miejscu swojego narodu. W stosunkach międzynarodowych to wygląda trochę inaczej. Można tak prowadzić politykę zagraniczną, by o tym pamiętać, ale też prowadzić interesy z innymi.
Mam na myśli co innego: jaki kraj umiał prowadzić politykę, w której na pierwszym miejscu byłby interes narodu, nie wchodząc w konflikty zbrojne z innym państwem o takiej filozofii. Zna Pan takie przypadki?
Myślę, że to da się pogodzić, zawsze powtarzam: trzeba prowadzić dialog i czasem iść na ustępstwa.
Czyli np. oddać Niemcom, gdyby chcieli, Wrocław?
Nie, absolutnie.
Dlaczego, przecież to jest ich interes narodowy, ich ziemia?
Naszym interesem narodowym powinno być odebranie Wilna i Lwowa, Brześcia itd., ale przecież nikt tego teraz nie podniesie. Choć trzeba też pamiętać: granice nie są dane raz na zawsze, tyle lat pokoju nie znaczy, że wojna kiedyś nie wróci.
Młodzież Wszechpolska włączy się w Obronę Terytorialną?
Wielu kolegów już w niej działa, są też w Strzelcu czy innych organizacjach. Wielu służy w wojsku jako żołnierze zawodowi i jako oficerowie. Do MW należą naprawdę różni ludzie, są osoby, które pracują na uczelniach, prawnicy, lekarze, rolnicy. Wszyscy, którym zależy na dobru kraju.
A co to jest patriotyzm?
Odróżniamy patriotyzm od nacjonalizmu. Patriotyzm jest czymś chwilowym, pewnego rodzaju uniesieniem, emocją, która wykwita, kiedy sprzyjają ku temu warunki. Nacjonalizm jest stanem trwałym i przekłada się na rzeczywistą pracę, którą dana osoba wykonuje na rzecz narodu.
Można być polskim patriotą, jeśli ma się skórę inną niż białą?
Przyznam szczerze, że ja nad tą kwestią się nigdy nie zastanawiałem, bo wchodzi tu jeszcze pojęcie rasy. Naród polski jest rasą białą. Ale jeżeli ktoś innego koloru skóry poczuwa się do tego i np. byłby w stanie oddać życie za Polskę, to myślę, że nie moglibyśmy mu odmówić prawa do bycia patriotą.
Tylko przelewając krew udowodniłby swoje poświęcenie? Nie może tego dowieść w warunkach pokoju? Ale dobrze, zostańmy przy krwi. Czy honorowy dawca zasłużyłby swoim poświęceniem?
Jeżeli ktoś innego wyznania lub koloru skóry oddaje krew, to mógłbym przyjąć, gdybym potrzebował. Ale jak on oddaje tę krew, to nikt z nas nie wie, komu ona zostanie podana… no to jest trochę co innego, niż zginąć, zasłaniając kogoś piersią.
Ta jednorodność, o której Pan wcześniej mówił, nigdy tu nie istniała. Historia Polski to historia różnorodności – kultur, języków, religii, grup etnicznych. Ras również.
Nie istniała do końca, ale Polska przez swoje zdrowe podejście zachowała jednolitość, chociaż różni ludzie się tu przewijali.
Nie przewijali się: żyli tutaj. A jednorodność „udała się” z powodu wojny i jej następstw.
Różnorodność przed wojną przysparzała wielu problemów, konflikty były duże, a jednak nie było u nas nocy kryształowej.
Ale były pogromy.
Bez przesady. Nie da się tego porównać do sytuacji w Niemczech. W historii każdego narodu zdarzają się sytuacje, z których nie jest się dumnym, ale powtarzam – takie były czasy i widocznie tak trzeba było.
A jest coś w Polsce po 1989 r., z czego jest Pan dumny?
Na pewno z tego, że w ostatnich latach obudziła się świadomość narodowa, coraz mniej ludzi zapatrzonych jest w Zachód, a zaczyna widzieć wartość tego, co polskie. Ale też dostrzega swoje wady i z nimi walczy.
Jakie są te wady narodowe?
Bezczynność chociażby, brak zaangażowania społecznego, np. to, że ludzie nie poczuwają się do tego, żeby iść głosować.
Ja również uważam, że udział w wyborach jest patriotycznym obowiązkiem. Tylko że dla mnie poza tym to poczucie wspólnoty z tymi, którzy tu żyją, i pamięć o tych, którzy żyli tu w przeszłości. To praca na jej rzecz, materialna i symboliczna. To szacunek dla demokracji, opartej na równości wszystkich obywateli. A Pan powiedział, że podpisałby się pod słowami swojego szefa, że „liberalna demokracja to nowotwór”.
Tak.
To co zamiast liberalnej demokracji?
Narodowa.
To znaczy?
Demokracja, w której rzeczywistym odnośnikiem jest naród i wola narodu, a nie poddawanie się, uginanie kolan przed wszelakimi mniejszościami. Macie żyć tak, jak my żyjemy.
„My” – chcą Państwo decydować o tym, kogo do wspólnoty można zaliczyć. Ja uważam, że „my” to też koleżanka lesbijka, i kolega, który jest Żydem, i Wietnamczyk, i ateista…
I oni wszyscy powinni się dostosować do prawa i zwyczajów, jakie tu funkcjonują.
Myślę, że to musiałoby być dla Pana bardzo trudne, gdyby się Pan zakochał w osobie, która nie pasuje do wzoru.
Nie grozi mi to. Nigdy nie miałem takiej sytuacji. Nigdy nie czułem zauroczenia w stosunku do kogoś o innym kolorze skóry czy wyznaniu. I raczej mnie to nie dotknie.
Jest Pan szczęśliwym człowiekiem?
Tak.
A co sprawia, że może Pan tak o sobie powiedzieć?
To, co robię, jakie wiodę życie, daje mi to poczucie: że służę w życiu tak, jak najlepiej potrafię.
A we mnie, jeśli miałabym uosabiać „tamtą stronę”, co Pana najbardziej wkurza?
Wolność słowa. A raczej to, że uznaliście, że macie na nią wyłączność i możecie decydować, co ludzie mają prawo myśleć i mówić.
Przecież Państwo mówicie swoje. Nam chodzi o granicę – jest nią artykuł 13 konstytucji.
Nie znam jej na pamięć.
„Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa”.
My nie nawołujemy do przemocy, mówiłem pani – tamte hasła to tylko przypomnienie historycznych kontekstów.
Ataki na Romów, obcokrajowców w Białymstoku, palenie kukły Żyda też mają historyczny kontekst?
Jakieś ataki, jeśli się zdarzają…
Sytuacje, o których mówię, miały i mają miejsce.
…jeśli się zdarzają, to marginalnie.
Przemoc to rozwiązanie?
Niektórzy sądzą, że tak.
A Pan?
Czasem jest konieczna – kiedy ludzie czują się zagrożeni, państwo nie zapewnia im bezpieczeństwa, a sytuacja skłania do takich aktów.
Według mnie kreuje ją Państwa retoryka: wskazywanie wrogów ojczyzny, z którymi trzeba walczyć.
Ale gdybyśmy o tym nie mówili, wy mówilibyście: wszyscy są naszymi przyjaciółmi. A nie wszyscy są, nie można stracić czujności. Trzeba mieć bezpiecznik, są nimi organizacje narodowe, które mówią głośno to, czego inni boją się powiedzieć.
Właśnie to mnie w Państwa wizji świata przeraża – wrogość i nieufność, na których się opiera ten ład. Zostanę więc pewnie nadal wrogiem ojczyzny, jak pisali do mnie ludzie, którzy sami siebie nazywają narodowcami.
Dla nas postawy, które pani wyznaje, szkodzą Polsce i Polakom.
Wyklucza mnie Pan w ten sposób ze wspólnoty, której czuję się członkinią.
No dobrze, ale nikt pani przecież nie każe wyjeżdżać.
Mam tylko dostosować się do Waszych reguł?
Do zasad, które uznajemy za słuszne, i które są słuszne.
A na początku rozmowy próbował mnie Pan przekonać, że byłoby tu i dla mnie miejsce.
Wystarczy się dostosować – a będzie. ©
Sauce: https://www.tygodnikpowszechny.pl/macie-zyc-tak-jak-my-zyjemy-35214
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2016.08.06 09:41 SoleWanderer Woje wyklęci spod Smoleńska. Jak uporać się z pamięcią narodową

MARCIN NAPIÓRKOWSKI - ur. w 1985 r., semiotyk kultury, pracuje w Instytucie Kultury Polskiej UW. Prowadzi blog Mitologiawspolczesna.pl. Właśnie ukazała się jego książka "Powstanie umarłych. Historia pamięci 1944-2014"
KATARZYNA WĘŻYK: Zima 1945 r., ludzie zaczynają wracać do Warszawy - co widzą?
MARCIN NAPIÓRKOWSKI: Coś strasznego. Nawet nie bardzo wiemy co, bo z jakiegoś powodu - im bardziej jest niezrozumiały, tym bardziej się wydaje mroczny - właściwie nikt o tym nie pisze, nikt tego nie utrwala.
Jak to? Nie ma zdjęć z tego okresu?
Oczywiście trzeba je pochować. Pierwszy obowiązek był wobec nich, bo niepochowany zmarły wraca jako upiór.
Warszawa zimą 1945 - zobacz świat po apokalipsie. Zdjęcia
A nie wobec żywych? Te 200 tysięcy zwłok to chociażby zagrożenie epidemiologiczne.
Może powinniśmy.
A alejka Armii Ludowej byłaby malutka.
"1945. Wojna i pokój" Grzebałkowskiej. Oto warszawskie fragmenty
To są te dwie konkurencyjne narracje: pochodu i konduktu?
Podwójna krzywda.
Przychodzi 1989 r. i okazuje się, że on w pamięci powstania nie jest ważną cezurą. Mamy przez chwilę boom pamięciowy, głównie nastawiony na doraźne rozliczenia, a potem społeczeństwo interesuje się zupełnie czym innym.
Powrót do ruin Warszawa 1945. Mimo trwającej wojny zaczęła się odbudowa
Budujemy kapitalizm.
I nagle wybucha prawdziwy boom pamięciowy. Zwrot w myśleniu. Pojawiają się głosy, że i nasz sukces, i porażka są zbudowane na piasku, że musimy przebudować wszystko. I nagle się okazuje, że topos rywalizacji między pamięcią oficjalną a oddolną znów się uaktywnia. Co widać przy okazji każdej rocznicy na Powązkach.
Jak w tę walkę o pamięć wpisuje się dopisanie ofiar katastrofy smoleńskiej do powstańczego apelu? Napisał pan na blogu, że "ma to sens".
Ten mechanizm zresztą wykorzystywano często przez te 72 lata. W powstańczą narrację próbowano wpisać odwilż w 1956 r., strajki i sukces "Solidarności" w 1980 r., potem stan wojenny - budując ciągłość. I nagle pojawia się katastrofa smoleńska, którą znowu różne siły próbują wpisać w sensowną opowieść o Polsce. Dla semiotyka to wręcz modelowy przykład.
Naznaczeni Smoleńskiem. Rozmowa z psychoterapeutką Bogną Szymkiewicz
To znaczy?
Wyciągamy więc dwie karteczki - katastrofa smoleńska i powstanie - i wykonujemy to samo ćwiczenie. Jeśli katastrofa jest jak powstanie, to zostaje ona odczytana jako heroiczny zryw patriotów. Albo jako działania jakiejś potężnej siły, która zabija to, co w Polakach najlepsze.
Ale przede wszystkim powstanie funkcjonuje dziś jako opowieść o wyklętej pamięci. Coś, czego upamiętnianie przez lata było zafałszowane czy wręcz uniemożliwione. Więc jeśli mówimy: "Katastrofa smoleńska jest jak powstanie warszawskie", to mówimy: "Znów są jacyś oni, którzy nie pozwalają nam pamiętać". Ale my wracamy do prawdy, przyzywając zmarłych i tworząc obraz pochodu historii. Takiego, jaki opisywał Krzysztof Kamil Baczyński: na początku idą woje piastowscy, w środku rycerze spod Grunwaldu, XIX-wieczni powstańcy, ofiary powstania warszawskiego, Katynia, a na końcu ci, którzy już nie zginęli, tylko polegli pod Smoleńskiem.
Możemy to uznać za dobrą opowieść o Polsce lub szkodliwą. Ale niezależnie od tego, czy nam się podoba, powinniśmy podejmować rzetelne próby jej zrozumienia. Jeśli nam się podoba, to będziemy ją mogli dzięki temu wzbogacać, rozwijać. Jeśli nie, to bez próby jej zrozumienia będziemy tylko walić kijem na oślep.
Powstanie w wersji pop. Polskie pożegnanie z traumą
A potrzebny jest raczej osinowy kołek?
Ale nie sądzi pan, że PiS mógł przeszarżować? Bo powstanie warszawskie stało się takim gigantem, że próba "wampiryzmu pamięciowego" na nim może być jak doładowywanie baterii promieniami słońca: prędzej się spali, niż doładuje.
Tu pojawia się zresztą oś drugiego sporu, który ostatnio wokół powstania wybucha. Jest taki straszliwy gatunek filmowy...
...polska komedia romantyczna?
O tym trochę jest debata: czy wolno pasożytować na powstaniu? Czy wolno łączyć z innymi wydarzeniami i nosić powstańcze opaski do zdjęć, czy to profanacja? I czy taki patriotyzm "opaskowy" jest jak ten fałszywy tatuaż? Takie "gangsterskie oburzenie" wyraził ostatnio Witold Głowacki z "Polska The Times", który na Facebooku napisał: "Chcesz poczuć się jak Powstaniec? Idź pięć kilometrów pełnym fekaliów kanałem o wymiarach 110x60 cm. Zajmie ci to około 20 godzin. Unaocznij sobie rzeź Woli i Ochoty".
Najstraszliwsze rzeczy działy się na Woli i Ochocie. Z Adamem Siwkiem rozmawia Adam Leszczyński
Ale obie te postawy są perwersyjnymi skrajnościami. Zarówno mówienie: "Powstanie warszawskie jest tak straszliwe, że nawet myślenie o nim powinno nas napawać grozą", jak i postawa: "Na tygrysy mają visy, założymy plastikowe hełmy i będziemy jak powstańcy". Między tymi skrajnościami rozpina się spektrum możliwych postaw. Trzeba jakoś znaleźć równowagę.
Widziała pani tekst "apelu smoleńskiego"?
Nie.
Panie Wołodyjowski, larum grają!
Bardzo mnie też zastanawia, że kiedy pojawiały się gwizdy i buczenie na Powązkach, wiele osób, które brały udział w uroczystościach w latach 80., mówiło: "Pod pomnikiem Gloria Victis nigdy nie było wieców i bieżącej polityki".
A są setki świadectw, które pokazują, że w latach 80. to była norma. W 1984 r. nie dopuszczono oficjalnej delegacji. Opozycja przejęła obchody i wzywano imiona żyjących Lecha Wałęsy, Anny Walentynowicz, upamiętniano ofiary strajków "Solidarności". Tyle że pewne rzeczy, które się działy w latach 80., wydają się niektórym akceptowalne, bo wtedy była inna sytuacja.
Psycholog: potrzeba trzech pokoleń, żeby Polacy pozbyli się wojennej traumy
No bo jednak trochę była.
Pytanie, kiedy - i czy w ogóle - ci ludzie poczują się u siebie.
PiS ma problem, bo zawsze stał tam, gdzie stali buczący na władzę, a teraz sam jest władzą. I co, będzie buczał sam na siebie?
A brak dowodów na jego istnienie jest największym dowodem na jego istnienie.
Przeciwko "apelowi smoleńskiemu" zaprotestował m.in. Jan Młynarski. Poczuł się w obowiązku "zaprotestować przeciwko zbijaniu kapitału politycznego na etosie powstania warszawskiego. Powstanie warszawskie i Warszawa to nie prostytutki z pigalaka, których można używać jak komu wygodnie bez względu na konsekwencje".
A, więc to miecz obosieczny.
A jak w historię pamięci wpisać ukomiksowienie powstania, wpisanie go w kontekst popkulturowy, który od jakichś 10 lat dominuje?
Kiedy upamiętniano kogoś w starożytnym Rzymie, to mu się wystawiało łuk triumfalny. W średniowieczu - pisało epos rycerski. Każda epoka ma swoje narzędzia. Niektóre są bardzo stare i dlatego uważamy, że są fajne i nobliwe, np. wyczytywanie nazwisk poległych na cmentarzu. Ale gdy widzimy nowoczesne formy upamiętniania: nalepki na zderzaki, T-shirty, statusy na Facebooku, to myślimy: "Niestosowne!".
A stosowne? Te Morowe Panny z czerwoną szminką, te selfie w opasce, magnesy na lodówkę i poszewki z kotwicą, cały ten badziew - to pana nie denerwuje? Toż to straszny kicz.
Powiedzmy, że kocham mamę i chcę to okazać. Mogę założyć T-shirt z napisem: "Kocham mamę", mogę, jak uczy mnie reklama, kupić jej merci, mogę ją zabrać do kina, mogę coś zrobić samemu - jest mnóstwo sklepów, które mi sprzedadzą odpowiednie narzędzia. Ale wszystko to obraca się w sferze znaków czy praktyk dostarczanych przez kapitalizm. Czy to znaczy, że mniej kocham mamę, bo coś jej kupuję?
Jestem młodym patriotą - w jaki sposób mam to zademonstrować? Jeśli lubię jakiś klub piłkarski, to kupuję T-shirt. Jeśli kocham ojczyznę, robię to samo. Najlepiej widać to na Facebooku. Wszystko, co nas porusza, co kochamy i czego nienawidzimy, przeżywamy poprzez media społecznościowe. Ich obecność w praktyce pamięci nie jest infantylizacją powstania ani komercjalizacją, jest po prostu wykorzystaniem codziennego repertuaru środków i znaków.
Ja mam dysonans. Z jednej strony wysokie C, to definiujący moment polskiej tożsamości, tragedia, heroizm, a potem na stronie z "patriotycznymi koszulkami" widzę komunikat, że z okazji 72. rocznicy powstania jest wyprzedaż 72 proc.
Ale może to nasz sposób przeżywania patriotyzmu jest specyficzny? Może w kraju, którego mieszkańcy przez lata nie czuli się gospodarzami na własnej ziemi, zaczęliśmy przywiązywać osobliwie dużą wagę do takich rzeczy. Może dlatego nie potrafimy się śmiać z patriotyzmu i razi nas patriotyzm codzienny, że zbyt długo zbyt ryzykowne było jego manifestowanie. Dla takich Amerykanów flaga na T-shircie nie jest nawet symbolem patriotyzmu. Nikt też nie manifestuje miłości do Wielkiej Brytanii, nosząc conversy z Union Jackiem. To po prostu motyw kulturowy, brytyjskość jest fajna. A biało-czerwona koszulka to wciąż "odzież patriotyczna".
Może powinno nas zaskoczyć właśnie to, że myślimy: "Morowe Panny, jaki kicz"? Może norma jest daleko od tego, co nam się wydaje?
Ale Amerykanie jednak celebrują zwycięstwa, a my rzeź cywilów i zrównanie miasta z ziemią. Selfie z opaską wydaje się pewną trywializacją.
Wojna w Wietnamie jest modelowa dla badań nad dyskursem pamięci traum. Spory, dramatyczne doświadczenia, znacznie więcej weteranów żyje - a jednak w popkulturze zdołała się już tak oswoić, że film o Wietnamie, który ma elementy komediowe, nie razi. To popularny mem: facet ze strasznie poważną miną i podpis: "Nigdy nie wiesz, kiedy wrócą wspomnienia z Wietnamu". Powodzenia ze zrobieniem memu "Nigdy nie wiesz, kiedy wrócą wspomnienia z powstania warszawskiego". Może dlatego, że praca nad rozbrajaniem tamtej traumy rozpoczęła się wkrótce po Wietnamie, a na rzetelną pracę nad pamięcią powstania wciąż czekamy.
OK, ale też nie ma memów "Nigdy nie wiesz, kiedy wrócą wspomnienia z Auschwitz".
Nawet w udisnejowionej oprawie?
Powstanie też ma swoje pluszowe psy. Zadawajmy pytanie, komu i do czego ono jest potrzebne. Czy tym, którzy chcieliby w nim widzieć lekcję, że nigdy więcej wojny, każda wojna jest zła? Czy tym, co widzą opowieść o tym, że wojna jest heroiczna i piękna i powinniśmy być gotowi w każdej chwili walczyć o polskość?
Ta druga pana nie przeraża?
A jako człowieka?
To musi być męczące. No dobrze, to jako badacza to pana nie przeraża?
Oczywiście to bardzo uprościłem. Nie wierzę, że ktokolwiek tworzący Muzeum Powstania Warszawskiego albo odwiedzający je podpisałby się pod stwierdzeniem, że wojna jest piękna.
No nie wiem, recenzenci skrytykowali Muzeum II Wojny Światowej, że nie dość pokazuje pozytywne skutki wojny. Która hartuje charakter.
Czuć trochę w tej pana książce tęsknotę za spokojnym spacerem po Warszawie.
Nie no, tak się nie da żyć.
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2016.04.30 01:37 dasio123 Moje przemyślenia (niesłychanie odkrywcze) na temat wyrażania poglądów

Prawdopodobnie spadnie na mnie lawina downvote'ów, ale chciałem się z wami podzielić tym, co myślę o wyrażaniu swoich poglądów i dyskutowaniu o nich - w sumie obylibyście się bez tego i pewnie gówno was to obchodzi, ale i tak chcę to napisać, bo częściowo śmieszą, a częściowo drażnią mnie niektóre zachowania. Nie jest to jakaś wielka filozofia XXI wieku i Ameryki nie odkryłem, ale wielu ludzi zdaje się nie rozumieć tego, co dla wielu jest oczywiste.
Tak więc masz swoje poglądy? Wspaniale. Dodatkowy plus, jeśli są to twoje własne przemyślenia, a nie slogany, które powtarzasz, bo popierane są one przez gwiazdy Hollywood i przez to modne. Ale niezależnie od tego, jakie masz poglądy, nie jesteś w nich wyjątkowy/a. Miliony ludzi miało takie same poglądy przed Tobą, miliony mają je teraz i miliony będą miały w przyszłości, gdy wszyscy, którzy tu teraz zaglądają, będą leżeli pod ziemią. Wpychanie swoich poglądów ludziom w gardła nie czyni Cię fajnym. Fajni są ludzie, którzy swoje poglądy opierają na dogłębnym przemyśleniu danego tematu i poznaniu różnych punktów widzenia na ten temat i zachowują te poglądy na siebie.
Pamiętam, jak w latach dziewięćdziesiątych ludzie nie deklarowali swoich poglądów czy popieranych opcji politycznych przy każdej okazji, lecz trzymali je dla siebie, jednocześnie szanując to, że inni ludzie mogą mieć inne poglądy. Co prawda byłem wtedy dzieckiem i nie myślałem o takich sprawach, ale teraz, sięgając pamięcią w przeszłość, wiem, że tak faktycznie było. I co, świat się zawalił, bo ludzie nie roztrząsali każdej błahostki pod kątem swoich opinii? Czy wpływ zwykłych, prostych ludzi na takim np. reddicie na politykę jest obecnie większy niż był wtedy (bo wtedy był żaden)? Myślę, że nie.
Oczywiście każdy ma prawo do wyrażania swoich poglądów i jest to prawo, którego jestem gorącym zwolennikiem i sprzeciwiam się każdemu, kto by chciał to prawo ludziom odebrać. Ale to, że ma się do czegoś prawo, nie znaczy, że powinno się to robić. Czym innym jest prawo, a czym innym kultura, ogłada itp. Prawo do wyrażania poglądów nie jest po to, żebyś pierdolił/a o swoich niebywale odkrywczych i słusznych poglądach każdemu, kto zrządzeniem losu znalazł się w twoim pobliżu. Jest ono po to, żebyś mógł się sprzeciwić, gdy rząd robi coś, co ci się nie podoba (ale nawet wtedy zachowanie umiaru jest w dobrym guście). Albo po to, żebyś nie bał/a się o swoją przyszłość, gdy w odpowiedzi na pytanie, co jest ważne w życiu, odpowiesz że ojczyzna, albo tolerancja, albo wolność, albo chuj wie co tam jeszcze. To prawo jest tak naprawdę tylko po to, żebyś je miał/a - bo prawo do posiadania opinii gwarantuje, że nie będziesz prześladowany/a za swoje poglądy. Natomiast nie masz prawa (no dobra, masz, i to niezbywalne, ale mimo wszystko nie powinieneś z niego tak ochoczo korzystać, bo to jest po prostu niekulturalne, jeśli się z tym przegina) drzeć się każdemu do ucha, że nie chcesz, albo chcesz, syryjskich imigrantów w Polsce - bo to wkurwia, bo to w pewnym sensie zakłócanie porządku publicznego (jeśli robisz to publicznie), oraz dlatego, że ludzi CHUJ TO OBCHODZI. Może nawet się z Tobą zgadzają, ale i tak nie jesteś im w stanie powiedzieć nic, w co by sami nie wierzyli, lub czym byś ich przekonał/a do zmiany zdania. Tego typu dyskusje ludzie prowadzili od zarania dziejów, zawsze z tym samym skutkiem - nic się, kurwa, nie zmieniło. Ziemia nie przestała się kręcić, a leku na raka jak nie było, tak nie ma. Nieważne, jaki argument wymyślisz dla poparcia swoich poglądów, jestem gotów założyć się o dobytek całego życia (w sumie niewiele tego, ale zawsze coś), że już to ktoś komuś powiedział i również chuja osiągnął.
To, że nie będziecie (o ile postanowicie posłuchać mojej rady) wygłaszać swoich poglądów na każdym kroku nie oznacza, że nie możecie dyskutować o ważnych tematach, takich jak polityka. Zamiast jednak mówić, że lubisz korwina, kaczora czy petru, i że w ogóle jest on jedyną nadzieją da Polski, lepiej będzie, jeśli w dyskusjach dotyczących ostatnich wydarzeń ze świata polityki pokusisz się o analizę przyczyn i możliwych skutków tych wydarzeń, możliwych rozwiązań pojawiających się problemów itp. Jeśli przedstawisz rozsądne, logiczne, trzymające się kupy wnioski swojej analizy (przedstawione z neutralnego punktu widzenia), masz nieskończenie wiele większą szansę na przekonanie kogoś do swoich racji, niż poprzez wykłócanie się, że twoja racja jest najtwojsza. Bo do ludzi przemawiają fakty, logika i rozsądek, a nie ból dupy, że ktoś, kogo nie popierasz wygrywa w wyborach.
Stąd moja prośba: nie mów ludziom, jakie masz poglądy. O polityce możesz dyskutować konstruktywnie, biorąc na tapetę jakieś wydarzenie, analizując co, gdzie i jak i przedstawiając swoje wnioski w taki sposób, żeby nie dało się stwierdzić, czy taki stan rzeczy popierasz, czy nie. Np. jeśli powiem, że projekt Rodzina 500+ może sprawić, że mniej dzieci będzie odbierane ubogim rodzicom, ale nie powiem, czy się z tym zgadzam, czy nie (a mogę się nie zgadzać nawet mimo tego, że skutek niby pozytywny - bo przecież te 500 zł bierze się z moich podatków i mogę nie chcieć płacić na cudze dzieci), to mam większe szanse, że ktoś się nad tym zastanowi i nawet bez mojej wiedzy dojdzie do podobnych wniosków co ja, niż gdybym otwarcie powiedział, że uważam projekt za chujowy/zajebisty. A jeśli znasz kogoś, kto ma poglądy sprzeczne z twoimi, to nie kłóć się z nim/nią, tylko zaproś na piwo i pogadaj o dupach/facetach, samochodach, psie sąsiada, muzyce, ciekawym wydarzeniu w którym brałeś udział, czymkolwiek. Byle nie o polityce (w rozumieniu takim, że uczestnicy dyskusji przepychają się jak dzieci na mało sensowne argumenty popierające mało rozsądne poglądy), bo polityka robi z ludzi chamów i prostaków, oraz dlatego, że polityka i tak wpierdala się w nasze życie drzwiami i oknami i dodatkowe robienie dziur w ścianach nie uczyni nikogo szczęśliwszym, ani nie zwiększy niczyjego dobrobytu. Poza tym od tego mamy tych wszystkich debili (poza politykami, których Ty popierasz - oni nie są debilami) w sejmie.
Poza tym nie oszukujmy się - te wszystkie żywiołowe dyskusje mają na celu (na poziomie indywidualnym każdego użytkownika) tylko i wyłącznie to, żeby znaleźć się w grupie ludzi, o których wiemy, że mają takie same poglądy, powiedzieć coś, co i tak każdy wie i z czym się zgadza i zyskać aplauz - no bo kto nie lubi, jak ktoś go poklepie po plecach i powie "Masz absolutną rację ziomek". Nawet jeśli to, co się powie, jest równie odkrywcze, jak to, że zimą pada śnieg.
Specjalnie nie piszę, za którym spektrum politycznym jestem czy jakie mam poglądy na popularne ostatnio tematy. Po pierwsze dlatego, że byłbym hipokrytą, gdybym tak zrobił po tym, co napisałem dwa akapity wyżej, a po drugie dlatego, że nie jestem zadufanym w sobie narcyzem i wiem, że moje jakże słuszne poglądy chuj was kurwa obchodzą.
W każdym razie mam nadzieję, że przyjmiecie sobie to, co tutaj napisałem, do serca. Wiem, że nie jest to przełom we współczesnej filozofii, ale takie przypomnienie o tym, że bycie kulturalnym i po części takim skrytym, jest cechą, która się chwali. Choć podejrzewam, że waszą reakcją będzie coś w stylu "Brawo Sherlocku" albo "Będę pisał co chcę i chuj ci do tego".
submitted by dasio123 to Polska [link] [comments]


2016.04.02 12:09 ben13022 Wywiad z Michałem Boni o rządach PO. "Byliśmy głusi"

Donald wziął udział w jednej z debat o raporcie "Młodzi 2011", ale zaraz padły głosy od jego bliskich kolegów, żeby się puknął w głowę i na to nie chodził. Bo to dla nas zbyt krytyczne. Z Michałem Bonim rozmawia Grzegorz Sroczyński Michał Boni - ur. w 1954 r. skończył polonistykę na UW, doktorat pisał o stereotypie robotnika w czasach stalinowskich. W stanie wojennym był naczelnym podziemnego tygodnika "Wola". W wolnej Polsce został zastępcą Jacka Kuronia w Ministerstwie Pracy, później był ministrem pracy. Związany z Unią Wolności i PO. Był szefem zespołu doradców strategicznych premiera Tuska, a potem ministrem administracji i cyfryzacji. W 2013 roku odszedł z rządu, obecnie jest europosłem.
Grzegorz Sroczyński: To był pański pomysł?
Michał Boni: Pracodawcy z tym przyszli. Chcieli, żeby im gorset poluzować. Miało być na rok, dwa lata, na przetrwanie kryzysu. A potem już tak zostało.
Wiedzieliście, co się dzieje?
Zło?
Odpuściliście. Dlaczego?
Pan był mózgiem.
Prof. Krystyna Skarżyńska mówi tak: "Od dawna twierdzę, że niechęć do całego systemu politycznego ma swoje źródło w tym, jak pracownicy są traktowani przez zwierzchników".
I dalej: "Ludzie uważają, że to władza tak nas urządziła, więc odpłacimy jej pięknym za nadobne".
Jak to jest, że człowiek odpowiedzialny za strategię rządu wszystko to wie: badania, eksperci, Tito Boeri i tak dalej - i nic.
Z kim?
Wstydliwie?
Z czego?
Bo?
Szef Komitetu Stałego Rady Ministrów.
Jaką?
Dziczał na waszych oczach rynek pracy. Mamy najwyższy wskaźnik umów śmieciowych w Europie, nawet Komisja Europejska nas za to skarciła. Jak się dzieją takie rzeczy, to każda władza, która ma podstawowy instynkt samozachowawczy, powinna przykręcić śrubę. Powiedzieć: "Spadajcie na drzewo, drodzy pracodawcy, wracamy do etatów, bo ludzie nas zjedzą". A wy nic.
Na sam koniec.
Kolega Tuska.
Rosła wam cały czas dziura w ZUS, bo od śmieciówek przecież składki nie były płacone. Dorota Gardias twierdzi, że wszystko to panu mówiła. Pan tylko kiwał głową.
I co?
Bo?
To się zostawia dziesięć punktów: to i to trzeba koniecznie zrobić.
I co?
Ale dlaczego się nie robi? Dlaczego kolejne ekipy przygotowują plany - plan Kołodki, plan Hausnera, plan Boniego, plan Morawieckiego - a potem "się nie robi"?
Gówna?
Da się.
Jaki?
Bo?
To dlaczego nie?
Wymówki.
Wmówiliście. Liberałowie.
To dlaczego zamroziliście?
Można nie słuchać.
I co z tego wynika?
Wtedy się zaczął kręcić sznur na waszą szyję?
Czyli?
To o co?
"Żołnierze wyklęci"?
Pan to wymyślił?
To było dobre hasło?
Sormanowskim?
Mieliście blokadę ideową?
Wstydzić się?
Że pracodawca ma mieć dobrze.
I co z tego wynika?
A Szejnfeld co na to powie?
To dlaczego w kółko klepano o Karcie?
Kto w Polsce narzuca klimat ideowy? FOR? Lewiatan? Eksperci z banków? Balcerowicz?
A pracodawcy?
Lobby?
Pytam, bo różne rzeczy, które robi teraz PiS, mogliście wy zrobić. Dodatkowe opodatkowanie banków to nie jest pomysł z kosmosu, w Europie takie rzeczy są wprowadzane. Dlaczego wy nie? Mielibyście na przedszkola.
Politycy między sobą rozmawiają o jakichś książkach? Na przykład o "Kapitale w XXI wieku" Piketty'ego rozmawialiście z Tuskiem?
Pan sobie czytał i pana z rządu wypchnęli.
Cały Zachód dyskutuje o nierównościach, łącznie z MFW i Bankiem Światowym. W Polsce temat nie istnieje. Dlaczego?
Jak zwykle winny PiS.
Czy trudno przyznać się do współpracy z SB?
W 1992 roku znalazł się pan na liście Macierewicza i zareagował podobnie jak Wałęsa. Najpierw pan chciał się przyznać, a potem się wycofał. Dlaczego?
Że pan podpisał zobowiązanie do współpracy, ale nie podjął współpracy.
No ale pan jednak siadał.
Może źle pan pamięta.
A zajrzał pan?
Przecież pan wie, że umysł fałszuje, upiększa i wypiera.
To takie trudne?
I lepiej?
Nikt pana nie ocenia przez pryzmat tej historii.
Ta sprawa ma dla pana wciąż duże znaczenie?
Snów?
A trzecia ważna sprawa dzieje się teraz. Męczące, trudne uczucie, że nam wszystko PiS odbiera. I też mam sny.
Jakie?
Nie. Ale nie rozumiem, dlaczego wy aż tak się boicie Kaczyńskiego.
Ludzie z pańskiego pokolenia. On w was wywołuje niebywałe emocje i lęki, których nie rozumiem.
Nie zacznie.
Czego chciał Boni
źródło: http://wyborcza.pl/magazyn/1,151484,19853739,michal-boni-bylismy-glusi.html#TRwknd
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.01.21 13:58 SoleWanderer Dziary narodowe. Polska z tatuaży patriotów - Konrad Oprzędek

Orzeł pod majtkami dumnie zadziera główkę, co symbolizuje niezłomność Polaków. Ewelina opowiada o nim tylko koleżankom, bo faceci mogliby się podniecać.
Daniel masuje się po Polsce, którą ma wytatuowaną na ramieniu. Polska trochę boli, bo dwa dni wcześniej kazał postawić ją w płomieniach i dodać żołnierza Armii Krajowej z karabinem. Za tatuaż zapłacił zasiłkiem dla bezrobotnych.
Chłopak wodzi smętnym wzrokiem za ludźmi, którzy biegają po galerii handlowej. Od kiedy stracił robotę w biurze, przychodzi tu codziennie. W domu ciągle czuje na sobie ojcowskie spojrzenie, które robi z niego nieudacznika i darmozjada, dlatego o dziewiątej wychodzi na miasto. Dwie-trzy godziny meandruje po ulicach Krakowa, a koło południa przysiada w galerii, żeby się ogrzać. Potem wraca do domu i rozsyła CV.
Chłopak przerywa, bo właśnie zauważył piękną brunetkę w tweedowym płaszczu i czarnych spodniach ze skóry.
Daniel od dziecka wiedział, że z ludźmi, którzy mają dość czasu i pieniędzy, by się stroić, lepiej nie krzyżować spojrzeń, bo skończy się to dla niego upokorzeniem. Wychował się w domu szewca i sprzątaczki, którzy powtarzali, że kto przyszedł na świat w dziurawych portkach, w takich umrze. Zmienili zdanie dopiero, gdy zobaczyli, że nawet ludzie skromniej żyjący od nich posyłają dzieci na studia. Nabrali nadziei, że wykształcenie wyrwie Daniela z zaklętego kręgu dziurawych portek, w którym ich rodzina tkwiła od pokoleń. Chłopak został magistrem marketingu. Nie znalazł pracy w zawodzie, więc trafił do biura firmy meblarskiej. Szef dał mu najniższą krajową, ale zapewnił, że lepsze życie zacznie się Danielowi, gdy kryzys minie. Tylko że zamiast tego firma splajtowała, a chłopak wylądował na bezrobociu. Jak wielu jego znajomych z uczelni.
Daniel znów zaczyna masować się po Polsce i wzdycha: - Kiedyś wystarczyło chwycić za karabin, żeby znaleźć się w elicie narodu. Teraz trzeba się w niej urodzić.
Młoda Polska prawicowa
Emigracja do dawnej Polski
Gdy Dominik Rozwał ma gorszy dzień, podwija rękaw bluzy i przygląda się małemu powstańcowi, którego wytatuował na przedramieniu. Dzieciak ma nie więcej niż 13 lat, a już dźwiga karabin. Co takie małolaty miały w głowach - zastanawia się 39-latek - że nie wymiękły podczas powstania warszawskiego.
Tatuaż zrobił sześć lat temu, gdy rzucił robotę w fabryce części samochodowych. Przepracował tam ponad pięć lat - na śmieciówkach. - Do tego szef tak dociskał psychicznie, że zrobił ze mnie kłębek nerwów - wspomina Rozwał. - W nocy nie spałem, miałem stany lękowe i drgawki. Skończyło się na psychotropach.
Dominik nie chciał wyjechać do Anglii, jak zrobiło wielu jego znajomych. Wolał emigrować do dawnej Polski. Na ławce w parku, gdy syn zasnął w wózku, otwierał książkę o drugiej wojnie. Przypominał sobie też o wujku, który walczył u Andersa, i o siostrze babci, która przez całą wojnę ukrywała w komórce młodą Żydówkę.
Teraz Dominik jest kontrolerem produkcji w fabryce hamulców, ma umowę o pracę i co miesiąc dostaje 2700 zł na rękę. Pensje jego i żony wystarczają, żeby utrzymać trzyosobową rodzinę. Tylko że gdy porównuje swoją pracę i tę, którą dawniej wykonywali Polacy, wychodzi mu, że jest na minusie. Bo w Peerelu, zdaniem Rozwała, robota nie zabierała ludziom całego czasu, po fajrancie mogli być mężami, żonami i rodzicami. A Dominik widuje żonę tylko w weekendy i święta. W dni powszednie wychodzi do fabryki, gdy Kasia jeszcze śpi, a wraca, kiedy jej już nie ma. Wieczorem też nie rozmawiają, bo zanim ona przyjdzie z pracy, on zasypia.
Tatuaż na przedramieniu przypomina mu o wielkości, której wokół siebie nie widzi. - Ten powstaniec, choć mały łebek, był wielki, bo pokazał charakter: poszedł na wojnę i narażał siebie dla innych - mówi. - Dzisiaj ciężko być wielkim. Nawet nie wiem, co musiałbym zrobić, żeby takim się poczuć. Mogę tylko harować, żeby opłacić rachunki, ale wtedy jestem szaraczkiem. Już pogodziłem się z tym, że o wielkości muszę zapomnieć. Ale inni nie zapomną. Widzę to po kilku kumplach z tatuażami patriotycznymi i po tysiącach ludzi, którzy co roku 11 listopada maszerują przez Warszawę.
Wyklęci i niesprowokowani. Uliczna lekcja patriotyzmu
Czas patriotów
Wychodzi do drugiego pokoju, żeby się przebrać, a jego żona mnie uspokaja: - Szymon to potulny misio, tylko łatwo się denerwuje.
Potulny misio ma 186 cm wzrostu i 91 kg wagi. Jego ciało jest tak wielkie, że mieści się na nim prawie cała historia męczeństwa narodu polskiego. Na ręce wytatuował sobie napis "1940 Katyń - 2010 Smoleńsk", na plecach - daty powstania listopadowego, styczniowego i warszawskiego, a na piersi - kotwicę Polski Walczącej.
Szymon prowadzi mnie na cmentarz Rakowicki w Krakowie, gdzie w długich rzędach białych grobów leżą legioniści. Często to jedyne miejsce, jakie przychodzi mu do głowy, gdy Paulina każe wziąć dzieciaki na spacer.
Jeśli macie dość nazioli plugawiących swoim hołdem pamięć pomordowanych dzieci z Woli, sybiraków i "leśnych" z AK, zawalczcie o serca i dusze
Szymon zna je od dzieciństwa. Jeszcze zanim usłyszał o nich w szkole, wkuwał je na polecenie ojca. Bo Henryk był synem żołnierza kampanii wrześniowej i nie wyobrażał sobie, że można być Polakiem, nie znając dat zrywów wolnościowych swoich przodków. Dlatego podsuwał Szymonowi czytanki o Traugucie, Chłopickim, Borze-Komorowskim, a potem z nich odpytywał. Karą za nieprawidłowe odpowiedzi był szlaban na grę w piłkę.
Historię męczeństwa Polaków Szymon wytatuował sobie po katastrofie w Smoleńsku. Wierzy w teorię o zamachu. Zaczął zakładać koszulki na ramiączkach, bo polubił sytuacje, gdy na widok jego dziar ludzie w autobusach poważnieją, jakby się go bali. Dzięki temu czuje się silny. Ale tylko na wiosnę i w lecie, bo gdy robi się zimno, musi zakryć tatuaże ubraniami.
Szymon jest dumny, że ma dwoje dzieci, żonę patriotkę i tatuaże. Ale jego zdaniem to za mało, żeby umrzeć jako dumny Polak. Marzy o własnym serwisie samochodowym, wybudowaniu domu i skrzyknięciu znajomych patriotów, którzy spotykaliby się co tydzień i gadali o Polsce. Chce, żeby jego dzieci widziały, jak coś tworzy.
W razie "W" - przeżyję. Preppersi przygotowani na każdą apokalipsę
W kolejkach
Marcin ma astmę, więc co kilka tygodni musi stanąć w kolejce do lekarza. Ale żeby mieć prawo do niej wejść, wcześniej musiał zająć miejsce w innym ogonku - do rejestracji na bezrobociu. Bo pracuje na czarno w sklepie internetowym i nie ma ubezpieczenia zdrowotnego. Urząd pracy o tym nie wie, dlatego co jakiś czas wzywa Marcina, żeby stawił się w kolejce - po skierowanie na rozmowę kwalifikacyjną do jakiejś firmy. Chłopak bierze świstek i idzie do pracodawcy, gdzie czeka już rządek bezrobotnych - po zaświadczenie o braku kwalifikacji. Gdy Gorączko je dostanie, musi jeszcze wrócić do kolejki w pośredniaku - do gabinetu urzędniczki, która odbierze od niego świstek.
W różnych kolejkach czeka już sześć lat, czyli całą dorosłość. Gdy tak opiera się o ściany gabinetów, urzędów i sekretariatów, myśli o powstańcu, który wykrwawia mu się na plecach.
Ziemowit Szczerek: Lemingi zapewnią światu pokój
Polska zaczęła wkurzać Marcina po katastrofie smoleńskiej. Nie myślał, że to zamach, raczej przesilenie, do którego musiało doprowadzić dziadowskie państwo. Wcześniej słuchał o nim setki razy, gdy media donosiły o firmach, które upadały przez błędy urzędników skarbowych. O świeżo zbudowanych drogach, które kończyły się w szczerym polu. O przedsiębiorstwach, które były prywatyzowane za grosze, bo wszyscy zgodnie twierdzili, że w rękach państwa i tak by splajtowały. Słyszał, ale nie przejmował się dziadowską Polską. Aż do 10 kwietnia 2010 roku. Wtedy odkrył prawicowy internet. Felietony o potrzebie przeorania państwa i zbudowania go na nowo mieszały się tam z esejami o Piłsudskim, powstaniu warszawskim i żołnierzach wyklętych. Utknął w tych tekstach na długie lata i nadrabiał zaległości. Ze szkoły, bo jako uczeń jeszcze nie miał głowy do historii. I z domu: - Mój tata jest hydraulikiem, mama kucharką, a prości ludzie w starszym pokoleniu nic o historii nie wiedzą i nie mogą zaszczepić dzieciom patriotyzmu.
Gdy zrobił tatuaż, miał opory, żeby pójść na basen, ściągnąć koszulkę i pokazać krwawiącego powstańca. Bał się, że ludzie będą patrzeć na niego jak na oszołoma. Teraz już się nie boi. - Bo naród się obudził, patriotów jest coraz więcej - mówi. - Od ostatnich wyborów czuję się w Polsce całkiem nieźle. Nie chcę zapeszać, ale teraz nawet nie wzywają mnie do urzędu pracy, żebym odstał swoje w kolejkach. Może wreszcie Polska zmusi takich szefów jak mój do płacenia pracownikom ubezpieczenia. I pozwoli nam żyć.
Laski chcą dotknąć dziary
Z okna widzi dwóch "zielonych ludzików". Omiatając ulicę spojrzeniem, upewniają się, że jest bezpiecznie. Potem przechodzą pod mur kamienicy spod piątki. Przewieszają kałachy przez ramię, ściągają hełmy i kominiarki, żeby zapalić szlugi. Wojtek szybko wyciąga z szafy pistolet maszynowy Sten, kultową broń powstańców warszawskich, otwiera okno i oddaje do ludzików serię strzałów. Trafia, ale czuje niedosyt. Bierze z kuchni nóż, wybiega na ulicę, żeby poderżnąć trupom gardła.
Ten krwawy sen to ślad, jaki w głowie Wojtka Szlachetki zostawili Rosjanie, zajmując Krym. Pomyślał wtedy, że "zielone ludziki" nie poprzestaną na Ukrainie, pójdą dalej - na Litwę, Łotwę, Estonię, a w końcu dotrą do Polski. Zaczął więc czytać o walkach, które polscy partyzanci toczyli z okupantami. Zapisał się na kurs strzelecki i wytatuował na łydce kotwicę Polski Walczącej.
Już od maleńkości w Polsce przesiąkamy skrajnie nieprawdziwym obrazem wojny - romantycznej, młodzieńczej przygody
Wojtek ma żal do swoich dziadków, bo nie chcieli mu opowiadać o wojnie. Podejrzewa, że zamiast wykorzystać szansę na bohaterstwo, jaką daje okupacja, orali pole, karmili kury i doili krowy. Na swoje podobieństwo ulepili jego rodziców, którzy zamiast sprzeciwiać się komunie, pokornie podbijali kartę - ojciec w stolarni, a matka w zakładzie fryzjerskim. Dla Wojtka umieranie za ojczyznę jest ważniejsze niż życie. Twierdzi, że gdyby dostał szansę na przelewanie krwi za Polskę, umiałby ją wykorzystać. Ani chwili nie wahałby się z rzuceniem posady agenta nieruchomości.
Pensja starcza mu na wynajem kawalerki w Krakowie, koszule z modnych sieciówek, steki z najlepszej wołowiny, wakacje w Hiszpanii i balowanie w weekendy na mieście. Uważa, że żyje w dostatku, ale nie czuje, że coś od niego w świecie zależy ani że coś po nim zostanie. Gdy się zastanawia, jak naznaczyć sobą świat, do głowy przychodzi mu scena ze snu, w którym patroszy "zielone ludziki".
Od kiedy Wojtek jest prawdziwym mężczyzną, o wiele rzadziej ściele łóżko.
1600 brutto i potęga PiS-owskiej propagandy
Tam, gdzie każdy Polak się zaczyna
Orzełka Eweliny nikt z obcych nie zobaczy, bo schowała go pod majtkami. - Miałam wątpliwości, czy jeśli wytatuuję go koło pachwiny, nie sprofanuję godła Polski, ale potem pomyślałam, że to miejsce u kobiety jest jakoś święte, bo każdy Polak tam się zaczyna - uśmiecha się 21-letnia studentka. - Chciałam, żeby orzełek był tylko dla oczu mojego chłopaka. Maciek poczuł się tym wyróżniony, ale i tak później odszedł do innej.
Orzeł pod majtkami dumnie zadziera główkę, co symbolizuje niezłomność Polaków. Ewelina opowiada o nim tylko koleżankom, bo faceci mogliby się podniecać. Twierdzi, że dzisiaj mężczyznom wzrasta poziom testosteronu, dlatego trudno jej znaleźć chłopaka, który już na pierwszej randce nie proponowałby "wjazdu na chatę". A najbardziej niecierpliwi są faceci z tatuażami patriotycznymi.
Ewelina wyciąga z szafki zdjęcie, na którym dziadek Jan wtula się w babcię Jadwigę. Już wtedy cierpiał na demencję. Zapominał, jak to było, gdy walczył w AK i gdy siedział u komunistów w więzieniu. Pewnie zdrowo dostał w skórę, domyśla się Ewelina, widział krwawe sceny, ale na starość prawie o wszystkim zapominał. Została mu tylko miłość.
Ewelina szuka stowarzyszenia, do którego mogłaby się zapisać i działać na rzecz zniesienia umów śmieciowych. Wyobraża to sobie tak: ktoś stworzy projekt ustawy, inny skonsultuje z ekspertami, ona i jej podobni będą zbierać podpisy na ulicach i w internecie, a potem wyślą to politykom.
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


JAK RZUCIĆ NA KOGOŚ KLĄTWĘ? Kocha, czy nie kocha? Jak to sprawdzić? - YouTube Z Przylądka 100 Wątpliwości do Wyspy Już Wiem! - czyli jak ogarnąć ten cały online. Co na początek kariery w pośrednictwie nieruchomości - od czego zacząć? Bez Cenzury-Nie wiem jak to jest + tekst Nowa Klasa B. Żyj tak jak chcesz. TRAVEL - Chcesz Czy Nie (OFICJALNY TELEDYSK) Disco Polo 2014

  1. JAK RZUCIĆ NA KOGOŚ KLĄTWĘ?
  2. Kocha, czy nie kocha? Jak to sprawdzić? - YouTube
  3. Z Przylądka 100 Wątpliwości do Wyspy Już Wiem! - czyli jak ogarnąć ten cały online.
  4. Co na początek kariery w pośrednictwie nieruchomości - od czego zacząć?
  5. Bez Cenzury-Nie wiem jak to jest + tekst
  6. Nowa Klasa B. Żyj tak jak chcesz.
  7. TRAVEL - Chcesz Czy Nie (OFICJALNY TELEDYSK) Disco Polo 2014

Co sprawia, że lekcja online jest wyjątkowa? Platforma, materiały czy osobowość nauczyciela? Chcesz poznać odpowiedź? Wyrusz ze mną w pewną tajemniczą podróż! Wypływamy z Przylądka ... Zastanawiasz się, czy Twój partner Cię kocha? Zanim zaczniesz szukać odpowiedzi na to pytanie, zobacz koniecznie ten film. Obalę w nim 2 mity, o których częs... chcesz pracować u kogoś, chcesz prowadzić własną agencję pośrednictwa obrotu nieruchomościami, skorzystaj z tego bezpłatnego kursu oraz z doświadczeń innych pośredników, bo nie warto ... Kochasz? Troszczysz się? Czy chcesz kogoś uszczęśliwić? Nie powstrzymuj się, bo teraz nie musisz nikomu tłumaczyć się z niczego. W przyszłości planuję opublikować kilka historii, dlatego najpierw musicie zrozumieć, jak działają klątwy. Istnieje takie przysłowie, , które mówi, że jeśli chcesz rzucić na kogoś ... Piwko to jest napój, chcesz se wypić to pracuj Nie ma pracy kombinuj, ty robisz ruchy, się pilnuj ... Nie wszedłeś na mikrofon by kogoś uczyć jak żyć Nie wiem jak to jest, ale może ... Chcesz Czy Nie (x4) I: Za Każdym razem kiedy widzę Cię, Uśmiechasz do mnie się, Tylko Ja wiem jak bardzo Chcesz, Bym zaczepił Cię.